- Pokonamy Daesz (arabski akronim IS). Zawsze mówiliśmy, że musi to potrwać - zapowiedział Kerry. Przypomniał, że USA zaczęły walkę z Al-Kaidą w 2001 roku. - Zajęło nam parę lat, zanim wyeliminowaliśmy szefa Al-Kaidy Osamę bin Ladena i kierownictwo tej organizacji i zneutralizowaliśmy ich jako skutecznie działającą siłę - powiedział dziennikarzom Kerry.- Mamy nadzieję, że zrobimy to szybciej z Daesz i sądzę, że mamy możliwości, aby to zrobić - dodał.

 

Dzień wcześniej Kerry bronił krytykowanej ostro przez republikańską opozycję amerykańskiej strategii walki z IS. - Działa nie tak szybko, jak niektórzy by chcieli, ale działa - mówił, wskazując na straty poniesione przez IS w wyniku bombardowań prowadzonych od 14 miesięcy przez koalicję pod wodzą USA. Przyznał również, że po atakach terrorystycznych z 13 listopada w Paryżu rośnie międzynarodowa presja, by pokonać IS. Bombardowania celów tej dżihadystycznej organizacji w Syrii nasiliły w ostatnich dniach Francja i Rosja, która potwierdziła, że niedawna katastrofa jej samolotu pasażerskiego w Egipcie była wynikiem zamachu terrorystów.

 

Amerykański sekretarz stanu uznał, że IS i prezydent Syrii Baszar el-Asad są częścią tego samego problemu, dwoma zależnymi od siebie elementami, które uniemożliwiają obecnie zapewnienie pokoju w Syrii. Podtrzymał stanowisko USA, zgodnie z którym proces pokojowy w Syrii musi oznaczać powstanie przejściowego rządu i oddanie władzy przez Asada, gdyż rebelianci nigdy nie przestaną z nim walczyć.

 

PAP