Aby zapewnić bezpieczeństwo 40 tysiącom gości, w tym 150 przywódcom państw, Francja skieruje na granice dodatkowe 8 tys.  policjantów. Prawie 3 tys. kolejnych będzie patrolować miejsce szczytu w stolicy kraju. Aby zapewnić porządek publiczny w Paryżu i okolicach, rozmieszczone zostaną m.in. jednostki mobilne, oddziały do spraw zamieszek oraz jednostki żandarmerii.

 

Władze Paryża, którego ulicami będą przejeżdżać liczne uprzywilejowane delegacje, przewidują, że centrum tego miasta będzie sparaliżowane. Szef paryskiej policji zaapelował, aby mieszkańcy miasta, jeżeli mogą, pozostali w domach, unikali podróży, lub po prostu wzięli w pracy dzień wolnego.

 

Beata Szydło o szczycie: to ważna sprawa dla Polski

 

W Paryżu pojawią się najważniejsi światowi przywódcy. Będą wśród nich m.in. prezydent USA Barack Obama, prezydent Rosji Władimir Putin, prezydent Chin Xi Jinping oraz sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon.

 

W szczycie udział weźmie również premier polskiego rządu Beata Szydło, która przyleci na niego prosto z niedzielnego szczytu UE-Turcja w Brukseli. Sama Szydło, odnosząc się do szczytu klimatycznego w Paryżu, powiedziała w internetowym klipie, że "to ważna dla Polski sprawa, bo chodzi o bezpieczeństwo zdrowotne, bezpieczeństwo klimatyczne, ale też o rozwój gospodarczy".

 

Minister środowiska Jan Szyszko zapowiedział, że Polska będzie dążyć do osiągnięcia nowego, sprawiedliwego dla wszystkich państw, globalnego porozumienia klimatycznego. Jak mówił, głównym celem Polski jest zrównoważony rozwój, a nie ambicje poszczególnych gospodarek.

 

Mimo, że szczyt jest klimatyczny, dużo będzie o bezpieczeństwie

 

- Jednym z tematów szczytu będzie niewątpliwie bezpieczeństwo. Paryski szczyt odbyłby się w zupełnie innej atmosferze i poświęcony byłby temu czemu miał być poświęcony, gdyby nie dwa istotne wydarzenia, czyli wojny w Syrii i Iraku oraz ataki terrorystyczne w Paryżu - zaznaczył Grzegorz Dobiecki z redakcji zagranicznej Polsat News. Przypomniał krwawy atak z 13 listopada, w którym zginęło 130 osób.

 

- Mam wrażenie, że "show" Barackowi Obamie, który wiązał z tym szczytem wielkie nadzieje, ukradnie dwóch innych polityków, czyli Putin i Erdogan (prezydenci Rosji i Turcji). Wszyscy będą oczekiwać przede wszystkim, czy oni się jednak ze sobą spotkają i zechcą ze sobą rozmawiać. Na razie jeden i drugi oczekują na przeprosiny. Trudno powiedzieć, który z nich jako pierwszy wyciągnie rękę - powiedział Grzegorz Dobiecki przypominając ostry konflikt pomiędzy obu przywódcami spowodowany wtorkowym zestrzeleniem rosyjskiego bombowca Su-24 przez tureckie myśliwce.

 

Polsat News, PAP