"To było nasze nieszczęście". Wojskowy wprost o polskiej armii
- Przez te wszystkie lata mieliśmy bardzo skutecznie rozbrajaną polską armię i to było nasze nieszczęście - mówił w programie "Najważniejsze pytania" płk Krystian Zięć. Rozmówca Karoliny Olejak i Przemysława Szubartowicza w mówił również o wojnie w Ukrainie i możliwym ataku Rosji na państwa bałtyckie.

Na "Najważniejsze pytania" odpowiedział w piątek płk Krystian Zięć, pilot i instruktor wojskowy. Został zapytany czy Polska jest gotowa na wojnę. - Myślę, że dzisiaj, tak na dobrą sprawę, w takim ujęciu globalnym, nikt nie jest na nią przygotowany. To widzieliśmy na przykładzie wojny irańsko-amerykańskiej - mówił ekspert w studiu Polsat News.
Stwierdził, że dziś "wracamy do wojen symetrycznych" - toczonych przez państwa mające podobny potencjał militarny. Płk Zięć przypomniał, że występowały do końca lat 90. Wtedy o miano najpotężniejszego na świecie rywalizowały dwa hegemony, Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Zaznaczył, że od tamtej pory świat przeżywał "piękny czas pokoju", a wojsko przestało być tak istotne. Sprawiło to, że państwa zaczęły mniej wydawać na swoje siły zbrojne.
ZOBACZ: Zełenski wskazuje na brak dostaw od sojuszników. "Dysponują tymi pociskami"
- I tak na dobrą sprawę 2014 rok był taką pobudką, której Europa i nawet my tutaj w Polsce nie zauważyliśmy. Dopiero w 2022 roku, przy okazji rozpoczęcia wojny na Ukrainie, nastąpiło takie otrzeźwienie. Więc przez te wszystkie lata mieliśmy bardzo skutecznie rozbrajaną polską armię i to było nasze nieszczęście - mówił ekspert.
WIDEO: "Najważniejsze pytania". Krystian Zięć: Rosja może zaatakować państwa bałtyckie

"Bzdura. Z niedowierzaniem słucham ekspertów. Płk Zięć o polskim uzbrojeniu
Płk Zięć skomentował również twierdzenia niektórych ekspertów, którzy sugerują, że Polska nie powinna kupować "ciężkiego sprzętu". Argumentują swoje stanowisko szybko zmieniającym się polem walki w Ukrainie.
- Bzdura. Słucham z niedowierzaniem wielu ekspertów, którzy wypowiadają się na tematy, na które nie mają zielonego pojęcia - mówił z oburzeniem. Powiedział, że sytuacja za wschodnią granicą Polski wynika z położenia w Europie Ukrainy, jej zaniedbań w dziedzinie uzbrojenia.
ZOBACZ: Miliony żołnierzy i tysiące czołgów. Powstaje nowy, potężny sojusz wojskowy
Dodał, że Ukraina jest zmuszona kontynuować walkę takim arsenałem, ponieważ nie ma innego. - To absolutnie nie powinien być dla nas wyznacznik do tego, w jaki sposób my powinniśmy budować nasze siły zbrojne - zaznaczył. Zapewnił, że doniesienia o "śmierci" helikopterów i czołgów na polu bitwy mają miejsce co najwyżej w samej Ukrainie. Za przykład podał wojska Izraela, które dalej z tych maszyn korzystają podczas prowadzonych operacji.
Rosja zaatakuje państwa bałtyckie? Ekspert o testowaniu NATO
Innym wątkiem rozmowy było potencjalne zagrożenie dla NATO, w tym Polski, ze strony Rosji. Zaznaczył, że przez następne pięć, dziesięć, dwadzieścia lat wrogie wojska nie wejdą na nasze terytorium. Występować będą jednak incydenty podobne do tego z rakietą CH-101 i temu podobne.
- Może być tak, że zostaną zaatakowane kraje bałtyckie i w ten sposób będzie NATO testowane. I co wtedy NATO zrobi? - pytał. - Dzisiaj armia rosyjska jest słaba, ale co będzie za 10-15 lat? Pamiętajmy, że mówimy o reżimie totalitarnym, czyli o państwie, które w myśl zasad cywilizacji turańskiej, nie liczy się z życiem ludzkim. Nieistotna jest dla niej prawda, czy sprawiedliwość. W związku z tym, oni na pewno odbudują siły zbrojne na bazie nieszczęścia ludzkiego. Idą takie czasy i my musimy być na nie po prostu gotowi - mówił ekspert.
ZOBACZ: Defilada wojskowa na Wisłostradzie. Utrudnienia dla kierowców w Warszawie
Zaznaczył, Polska powinna brać za przykład amerykańskie działania "deffence, by denial" - czyli stworzenia takich możliwości obrony i kontrataku, by potencjalnemu przeciwnikowi nie opłacało się nas atakować. Dodał, że kluczowe do tego będzie "opanowanie powietrza", bo w przeciwnym razie stanie się to, co w Ukrainie.
- Przeszliśmy fantastyczną drogę w kontekście edukacji, ale jeszcze mamy naprawdę bardzo dużo zadania do odrobienia. (...) Uważam, że to jest absolutnie na ostatni wake-up call, bo jeżeli zostaną wydane wszystkie pieniądze, jak w epoce Gierka, w sposób nie do końca przemyślany, to potem już nie będzie czego wydawać - stwierdził.
