O bombie na pokładzie samolotu informowały dwa dni temu amerykańskie źródła wywiadowcze cytowane przez telewizję CNN.

 

Awaria lub bomba, ale nie usterka

 

Z kolei agencja Reutera powołując się na rosyjskie źródła z branży lotniczej, informowała że w śledztwie, oprócz awarii technicznej, badana jest też wersja, iż katastrofę mógł spowodować "przedmiot umieszczony na pokładzie". Rozmówca agencji donosi, że „samolot nie mógł tak po prostu się rozpaść w powietrzu; musiało zaistnieć jakieś działanie". Jak zaznaczył, wyklucza zestrzelenie rakietą, gdyż "brak tego śladów".

 

Na pokładzie airbusa A321 zginęły 224 osoby. Byli to głównie rosyjscy turyści wypoczywający w Egipcie. Tuż po tragedii grupa Państwa Islamskiego poinformowała o strąceniu samolotu. Eksperci są zgodni, że na pewno nie mogli jednak tego zrobić przy pomocy pocisku rakietowego, bo nie dysponują bronią o takim zasięgu - nie mają przeciwlotniczych rakiet mogących trafić maszynę lecącą na wysokości 10 tys. metrów.

 

Według prezydenta USA, możliwość, że katastrofę rosyjskiego samolotu spowodowała bomba wniesiona na pokład, "jest bardzo poważnie brana pod uwagę". Barack Obama w wywiadzie dla radiostacji KIRO zapowiedział, że Amerykanie będą prowadzić własne dochodzenie w sprawie tragedii airbusa.

 

Rejsy do Egiptu  do czasu wyjaśnienia przyczyn sobotniej tragedii zawiesiły Wielka Brytania, Francja, Holandia i od wczoraj Rosja. Jak poinformowała agencja TASS, w Egipcie jest obecnie ok. 45 tys. rosyjskich turystów.