W niedzielę w wyniku odniesionych ran zmarła już trzydziesta osoba. Wśród ofiar są głównie ludzie młodzi, w tym jeden 15-latek. Według służb medycznych w szpitalu wciąż przebywa ok. 140 rannych, a ponad 30 z nich jest w stanie krytycznym.

 

Ze źródeł policji wynika, że w bukareszteńskim marszu solidarności udział wzięło ponad 10 tys. osób. - To tragedia spowodowana w pewnym stopniu przez korupcję, obojętność i brak kompetencji. Moim zdaniem to sygnał, że społeczeństwo rumuńskie musi się zmienić - powiedział w rozmowie z agencją AFP jeden z uczestników marszu, który wziął w nim udział, by "złożyć hołd ofiarom i okazać wsparcie rannym, którzy walczą o życie".

 

Tragedia impulsem do modernizacji państwa

 

Rumuński prezydent Klaus Iohannis także nawoływał do zmian w społeczeństwie. - Nie musimy już tolerować niekompetencji władz, nieskuteczności instytucji i nie możemy pozwalać, by korupcja rozwijała się do takiego stopnia, że doprowadza do śmierci - powiedział w niedzielnym wywiadzie telewizyjnym. Jego zdaniem powodem tragedii było nieprzestrzeganie norm bezpieczeństwa. Z kolei wiceminister spraw wewnętrznych Raed Arafat poinformował, że klub nie zwrócił się do straży pożarnej o wydanie pozwolenia na pokaz pirotechniczny, który miał towarzyszyć odbywającemu się w klubie koncertowi.

 

Do wybuchu tragicznego w skutkach pożaru doszło w popularnym wśród młodzieży klubie Colectiv, w którym odbywał się koncert zespołu heavymetalowego. Na widowni znajdowało się ok. 400 osób. Nieznane są jeszcze bezpośrednie przyczyny tragedii.

 

Premier Rumunii Victor Ponta ogłosił w sobotę trzydniową żałobę narodową. Obowiązuje ona od soboty do poniedziałku włącznie.

 

PAP