Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Nowe informacje MSZ o kierowcach

Polska

Kierowcy polskiego autokaru, który uległ wypadkowi na Węgrzech, zostali przesłuchani. Jeden został zwolniony, drugi jest zatrzymany. - Na ten moment nie postawiono mu zarzutów. Węgierska policja doszła do wniosku, że okoliczności wypadku uzasadniają zatrzymanie - wyjaśnił wiceminister spraw zagranicznych Wojciech Zajączkowski.

Strażacy w akcji ratunkowej przy przewróconym czerwonym autokarze.
Reuters
Jeden z kierowców autokaru, który uległ wypadkowi na Węgrzech, został zatrzymany

Wiceszef resortu spraw zagranicznych Wojciech Zajączkowski wziął udział w konferencji prasowej w Wojskowym Porcie Lotniczym Warszawa-Okęcie przed wylotem rządowego samolotu z lekarzami i konsulami do Budapesztu.

Wypadek na Węgrzech. Zatrzymany kierowca nie usłyszał zarzutów

Zajączkowski poinformował, że obaj kierowcy, którzy prowadzili polski autokar z pielgrzymami wracającymi z pielgrzymki do Miediugorie, zostali przesłuchani przez węgierską policję.

 

- Jeden został zwolniony, jeden został zatrzymany - powiedział wiceminister. Dopytywany, czy zatrzymanemu kierowcy postawiono zarzuty, Zajączkowski zauważył, że "na razie nie".

 

ZOBACZ: Lekarze na pokładzie rządowego samolotu. "Jesteśmy przygotowani"

 

- Policja węgierska doszła do wniosku, że okoliczności wypadku uzasadniają zatrzymanie jednej osoby w areszcie - wyjaśnił wiceszef MSZ. Dodał, że zatrzymany to kierowca, który prowadził autokar w momencie wypadku.

 

Dopytywany, czy obaj kierowcy to obywatele Polski, Zajączkowski odparł, że "nie ma informacji, które by świadczyły, że nie są".

"Doświadczeni kierowcy". Szef firmy transportowej mówił o swoich pracownikach

Wcześniej w rozmowie z Polsat News Tadeusz Dykas, właściciel firmy transportowej, której autokar uległ wypadkowi na Węgrzech, mówił, że na wycieczkę wysłano dwóch kierowców. - Rozmawiałem z jednym z nich, tym rannym - przekazał Dykas. - Drugi z kierowców jest przesłuchiwany - dodał.

 

Szef firmy transportowej mówił, że nie ma z nim kontaktu, bo telefony zostały w autokarze

 

ZOBACZ: "Polska mentalność". Marek Sawicki z PSL o tragedii na Węgrzech

 

- Nie znam przyczyny tego zdarzenia. Kierowcy byli doświadczeni, jeździli na tej trasie wielokrotnie - wyjaśnił Dykas. Zaznaczył, że autokar był miesiąc temu na badaniu technicznym. - Wszystko tam było sprawne - przekazał.

 

W rozmowie z Interią szef firmy mówił, że do kierowców ma 100-procentowe zaufanie.

Wypadek polskiego autokaru. Kierowca mógł zasnąć podczas jazdy

W nocy z soboty na niedzielę około godz. 1 na autostradzie M3 na wschodzie Węgier doszło do wypadku autokaru z polskimi turystami. Pasażerowie pochodzili głównie z Podkarpacia. Wracali z pielgrzymki do Miediugorie w Bośni i Hercegowinie.

 

Autokarem podróżowało łącznie 59 polskich obywateli - 57 pasażerów i dwóch kierowców. Zginęło 12 osób, a 10 pasażerów jest w stanie ciężkim. Poszkodowani przebywają w szpitalach na Węgrzech.

 

ZOBACZ: Szef firmy transportowej zabrał głos. "Kierowcy byli doświadczeni, jeździli na tej trasie"

 

W oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej węgierskiej policji poinformowano, że autokar zmierzał w kierunku miasta Nyiregyhaza na wschodzie Węgier, a do wypadku doszło w okolicy miejscowości Mezokeresztes.

 

Według wstępnych informacji kierowca zasnął podczas jazdy. - Osoba kierująca autokarem została zatrzymana przez policję - poinformował Attila Janasoczki, rzecznik węgierskiej policji.

Marta Stępień / polsatnews.pl
Czytaj więcej

WIDZISZ COŚ WAŻNEGO? PRZYŚLIJ ZDJĘCIE LUB FILM

Możesz też do nas pisać na adres wrzutnia@polsat.com.pl

PRZEJDŹ DO WRZUTNI

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie