Policja dokonała w nocy z niedzieli na poniedziałek w sumie 22 przeszukań - 19 w Brukseli i 3 w mieście Charleroi, na południe od belgijskiej stolicy. Zatrzymano 16 osób, nie znaleziono jednak głównego poszukiwanego Salaha Abdeslama. Według agencji Reutera, która powołuje sie na prokuratora federalnego Belgii, zatrzymano 21 osób.

 

Na Wielkim Placu, który zwykle przyciąga tłumy turystów i lokalnych mieszkańców, w pobliżu bożonarodzeniowego drzewka stoi pojazd opancerzony.

 


NATO, które od paryskich zamachów podniosło poziom alertu, poinformowało, że jego siedziba w Brukseli jest otwarta, ale część personelu została poproszona o pracę z domu; natomiast wszelkie wizyty z zewnątrz zostały odwołane.

 

"Groźba ataku poważna i bliska"

 

Unijne instytucje są również czynne, jednak ich siedziby z zewnątrz patroluje wojsko. Premier Charles Michel poinformował, że w liczącej 1,2 mln mieszkańców Brukseli zostanie utrzymany czwarty i najwyższy poziom alertu zagrożenia bezpieczeństwa, co oznacza że groźba ataku jest "poważna i bliska". W pozostałej części kraju obowiązuje poziom trzeci.

 

- To, czego się obawiamy, to atak podobny do tego z Paryża, z kilkoma zamachowcami, którzy mogą przeprowadzić zamachy w różnych miejscach i w tym samym czasie - powiedział na konferencji prasowej szef rządu.

 

Władze mają dokonać ponownego przeglądu sytuacji w poniedziałek po południu. 

 

Jak poinformował belgijski minister spraw wewnętrznych Jan Jambon, dochodzenie w sprawie wielu podejrzanych, w tym Salaha Abdeslama, jednego z domniemanych sprawców zamachów w Paryżu jest kontynuowane. - To jasne, że operacja jeszcze nie zakończyła się - podkreślił.

 

Po atakach Abdeslam zbiegł do Belgii. - Wszyscy wiedzą, że stanowi on pewne zagrożenie, dlatego jest on ważnym celem - dodał minister, ale nie chciał podać więcej szczegółów ze względu na dobro śledztwa.

 

PAP, Twitter/NewsSydney, Twitter/HughWhitfeld