Jeszcze wiosną mówiono, że za igrzyskami jest 64 procent. Po kryzysie związanym z przyjmowaniem uchodźców, atakach terrorystycznych w Paryżu, odwołanym meczu międzypaństwowym między Niemcami i Holandią ze względów bezpieczeństwa, a także skandalem dopingowym rosyjskich lekkoatletów i korupcyjnym w FIFA, pojawiało się coraz więcej głosów, że organizacja igrzysk mija się z celem. Hamburg największą sportową imprezę chciał zorganizować razem z Kilonią, gdzie miały odbyć się regaty żeglarskie. Mieszkańcy stolicy kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn pałali większym entuzjazmem i aż 65,57 proc. chciało u siebie gościć największą sportową imprezę na świecie.

 

Pieniądze przydadzą się na inne cele

 

Co ciekawe, o igrzyska w 2024 roku chciał ubiegać się także Berlin, jednak postanowiono, że niemieckim kandydatem będzie ewentualnie Hamburg, a na taką decyzję miało wpływ m.in... wyższe poparcie społeczne.

 

-  Ludzie po prostu widzą, że są sfery życia, gdzie te pieniądze bardziej się przydadzą - powiedział przedstawiciel ruchu przeciw organizacji igrzysk Florian Kasiske.

 

Burmistrz Hamburga Olaf Scholz na tym pomyśle budował całą swoją kampanię. Twierdził, że to znacznie przyspieszy rozwój miasta. - To, co normalnie trwa ok. 20-30 lat, można będzie osiągnąć do 2024 - przekonywał.

 

- Nie mam zamiaru teraz negować wyników referendum. Bardzo się cieszę, że się odbyło - powiedział po ogłoszeniu wyników.

 

- Wygląda na to, że olimpijska idea i Niemcy na razie nie idą jednym torem - powiedział prezes Niemieckiego Komitetu Olimpijskiego Alfons Hoermann. Nawiązał do drugiej porażki ruchu olimpijskiego w tym kraju. W 2013 roku o zimowe igrzyska 2022 chciało się ubiegać Monachium, ale wówczas także pomysł przepadł w referendum.

 

Zainteresowanie zorganizowaniem igrzysk w 2024 roku wyrażają nadal Paryż, Los Angeles, Rzym i Budapeszt. 

 

Hamburg jak Kraków

 

Przypomnijmy, że o organizację imprezy w 2022 roku starał się Kraków. Jednak z powodu niskiego poparcia mieszkańców dla tej idei wycofano kandydaturę. Wcześniej wybuchła afera związana z komitetem organizacyjnym igrzysk i jego przewodniczącą Jagną Marczułajtis ówczesną posłanką PO. Mąż znanej snowboardzistki miał próbować przekupić dziennikarza lokalnego portalu, aby ten pozytywnie pisał na temat igrzysk i komitetu. Marczułajtis zaprzeczała doniesieniom, jednak zrezygnowała z przewodniczenia komitetowi. Mieszkańców bulwersowała także wysokość nakładów. Organizacja miałaby kosztować 21 mld 316 mln 180 tys. 137 zł. Z czego sam Kraków miał wyłożyć minimum 803,9 mln zł.

Jest ryzyko jest zabawa?

 

Zwolenników wielkich imprez organizowanych przez MKOL ubywa, choć wciąż są tacy, co dają przekonać się tzw. efektowi barcelońskiemu. czyli zjawisku, powstałemu po igrzyskach w 1992 roku.  Dzięki znakomitej organizacji Barcelona przyciąga od tamtej pory rzeszę turystów, którzy już dawno zrekompensowali miastu deficyt 1,5 mld dolarów, z jakim zakończono igrzyska.

 

Czegoś zupełnie przeciwnego doświadczył m.in. Montreal. Letnie igrzyska olimpijskie, które odbyły się tam w 1976 roku, zostawiły Kanadyjczyków z długiem 15 mld dolarów. Skończyli go spłacać po 30 latach.

 
W 2004 roku Grecja zorganizowała letnie igrzyska olimpijskie. Impreza przerodziła się w finansową katastrofę. Grecy wybudowali zbyt wiele hoteli w nadziei, że kibice przedłużą swój pobyt i pobudzą turystykę. Wiele obiektów sportowych wybudowanych specjalnie na igrzyska dziś jest nieużywanych, a Grecy zostali z miliardami dolarów na minusie. Wydatki przekroczyły budżet Aten aż o 796 proc.

 

Kiedy po zimowych igrzyskach w Nagano w 1998 roku opinia publiczna zażądała upublicznienia kosztów organizacji imprezy, wiceprzewodniczący komitetu organizacyjnego ze wstydu… spalił 90 tomów, w których zapisany był szczegółowy budżet olimpiady.

 

Wszelkie rekordy zimowych igrzysk pobiła impreza w Soczi. Planowany budżet tych igrzysk wynosił 12 mld dolarów, ale ostatecznie zamknął się niebagatelną kwotą 51 mld dolarów. Oznacza to przekroczenie zakładanego budżetu o ponad… 500 proc.

 

PAP, polsatnews.pl