- Nie mogę jeszcze powiedzieć, kto będzie naszym dostawcą jednostek napędowych. To tajemnica, ujawnimy ją dopiero na początku sezonu - powiedział Horner, dodając, że pierwsza faza rywalizacji może być dla jego ekipy ciężka, ale później cały team liczy na zdecydowaną poprawę.

 

Groźba całkowitego wycofania się zespołu Red Bull pojawiła się w połowie sezonu 2015, gdy jego właściciel, austriacki miliarder Dietrich Mateschitz zażądał zmiany jednostki renault, która była zawodna i nie pozwalała kierowcom teamu Australijczykowi Danielowi Ricciardo i Rosjaninowi Daniiłowi Kwiatowi na osiąganie dobrych rezultatów.

 

Kierowcy ekipy, w barwach której Niemiec Sebastian Vettel zdobył cztery tytuły mistrza świata (2010-2013), nie wygrali w tym roku żadnego z wyścigów GP, w klasyfikacji generalnej F1 są na siódmej i ósmej pozycji.

 

Mateschitz zdecydował, że niezbędna jest zmiana producenta silników i zespół złożył oferty Mercedesowi oraz Ferrari. Obie zostały jednak odrzucone. W tej sytuacji do końca października austriacki miliarder miał podjąć decyzję o dalszych losach Red Bulla w F1.

 

Ostatnią deską ratunku dla Red Bulla miała być Honda. Jednak z japońskim koncernem także nie udało się nawiązać współpracy. - To my wprowadziliśmy Hondę ponownie do Formuły 1 i z nikim nie chcemy się dzielić - zaznaczył szef McLarena Eric Boullier.

 

Ostatecznie Mateschitza namówiono, aby się z Formuły nie wycofywał, a starania zespołu o nową jednostkę napędową zakończyły się sukcesem.

 

PAP