Do zabójstwa doszło w listopadzie 2011 r. 23-letnia studentka Kamila B., mieszkanka Gdańska, wyszła tego dnia z domu na spotkanie z Grzegorzem G. Oboje poznali się w szpitalu, gdzie kobieta pracowała jako wolontariuszka w akcji oddawania szpiku kostnego. Grzegorz G. był natomiast chory na białaczkę i czekał na dawcę.

 

Gdy następnego dnia 23-latka nie wróciła do domu, rodzina zawiadomiła policję o jej zaginięciu. Dzięki zapisom monitoringu rejestrującego ruch na drodze w leżącej pod Gdańskiem miejscowości Żukowo, ustalono, że w dniu zaginięcia kobieta jechała autem z Grzegorzem G. z Gdańska w stronę Kościerzyny. Po godzinie auto ponownie zostało zarejestrowane przez kamery - w stronę Gdańska jechał nim tylko Grzegorz G.

 

Na ubraniu mężczyzny oraz w samochodzie znaleziono ślady krwi należące do Kamili B. Po 10 dniach śledczy ustalili miejsce ukrycia zwłok. Ciało kobiety zostało zakopane w lesie niedaleko Kartuz. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie paskiem. Powodem morderstwa była nieodwzajemniona miłość.

 

- Oskarżony nie docenił tego, że ktoś mu wcześniej darował życie. Obcy dawca dał mu życie. Przeszczep się udał. W ocenie sądu oskarżony zasłużył na to, żeby zastosować wobec niego karę eliminacyjną. Przyjmował i przejawiał postawę lekceważenia porządku prawnego - uzasadniała wysokość wyroku sędzia Izabella Retyk.

 

Podczas procesu oskarżony nie przyznał się do winy, ale jednocześnie odmówił składania wyjaśnień. Twierdząc, że zarzut prokuratorski jest bezpodstawny, Grzegorz G. złożył wniosek, że jest gotów wypowiadać się podczas rozprawy z użyciem wariografu, zwanego potocznie wykrywaczem kłamstw. Sąd nie zgodził się na to uznając, że taki dowód jest niedopuszczalny.

 

- To jest mądry, wyważony wyrok, z rzetelnym uzasadnieniem. Podobnie jak cały proces. Sąd nie pozostawił żadnych wątpliwości. Proces był rzetelny i wyrok w mojej ocenie jest bardzo dobry - mówiła po wyroku prokurator Agnieszka Nickel-Rogowska. Sam Grzegorz G. nigdy nie przyznal się do winy. Jego obrońca mec. Kacper Najder zapowiadając apelację stwierdził, że nigdy nie zgadzał się z oskarżeniem, a teraz z wyrokiem. - W naszej ocenie nie ma tu dowodów, które by potwierdzały winę mojego klienta. Tak jak wskazywałem w mowie końcowej - oskarżony nie ufał sądowi, chce dojść do wyjaśnienia prawdy. Mój klient nie popełnił tego przestępstwa - mówił Najder.

 

Śledztwo w tej sprawie było o tyle skomplikowane, że włos znaleziony na miejscu zbrodni miał inne DNA niż krew Grzegorza G. Śledczym udało się jednak wyjaśnić, że to przeszczep szpiku sprawił, że mężczyzna ma podwójne DNA.