Afera w Szpitalu Południowym. Była prezes ujawnia nowe informacje
- Pierwszego dnia pracy powiedział mi, że "pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego" - opisała była prezes Szpitala Południowego w Warszawie Anna Łukasik, odnosząc się do sprawy Dawida Kacprzyka. W rozmowie z Onetem postanowiła opowiedzieć o tym, co zastała w szpitalu. Przekazała, że miała też "problem z dr Emilem Jędrzejewskim", który przyszedł na rozmowę z wiceminister zdrowia.

Anna Łukasik, była prezesem Szpitala Południowego w Warszawie po kilku tygodniach od wybuchu afery zdecydowała się zabrać głos, bo - jak stwierdziła - "wielu ludzi oskarża mnie o nieprawidłowości". - Wiem, za co ponoszę odpowiedzialność. I nie pozwolę zrzucać na siebie odpowiedzialności za błędy innych - mówiła.
Pracę jako prezes Szpitala Południowego Anna Łukasik rozpoczęła 1 kwietnia ubiegłego roku. Jak relacjonowała, pierwszego dnia jej pracy usłyszała od Dawida Kacprzyka, że "pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego". Zdanie początkowo odebrała jako żart.
- Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza - opowiadała Onetowi Anna Łukasik. Wyjawiła, że Kacprzyk kilka razy proponował jej udział "w prywatnych kolacjach Kaznowskiej z prezesami i dyrektorami podległych miastu szpitali". Jednak jak zaznaczyła, za każdym razem odmawiała udziały w takich wydarzeniach.
Afera w Szpitalu Południowym. Była prezes o zarobkach Dawida Kacprzyka
Kacprzyk związany był z tą placówką od 2023 roku, na początku jako stażysta. Jak przekazała Łukasik, wiedziała, że młody lekarz ma wyższą stawkę niż inni lekarze, bo "pełnił dodatkowo funkcję koordynatora SOR-u". W ramach ostatniej umowy miał pobierać 330 zł za godzinę. Jak przyznała - to dużo, ale na rynku są stawki wyższe.
Byłą prezes dopytywano, czy nie była zaniepokojona wysokością stawki dla tak młodego lekarza i jego pozycją na SOR. - Rozumiem społeczne emocje, ale trzeba spojrzeć na realia rynku. Zatrudnienie lekarzy na SOR-ach jest bardzo trudne, a stawki kontraktowe są dziś wysokie. Zastałam go już na tym stanowisku, z zespołem i obsadzonymi grafikami. To był pierwszy szpital, w którym nie musiałam szukać w ostatniej chwili lekarzy, by zamknąć braki w dyżurach - mówiła.
ZOBACZ: Ostry zawał serca leczyli paracetamolem. Media: Pacjentkę przyjął Dawid Kacprzyk
Odnosząc się jeszcze do zarobków Kacprzyka stwierdziła, że "problem pojawia się, gdy wynagrodzenie jest naliczane za pracę, której faktycznie nie wykonano". Zaznaczyła, że ta kwestia powinna zostać wyjaśniona w trakcie audytu oraz przez prokuraturę. Sama zapewniała, że nie zauważyła nieobcności Kacprzyka, mimo wystawianych przez niego faktur. - Kiedy dzwoniłam do szpitala, zwykle był na miejscu - zapewniła i tłumaczyła, że nie zatwierdzała jego grafiku.
- Robiła to dyrektor medyczna szpitala Agata Kusz-Rynkun, a wykonanie pracy potwierdzał kierownik SOR-u. Główna księgowa dostawała już potwierdzoną przez nich fakturę - mówiła i podkreślała, że była prezesem spółki, a "za nadzór nad personelem medycznym odpowiadała dyrektor medyczna".
O nieobecności Kacprzyka miała dowiedzieć się od dziennikarzy i już po pierwszym mailu otrzymanym w tej sprawie poprosiła młodego lekarza o wyjaśnienia. Ten miał powiedzieć, że dwa razy wychodził ze szpitala za zgodną przełożonych. - A później przelał na konto szpitala pół miliona złotych jako "wyrównanie wynagrodzenia". Wtedy zrozumiałam, że sprawa jest poważna i złożyłam na niego zawiadomienie do prokuratury - opowiadała.
"Salonik VIP". Anna Łukasik: Nie podejmowałby takiego ryzyka
Łukasik pytana o "salonik VIP" powiedziała, że to pomieszczenie znajdowało się w komercyjnej części szpitala, a dostępu do niego udzielił Kacprzykowi poprzedni prezes Artur Krawczyk. - W mojej ocenie nie była przez Kacprzyka wykorzystywana jako pomieszczenie dla zaprzyjaźnionych z nim pacjentów. Powód jest bardzo prosty: nie podejmowałby takiego ryzyka - stwierdziła.
Zaznaczyła, że w tym pokoju nie było podstawowego sprzętu i przyjmowanie tam pacjentów wiązałoby się z ryzykiem. - Nie widziałam tam polityków. Ale zgadzam się, być może powinnam była wcześniej sprawdzić, na jakiej zasadzie dostał ten pokój - przyznała. Jednocześnie tłumaczyła, że w tamtym czasie "gasiła pożary i walczyła o pieniądze".
ZOBACZ: Afera w Szpitalu Południowym. NFZ zawiadomił prokuraturę ws. doktora Jędrzejewskiego
Łukasik przekazała, że od wspomnianej dyrektor medycznej i poprzedniego prezesa "lekarze dostawali zdumiewające umowy". Polegały one m.in. na premiach za wyniki finansowe ich oddziałów.
Konflikt Dawid Kacprzyk - Emil Jędrzejewski. "Pojawił się z wiceminister zdrowia"
Zdaniem byłej prezes Szpitala Południowego Kacprzyk i ordynator chirurgii dr Emil Jędrzejewski byli mocno skonfliktowani już w momencie, kiedy objęła swoje stanowisko. Powodem miało być m.in. oczekiwanie ze strony Kacprzyka szybszych konsultacji chirurgicznych na SOR. Z kolei lekarze tej specjalizacji mieli czuć się traktowani przez niego obcesowo.
Łukasik powiedziała, że sama miała "problemy z Jędrzejewskim". - Pamiętam taką sytuację: gdy zaplanowałam zmianę lokalizacji oddziałów chirurgii i interny, pracownicy zaczęli mi sygnalizować, że Jędrzejewski bardzo emocjonalnie reaguje na ten plan i że mi grozi. Pewnego dnia pojawił się w moim gabinecie z wiceminister zdrowia Katarzyną Kacperczyk. Nie było to wcześniej umówione spotkanie. Pani minister powiedziała, że zna doktora od dzieciństwa, posiedziała kilka minut i wyszła. Odebrałam to jako pokaz siły oraz próbę wzmocnienia jego pozycji w szpitalu - mówiła.
ZOBACZ: Płacą lekarzowi 1600 zł za godzinę. Szpital tonie w milionowych długach
Była też dopytywana o powody, dla których rozwiązania umowę z Jędrzejewskim i - jak zaznaczyła - było ich kilka. - Opóźnienia w rozliczaniu świadczeń z NFZ, niezamknięte historie chorób i niewłaściwie przechowywana dokumentacja. Doszła do tego sprawa kradzieży z depozytu pacjenta na jego oddziale. No i atak na Kacprzyka - wymieniała.
Z relacji jaką otrzymała od samego Kacprzyka, ordynator chirurgii miał go "popchnąć i wyzywać". - Sprawdziłam monitoring i rzeczywiście doszło do takiego wydarzenia - mówiła.
Czytaj więcej