Badanie zostało przeprowadzone na grupie 5 tys. osób, w oparciu nie tylko o wywiady, ale też o ważenie uczestników.


Jeśli chodzi o otyłość u dzieci, to badanie nie wykazało większych zmian. W przedziale wiekowym od 2 do 19 lat wskaźnik otyłości wynosi - według CDC - około 17 proc., czyli tyle samo co dekadę temu.  


Eksperci przyznają, że wyniki badania CDC są zaskakujące, gdyż w ostatnich latach pojawiły się budzące ostrożny optymizm dane, wskazujące, że otyłych przestało przybywać, a nawet nieznacznie ubyło ich wśród dzieci.


Zgodnie z innym rządowym badaniem, opublikowanym rok temu przez tygodnik "Journal of the American Medical Association" (JAMA), wskaźnik otyłości u dzieci w wieku przedszkolnym od 2 do 5 lat spadł w USA w ciągu dekady z 14 do 8 proc. Eksperci cieszyli się wówczas, że otyłość, jeden z największych problemów zdrowia publicznego USA, spada u najmłodszych. Ale już tamten raport wskazywał, że otyłość wzrosła wśród starszych kobiet w wieku 60 lub więcej lat.


USA: walka z epidemią otyłości trwa


Amerykanie od kilku lat walczą z epidemią otyłości na różne sposoby. Rząd federalny, który subsydiuje szkolne posiłki, trzy lata temu zmienił warunki dotacji, wymagając, by szkoły wprowadziły więcej owoców i warzyw oraz zmniejszyły ilość soli i tłuszczów w śniadaniach i obiadach serwowanych uczniom. Od jesieni ub. roku w życie weszły też minimalne wytyczne dla przekąsek sprzedawanych w szkolnych sklepikach. Zgodnie z nimi szkoły powinny oferować mniej kaloryczne przekąski oraz ograniczyć dostęp do słodkich napojów, batoników i cukierków.


W walkę z otyłością wśród najmłodszych aktywnie włączyła się Pierwsza Dama Michelle Obama. Od 2010 roku prowadzi kampanię "Ruszajmy się" w szkołach i ośrodkach opieki nad dziećmi, promując zdrowe odżywianie i aktywność fizyczną. Ponadto założyła przy Białym Domu ogródek, by popularyzować wśród Amerykanów świeże warzywa.


Slow food zamiast junk food


Dość aktywnie rozwija się też w USA ruch na rzecz zdrowej żywności - Slow Food, który ma być przeciwwagą dla sieci restauracji serwujących  tzw. śmieciowe jedzenie (junk food), czyli taniej, bo łatwej w produkcji i najczęściej przetworzonej żywności zawierającej dużo pustych kalorii, soli, tłuszczu i cukru. Jednak w przeciwieństwie do takich gotowych dań, zdrowa, świeża i organiczna żywność jest w USA bardzo droga.

 

PAP