"Ratowniczka stała sparaliżowana". Polacy wstrząśnięci śmiercią 11-latki na Krecie
- Obsługa się rozmyła. Krzyczeliśmy głośno o defibrylator lub torbę podstawową, gdzie byłby resuscytator ręczny. Ratownik powinien to mieć - relacjonował w rozmowie z polsatnews.pl pan Łukasz, który wraz z żoną podjął się reanimacji 11-letniej dziewczynki, która została wyłowiona z hotelowego basenu w Chanii na Krecie. Świadkowie mówią o rażących zaniedbaniach, do jakich doszło w czasie tragedii.

Dla 11-letniej dziewczynki z Polski, która wraz z rodzicami przebywała w jednym z hoteli w Chanii na Krecie, miał to być wymarzony finał wakacji. Niedzielne popołudnie 30 sierpnia zakończyło się jednak koszmarnie.
Polsatnews.pl dotarł do osób, które były świadkami dramatu. - Jedliśmy z żoną na stołówce hotelowej i nagle do środka wbiegła nieznana nam osoba, krzycząc po angielsku, że jest potrzebny lekarz. Poderwaliśmy się jako pierwsi - opowiadał nam pan Łukasz - fizjoterapeuta, który wraz z żoną lekarką uczestniczył w reanimacji dziecka. Mieszkająca na co dzień pod Poznaniem para była w trakcie urlopu.
11-letnia Polka zmarła podczas wakacji na Krecie. "Ratowniczka stała sparaliżowana"
Gdy pan Łukasz i jego żona pojawili się na miejscu zdarzenia, ich oczom ukazał się widok przemoczonej 11-letniej dziewczynki, leżącej na płytkach tuż obok basenu. Dziecko było nieprzytomne, nie reagowało na żadne bodźce. Nie wyczuli u niej pulsu. - Ratowniczka, młoda dziewczyna, stała sparaliżowana - wspominał nasz rozmówca.
Jak wskazywał, ciężko ocenić ile czasu dziecko przebywało nieprzytomne w wodzie, ale "musiała to być dłuższa chwila". - Nie wykazywała czynności oddechowych, nie było tętna - mówił.
ZOBACZ: Osiem miesięcy życia na Sycylii za darmo z kieszonkowym. Szukają chętnych
O 14:07 mężczyzna wraz z żoną przystąpili do reanimacji krążeniowo-oddechowej, którą prowadzili przez 20 minut, aż do przyjazdu służb ratunkowych. Jak opowiadał pan Łukasz, w tym czasie nie mogli liczyć na pomoc kogokolwiek z pracowników hotelu.
- Obsługa się rozmyła. Krzyczeliśmy głośno, by przyniesiono nam AED (defibrylator) lub torbę podstawową, gdzie byłoby AMBU (resuscytator ręczny), ratownik powinien to mieć. Nikt nic nie przyniósł. Po całej sprawie torba została uzupełniona - widzieliśmy jak ratownicy wynoszą ją gdzieś zza recepcji i dopiero niosą na stanowisko, na którym pracowali - mówił nasz rozmówca.
Z pomocą dziecku ruszyli turyści. Mówią o zaniedbaniach obsługi greckiego hotelu
Pan Łukasz podejrzewa, że udzielana dziewczynce pierwsza pomoc mogła być skuteczniejsza, gdyby nie zaniedbania ze strony obsługi hotelu, a także brak odpowiedniego zaplecza medycznego lub wiedzy o tym, gdzie znajduje się sprzęt. - Wydaje mi się, że AED było schowane na recepcji. Nikt go nie przyniósł, a prawdopodobnie pomogłoby, gdybyśmy defibrylowali chociaż raz elektronicznie. Nie było też adrenaliny, która mogłaby dać zupełnie inny efekt - sugerował.
- Po 10 minutach przyjechali policjanci, ale tylko patrzyli. Służby ratunkowe pojawiły się po 20-22 minutach. Ratownicy przybyli tylko z noszami, dopiero później wrócili do karetki po torbę ze sprzętem. Następnie pojawili się jacyś lekarze - relacjonował pan Łukasz.
ZOBACZ: W tym kraju politycy zyskają księdza "na telefon". Pomoże w "sprawach prywatnych"
Jak stwierdził, gdyby nie reakcja turystów, obsługa hotelu najprawdopodobniej czekałaby po prostu na przyjazd karetki. - Sam ratownik nie podjął zupełnie żadnych działań. Nie wykazywał zainteresowania, żeby pomóc, przynieść torbę, cokolwiek... - podsumował mężczyzna.
Wskazał, że w wyposażonym w baseny kompleksie hotelowym wypełnionym turystami odnotował obecność jedynie dwóch ratowników.
Świadek tragedii na Krecie: Pracownicy ustalali wspólną wersję wydarzeń
Inny z Polaków, który był świadkiem rozpaczliwej walki o życie dziecka, skontaktował się z nami przez Wrzutnię. Przyznał, że na pomoc 11-latce ruszyli wyłącznie turyści. - Żona tego fizjoterapeuty trzy razy pytała w recepcji o AED. Pracownicy twierdzili, że tego sprzętu nie ma. Okazało się, że ten sprzęt był u menadżera w biurze. Ratownik, który był przy basenie powinien mieć to przy sobie w miejscu wykonywania pracy - zauważył.
Jak opowiadał, przed przybyciem na miejsce policji słyszał, jak przełożony ratowniczki udziela jej wskazówek. - Mówił: Jak przyjdą o coś zapytać, to powiedz, że tu stałaś itd. Moim zdaniem to było ustalanie wspólnej wersji - przekonywał w rozmowie z polsatnews.pl.
ZOBACZ: Tragedia na strzeżonej plaży. 44-letni Polak utonął w morzu
Śmierć 11-letniej dziewczynki w hotelu na Krecie. Prawnik ratowniczki zabrał głos
Po tym, jak w szpitalu stwierdzono zgon dziecka, w hotelu przeprowadzone zostały czynności pod nadzorem prokuratury, łącznie z przesłuchaniem świadków i osób reanimujących 11-latkę.
Grecki serwis The Toc podaje, że zatrzymano pięć osób: dwóch kierowników hotelu, ratownika oraz rodziców zmarłej dziewczynki. Wszyscy zostali już zwolnieni.
Serwis Eleftheros Typos informuje, że prawnik ratowniczki stwierdził, że jego klientka postępowała zgodnie z przyjętą procedurą. "Jak powiedział, jego klientka pobiegła do basenu dla dzieci, skąd słychać było krzyki i zobaczyła, że dziewczynka jest już na zewnątrz basenu, a lekarze próbują ją reanimować" - czytamy.
Warto zaznaczyć, że w greckich mediach próżno szukać informacji o tym, że to goście hotelowi podjęli się reanimacji dziecka. W przekazie lokalnych dziennikarzy pojawiają się informacje o "trzech lekarzach z lokalnej kliniki" i "natychmiastowej mobilizacji" ratowników.
Wyjazd do Chanii organizowany był przez jedno z działających w Polsce biur turystycznych.
Czytaj więcej