Do sprzeczki między Mariuszem Kamińskim  i Markiem Biernackim doszło w poniedziałek na korytarzu w Sejmie w obecności dziennikarzy. Mariusz Kamiński nie krył swojego niezadowolenia z faktu, iż Marek Biernacki nie pojawił się na przekazaniu mu obowiązków.


Wcześniej Mariusz Kamiński mówił, że liczy na „stabilne i poważne wprowadzenie”. - Oczekuję, że w sposób stabilny i poważny zostanie przekazane kierownictwo nowym szefom służb, a starzy szefowie wprowadza nowych szefów w najważniejsze zagadnienia i obowiązki. Mam także nadzieję, że będą czekali do końca, że będę miał możliwość spotkania się z nimi, zapoznania się z wynikami ich pracy, z ich oceną - powiedział Mariuszem Kamińskim.


Okazało się jednak Marek Biernacki nie przekazywał mu obowiązków osobiście, co wywołało niezadowolenie Kamińskiego.  Po zakończeniu obrad Sejmu Kamiński podszedł do Biernackiego i skrytykował go za to.


Marek Biernacki przypomniał, że był sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera, a nie konstytucyjnym ministrem - jak Kamiński - a ponieważ nikt z nowej ekipy nie wyraził chęci spotkania z nim, wraz z końcem swej kadencji - w poniedziałek o godz. 12.00 skończyła się jego misja.

 

Przypominał Mariuszowi Kamińskiemu, że został umówiony na spotkanie z nim po wieczornych obradach w Sejmie, żeby ustalić dogodny moment rozmowy we wtorek, dlatego jest zdziwiony zachowaniem swego następcy.


W trakcie ostrej wymiany zdań pojawił się temat raportu i rekomendacji dla rządu w sprawie sytuacji po zamachach w Paryżu. Mariusz Kamiński oczekiwał, że taki raport otrzyma, a ponieważ tak się nie stało uznał, że raport nie istnieje.

 

Marek Biernacki zapewniał, że raport istnieje i trafił do kancelarii tajnej. Probem w tym, że Kamiński nie ma jeszcze dostępu do materiałów ściśle tajnych ani certyfikatu NATO.