Warufakis wskazał na brak inwestycji i coraz większy ciężar zadłużenia państwa. Winą za tę sytuację obciążył warunki narzucone Grecji przez wierzycieli pod kierunkiem niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schaeublego. – Schaeuble wie, że ten program jest skazany na porażkę – oświadczył Warufakis.


Unia nie pomaga


Według byłego greckiego ministra finansów, za sytuację odpowiedzialna jest również sama Unia Europejska. Zdaniem Warufakisa, Komisji Europejskiej, Europejskiemu Bankowi Centralnemu i Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, znanym jako tzw. trójka, nie chodzi o to, by ustabilizować grecką gospodarkę, lecz o to, by "rzucić na kolana tych, którzy ważyli się zakwestionować autorytet trójki".

 

Jako dowód, przytoczył porozumienie UE z greckim rządem, które – jak mówił – miało zobowiązać greckie przedsiębiorstwa do zapłacenia z góry, w listopadzie, podatków za cały 2016 rok. – Coś takiego robi się tylko w przypadku kraju z podupadłą gospodarką, jeśli chce się doprowadzić do krachu – ocenił Warufakis.


Były minister finansów zauważył, że nad Grecją wciąż wisi groźba wymuszonego wyjścia ze strefy euro. - Dr Wolfgang Schaeuble budzi się co rano i idzie do łóżka, co wieczór z myślą o Grexicie i mówi też o tym. Nie jest to szczególnie inspirujące dla inwestorów zainteresowanych Grecją - oświadczył.

 

Warufakis przyznał, że Grecja, w jej obecnym stanie, i tak nie może przyciągnąć inwestycji z zagranicy. Wskazywał na perspektywę kolejnych podwyżek podatków i na brak pieniędzy w bankach na kredyty dla firm.

 

Strefa euro "w beznadziejnym stanie"


Wyraził też opinię, że cała strefa euro "jest w beznadziejnym stanie". Jako przykład wymienił sytuację gospodarczą Portugalii i Hiszpanii. Natomiast o Irlandii powiedział, że jest to "po prostu raj podatkowy".

 

Warufakis przedstawił też w Wiedniu swoje koncepcje ekonomiczne. Powiedział m.in., że Europejski Bank Centralny, "który obecnie wydaje 60 miliardów euro miesięcznie na skupowanie długów krajów eurolandu", powinien zamiast tego zainwestować te pieniądze w nowe projekty infrastrukturalne. Jego zdaniem, Europejski Bank Inwestycyjny musi dostać pieniądze bezpośrednio z Europejskiego Banku Centralnego, żeby finansować kapitałochłonne zielone technologie i nową infrastrukturę. Miałoby to pomóc w ożywieniu koniunktury w Europie.

 

Za powód fiaska takich propozycji uznał nabrzmiewający od dawna spór między Niemcami a Francją o orientację wspólnej polityki gospodarczej. Jego zdaniem sytuacja Grecji to "straty uboczne" tego sporu.

 

Janis Warufakis odszedł z greckiego rządu w lipcu. Decyzję podjął między innymi dlatego, że niektórzy członkowie strefy euro uważali go za osobę niemile widzianą na posiedzeniach ministrów finansów. Argumentował, że bez jego uczestnictwa w rozmowach będzie łatwiej o porozumienie z wierzycielami.


PAP