Wdowy po górnikach walczą o prawo do dożywotnich rent po zmarłych w kopalnianych wypadkach mężach od 1999 r., kiedy rząd zabrał im niezależne od wieku, dożywotnie renty rodzinne. Do odebrania przywilejów doprowadziło SLD. Dziś kandydatka Zjednoczonej Lewicy apeluje o ich przywrócenie.

 

- Chodzi o 70 osób, którym od kilkunastu lat nikt nie chce w sposób instytucjonalny pomóc - powiedziała Barbara Nowacka. - Budżet państwa stać na to, by pozwolić tym paniom żyć godnie - dodała.

 

Liderka Zjednoczonej Lewicy powiedziała, że wdowy spotkały się dwukrotnie z premier Ewą Kopacz, która - obiecała pomoc, mówiła że sprawę załatwi "od ręki" i obietnicy nie dotrzymała. Platforma, która zaczynała z wieloma obietnicami bardzo brzydko kończy - podsumowała Nowacka.

 

Chodzi o przywrócenie renty rodzinnej z ubezpieczenia wypadkowego po górniku, który zginął w wypadku przy pracy, aby świadczenie przysługiwało jego żonie bez względu na wiek i stan zdrowia. Dotyczyłoby to górników, którzy rozpoczęli pracę przed wejściem w życie reformy emerytalnej. Po jej wejściu, w 1999 r, wdowom po górnikach odebrano prawo do rent rodzinnych niezależnie od wieku i objęto je ogólnym systemem, w którym na tego rodzaju świadczenie może liczyć jedynie kobieta, która skończyła 50 lat.