Zapasowego koła nie wożono w wozie strażackim, bo zwyczajnie brakuje w nim miejsca. Przechowywane było w remizie, ale ponieważ trwał w niej remont, więc koło przesuwano z miejsca na miejsce i początkowo strażacy myśleli, że mogło się gdzieś zawieruszyć. Intensywne poszukiwania zaginionego koła rozpoczęto na polecenie komendanta.


Sprawą mieli się zająć oficerowie dyżurni - poszukiwania rozpoczęli od internetu. Dość szybko znaleźli zgubę na jednym z serwisów aukcyjnych. Koło wystawiono do sprzedaży za 1300 zł. Dyżurny zadzwonił pod numer z oferty i usłyszał w słuchawce głos kwatermistrza.


Wulkanizator Jerzy Stolorz uważa, że koło i tak nie znalazłoby nabywcy. - Nie ma handlu oponami do pojazdów ciężarowych, bo generalnie wszyscy mają działalność gospodarczą i oczekują faktury - mówi.


Strażak został już zawieszony w obowiązkach.