Polskich wynalazków przybywa, ale wiele z nich zostaje na papierze – wynika z raportu NIK o instytutach badawczych. – Skontrolowane instytuty w znikomym stopniu prowadziły działalność wdrożeniową, która jest ich ustawowym obowiązkiem – powiedziała "Rzeczpospolitej" Dominika Tarczyńska, rzeczniczka NIK.


Liczba patentów uzyskanych przez instytuty badawcze wzrosła prawie dwukrotnie przez okres badania. W 2010 r. odwiedzone przez inspektorów placówki zdobyły 27 patentów, w 2013 r. już 46. Według danych Urzędu Patentowego w przeciągu czterech lat (2010-2013) 82 instytuty badawcze opatentowały 1290 wynalazków. – Najwięcej patentów uzyskują wynalazki w dziedzinie chemii i transportu – mówi Adam Taukert, rzecznik Urzędu Patentowego. Jak podaje NIK z 226 wynalazków praktyczne zastosowanie znalazło tylko 20 proc.

 

Dobry przykład


Na Zachodzie wykorzystuje się co najmniej 50 proc. patentów. Zastosowanie mniej niż połowy uważa się za nieefektywne. W Polsce połowa przebadanych instytutów nie wdrożyła żadnego wynalazku w przeciągu czterech lat. Szczególnie ważne dla gospodarki patenty zagraniczne stanowiły tylko 5 proc. Instytuty wskazują, że ochrona międzynarodowa jest dużo droższa niż krajowa.


Polskie wynalazki są dobre i zyskują uznanie na świecie. Ale wynalazcom spoza instytutu niezwykle ciężko jest zaistnieć, dlatego w ich pomysły częściej inwestują przedsiębiorcy z zagranicy.

 

Rzeczpospolita