Według najnowszych informacji piraci porwali pięciu członków załogi. Wśród uprowadzonych są kapitan, trzej oficerowie i jeden marynarz. Pozostali członkowie załogi uniknęli jakichkolwiek szkód i są bezpieczni. Znajdują się na statku, który jest doprowadzany do wybrzeża. Nie odkryto żadnych śladów, które wskazywałyby, że porwani odnieśli obrażenia.

 

Z nieoficjalnych informacji przekazanych przez Cypryjczyków wynika, że piraci kazali wejść porwanym na pokład motorówki. Następnie odpłynęli z nimi w stronę lądu.

 

113-metrowy statek płynął z belgijskiej Antwerpii do portu Onee w Nigerii.  MS "Szafir" to drobnicowiec zbudowany w japońskiej stoczni Miho Shipyard, zwodowany w 1992 roku. Cztery lata temu największy rosyjski armator Sovcomflot sprzedał go polskiemu armatorowi EuroAfrica. 

 

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski na specjalnej konferencji prasowej poinformował, że w czwartek w nocy na pokład polskiego statku wdarła się "grupa nieznanych osób, która uprowadziła pięciu polskich marynarzy". - Z szesnastoosobowej załogi porwanych zostało 5 polskich marynarzy. 11 osób uniknęło jakichkolwiek szkód i są bezpieczni - powiedział szef dyplomacji.

 

- Natychmiast w ministerstwie spraw zagranicznych pracę rozpoczął odpowiedni zespół, który koordynuje tę kwestię. Jesteśmy w stałym kontakcie z władzami nigeryjskimi. Zostały też wystosowane odpowiednie noty i pisma. Poprosiliśmy w nich o wsparcie i pomoc strony nigeryjskiej - dodał.

 

Premier RP Beata Szydło natychmiast zwołała spotkanie wszystkich najważniejszych służb w celu zorganizowania pomocy dla poszkodowanych. Służby państwowe otoczyły opieką rodziny członków załogi, deklarując wszelką pomoc, w tym opiekę psychologiczną. W kontakcie z rodzinami pozostają urzędy wojewódzkie.

 

Podjęte zostały wszelkie możliwe działania mające na celu pomoc w bezpiecznym powrocie do kraju naszych rodaków. W centrali MSZ niezwłocznie pracę rozpoczął zespół kryzysowy, który koordynuje dalsze działania służb państwa.

 

"Brak kontaktu z porywaczami"

 

- Statek z 11 marynarzami, którzy pozostali na statku, znajduje się około 30 mil morskich od wybrzeży nigeryjskich. Mam informację, że są bezpieczni. Jest też z nimi kontakt telefoniczny - poinformował minister.

 

- Porywacze nie nawiązali z nami jak dotąd kontaktu, więc jesteśmy zdani na informacje służb nigeryjskich. Kto będzie prowadził ewentualne negocjacje, to zależy od tego, jaka będzie informacja od porywaczy. Jeżeli kontaktować będą się z władzami nigeryjskimi, to odpowiedzialność spoczywa na nich, ale jeśli skontaktują się z armatorem lub bezpośrednio z polskimi przedstawicielstwami, to będziemy to robić razem z władzami nigeryjskimi - podsumował Waszczykowski.

 

 

 

W 2012 roku piraci atakowali w tym regionie prawie tysiąc razy

 

- Do ataku na statek doszło w Zatoce Gwinejskiej. Jest to miejsce rzeczywiście niebezpieczne. Uważa się, że jest to drugie pod względem niebezpieczeństwa miejsce jeśli chodzi o ataki piratów na świecie - powiedziała Mira Suchowiejko z redakcji zagranicznej Polsat News.

 

Zaznaczyła również, że do ataków u wybrzeży Nigerii dochodzi dosyć często. - Jeszcze w roku 2012 tych ataków było prawie 1 tys. rocznie. Teraz ta liczba spada, ale to również dlatego, że ataki nie są w interesie miejscowej ludności. Straty spowodowane atakami piratów to dla państw regionu miliardy dolarów rocznie. Wynikają one z kradzieży, ubezpieczeń i tego, że zachodnie firmy boją się wysyłać tam swoje statki – powiedziała.

 

- Do ostatniego porwania doszło bardzo niedawno bo w połowie października. Zaatakowano wówczas statek rosyjski i schemat był podobny bo porwano 4 z 16 marynarzy. Byli to obywatele Litwy i Ukrainy. W listopadzie, czyli zupełnie niedawno zostali uwolnieni, ale nie znamy szczegółów tych negocjacji. Nie wiemy nawet czy haracz jakiego żądali został zapłacony – dodała Suchowiejko.

 

 

 

Ekspert ds. bezpieczeństwa o zaskoczonej załodze i "akcjach typu Rambo"

 

Specjalista ds. bezpieczeństwa Mirosław Kukułka podkreśliłw Polsat News, że "porwanych zostało 4 oficerów i sternik wartowy". - Są to marynarze pokładowi więc zapewne zamieszkiwali w górnej części pokładu gdzieś blisko mostka. Ci, którym udało się schronić to zapewne osoby, które miały najkrótszą drogę do siłowni. Z tego wynika, że ci którzy byli na górze zostali zaskoczeni - uważa ekspert.

 

Zdaniem Kukułki komunikaty Międzynarodowej Organizacji Morskiej mówiące o bezpieczeństwie na wodach w tym regionie "nie nadążają za faktami". - Nie chcę snuć żadnych konkretnych przypuszczeń. Każdy kto pływał w tamtych regionach wie, że pomiędzy administracją, służbami, a piratami są liczne kontakty. Tam wszystko jest na pograniczu piractwa i totalnej dezorganizacji - stwierdził.

 

- Najlepiej dla marynarzy i całego zdarzenia jeśli rozmowy negocjacyjne będą przebiegać w sposób pokojowy, ktoś wystąpi o konkretną sumę pieniędzy, ktoś zapłaci, a marynarze wrócą do domu. Wszystkie akcje filmowe typu "Rambo"  nie są wcale tak proste – dodał Kukułka.

 

 

 

Polska spółka zarządzana z Cypru

 

Linie żeglugowe EuroAfrica to drugi co do wielkości polski armator. Spółka powstała 1 września 1991 roku, a w roku 2010 przejęła ją firma ESL Hass Holding LTD z Cypru. Jej prezesem jest Polak.

 

Władze Cypru mogą być istotnym pośrednikiem w kwestii uwolnienia Polaków, ponieważ od kilku lat spółka formalnie zarządzana jest właśnie z terytorium tego kraju. Operuje ona na basenie Morza Bałtyckiego pływając do Wielkiej Brytanii, ale również przewozi liczne produkty aż do Afryki Zachodniej.

 

Polsat News