Gazowiec o wyporności około 120 tysięcy ton zderzył się około godz. 4:15 rano z dziewięciotonowym frachtowcem. Kolizja miała miejsce około ośmiu kilometrów od wybrzeża Belgii. Zanim 130-metrowy frachtowiec zatonął, udało się ewakuować całą 12-osobową załogę. Część marynarzy przewioziono do szpitala - kapitan doznał wychłodzenia, a pierwszy oficer ma poranioną twarz. W akcji ratowniczej brały udział trzy holenderskie statki ratownicze, pięć holowników i śmigłowiec.

 

Według belgijskiej agencji, która powoływała się na władze Holandii, frachtowiec nie transportował niebezpiecznych materiałów. Jednak gubernator Flandrii Zachodniej Carl Decaluwé i tak obawia się negatywnych skutków dla środowiska. Statek traci bowiem olej napędowy. Morskie służby ratownicze przystąpiły już do usuwania tego zanieczyszczenia. Plama oleju o szerokości jednej mili przemieszcza się na północ, północny-wschód, czyli w głąb morza. Mimo to, gubernator poprosił cywilne służby ochrony, aby monitorowały plaże.

 

Gazowiec Al-Oraiq pływający pod banderą Wysp Marshalla został lekko uszkodzony i gubernator Decaluwé zapewniał, że żadnym momencie nie było ryzyka jego wybuchu. Po kolizji Al-Oraiq zawinął do portu w Zeebrugge, gdzie już przystąpiono do zabezpieczania ładunku.

 

Przyczyny kolizji statków nie są na razie znane.
 
PAP, Flanders News