Dla obydwu drużyn był to rewanż za poprzedni play off, w którym Wizards ulegli Hawks 2-4 w półfinale Konferencji Wschodniej, przegrywając trzy ostatnie mecze łączną różnicą zaledwie dziewięciu punktów.

 

Oba zespoły grały poprzedniego dnia ligowe mecze - Atlanta w Nowym Orleanie z Pelicans (121:115), Washington w Bostonie z Celtics (98:118). Lepiej tę sytuację znieśli w sobotę koszykarze trenera Mike’a Budeholzera, najlepszego coacha NBA w minionym sezonie, chociaż obie ekipy prześcigały się w błędach.

 

O zwycięstwie "Jastrzębi" w tym chaotycznym, ale wyrównanym przez ponad trzy kwarty meczu (prowadzenie zmieniało się 19-krotnie, również 19 razy był remis) przesądziła ostatnia odsłona, wygrana przez nich 39:21.

 

Kluczowe dla wyniku były straty. Zespół z Waszyngtonu popełnił ich aż 26 - najwięcej w sezonie. Dwaj jego czołowi gracze John Wall i Bradley Beal mieli ich w sumie 15, w tym wiele w decydujących fragmentach meczu. Atlanta zanotowała 15 takich błędów.

Gospodarze trafili także więcej rzutów za trzy punkty (13/33, rywale - 8/24).

 

Jeszcze w połowie czwartej kwarty Wizards prowadzili 92:90. Ostatnie minuty spotkania były jednak dla nich fatalne. Chaotyczne akcje, straty, nierozważne decyzje, spowodowały, że rywale wygrali ten fragment 24:7. Gortat rozpoczął mecz w pierwszej piątce, przebywał na parkiecie 26 minut, trafił cztery z ośmiu rzutów z gry i obydwa wolne. Miał dziewięć zbiórek w obronie i jedną w ataku, asystę, dwa przechwyty, trzy straty i faule. Dwukrotnie został zablokowany przez rywali.

 

Rekord Portera

 

Najwięcej punktów dla "Czarodziejów" zdobył jedyny zasługujący na pochwałę Otto Porter - 23, co jest jego rekordem kariery. Wall dodał 19 pkt (trafił tylko 6 z 16 rzutów z gry), miał 12 asyst, ale aż siedem strat. Beal, który w pięciu poprzednich spotkaniach zdobywał minimum 24 punkty, wyrównując klubowy rekord Earla Monroe z 1968 roku, tym razem uzyskał ich tylko 11 (5/12 z gry), mając przy tym osiem strat. W końcówce meczu doznał kontuzji barku. Nene miał identyczne double-double jak Gortat - 10 pkt i 10 zbiórek.

 

W zespole gospodarzy wyróżnili się Kent Bazemore - 25 pkt (rekord kariery), Paul Milsap - 21, siedem zbiórek i sześć asyst oraz Al Horford - 19 i 9 zbiórek.

 

Gortat dobrze zbierał, ale bez ognia

 

Gortat, który uzyskał w sobotę pierwsze double-double w sezonie i wraz z kolegą z zespołu Nene był najlepiej zbierającym spotkania, nie może być jednak - jak cały zespół - zadowolony ze swojej gry. Brakowało mu agresywności i zdecydowania w walce pod tablicami. Znamienna była akcja w końcówce, gdy przy wyniku 94:100 na cztery minuty przed syreną, polski środkowy wrócił na boisko. Było jeszcze dużo czasu na odrobienie strat. Piłkę mieli Wizards, za trzy punkty rzucał Kris Humphries. Odbita od obręczy piłka leciała w stronę Gortata, ale wyżej od niego skoczył niższy o 23 cm Jeff Teague, zebrał, podał do Bazemore’a, a ten trafił z dystansu. Do końca spotkania rozkojarzeni i forsujący zbyt szybką, chaotyczną grę Wizards zdobyli tylko pięć punktów.

 

"Czarodzieje" mają teraz w lidze po trzy zwycięstwa i porażki, Hawks legitymują się bilansem 7-1.

 

Kolejny mecz Wizards rozegrają we wtorek z Oklahoma City Thunder na własnym parkiecie.

 

PAP