Chcą odwołania ministra. Raś odpowiada: Kłamanie prawdą

Graffiti

To jest tak zwane kłamanie prawdą. Do tej pory stosowali to politycy, a teraz zaczęli stosować to dziennikarze - powiedział wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś w reakcji na artykuł Wirtualnej Polski o jego wynajmie mikrokawalerek. Sprawa budzi kontrowersje, ponieważ poseł jest odpowiedzialny za ustawę o najmie krótkoterminowym.

Mężczyzna w garniturze siedzi przed ekranem z niebiesko-żółtym wzorem.
Polsat News
Ireneusz Raś odpowiada na zarzuty dotyczące kawalerek

Ireneusz Raś został zapytany przez Marcina Fijołka we wtorkowym wydaniu "Graffiti", czy zamierza podać się do dymisji, czego domaga się m.in. część polityków opozycji.  - Ale z jakiej przyczyny miałbym się podać do dymisji? (...) To jest tak zwane kłamanie prawdą. Do tej pory stosowali to politycy, a teraz zaczęli stosować to dziennikarze - stwierdził.

 

- Czy ja miałem jakieś nieruchomości kilka lat temu? Miałem. Te nieruchomości (trzy mikrokawalerki w łódzkiej kamienicy - red.) sprzedałem. Czy wiedziałem, że zostanę za miesiąc wybrany posłem na Sejm (...)? Nie wiedziałem, bo nie jestem prorokiem. Czy wiedziałem, że rząd weźmie mnie do swojej pracy, do resortu sportu i turystyki kilka miesięcy później? Nie wiedziałem, bo nie jestem prorokiem - powiedział, dodając, że nie wiedział również, czy będzie zajmował się "taką, a nie inną ustawą".

 

ZOBACZ: Ireneusz Raś odpowiada na zarzuty ws. kawalerek: To manipulacje


Nigdy nie miałem konfliktu interesu, nie mam konfliktu interesu i nie będę miał konfliktu interesu - podkreślił.

 

Na pytanie, czy to czysty przypadek, że wiceminister miesiąc przed wyborami sprzedał te nieruchomości, Ireneusz Raś powiedział, że "nie jest nazbyt majętnym człowiekiem" i w związku z tym potrzebował tych pieniędzy na budowę domu rodzinnego

Ireneusz Raś odpowiada na zarzuty. "Nigdy nie miałem konfliktu interesu"

Raś przyznał także, że wcześniej podpisał pięcioletnią umowę z firmą zarządzającą wynajmem jego nieruchomości. Odrzucił jednak sugestię, że mogło to wpłynąć na jego późniejsze działania legislacyjne.

 

- Po prostu zarządzałem swoją nieruchomością. Trzy lata wcześniej nie wiedziałem, czym będę się zajmował jako wiceminister - stwierdził.

 

Według ustaleń portalu Money.pl odpowiadający za ustawę o najmie krótkoterminowym wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś zarabiał na wynajmie mikrokawalerek w łódzkiej kamienicy. Dwa tygodnie przed wejściem do rządu poseł PSL (obecnie klub Centrum) sprzedał dwa lokale swojemu bratu, ks. Dariuszowi Rasiowi, natomiast trzeci przypadł jego byłej żonie przy podziale majątku.

 

ZOBACZ: Wrze wokół wiceministra. Zarabiał na kawalerkach, pisze o nich ustawę

 

Pierwotnie w projekcie ustawy o najmie krótkoterminowym znajdował się zapis umożliwiający tworzenie stref wolnych od najmu krótkoterminowego. Pozwalał on gminom oraz wspólnotom mieszkaniowym decydować, czy w danym miejscu można prowadzić taką działalność. Zapis ten został jednak w ostatniej chwili wykreślony.

 

 

Gość "Graffiti" przekonywał, że cały proces legislacyjny jest udokumentowany na stronach ministerstwa oraz Rządowego Centrum Legislacji. Raś zapewnił, że nigdy nie spotkał się z przedstawicielami Airbnb, której wpływ na projekt sugerowali jego krytycy. Dodał, że cztery zgłoszone przez firmę uwagi zostały odrzucone po analizie przeprowadzonej przez urzędników pracujących nad przepisami.

 

-Lobbyści mnie nie interesują. Interesuje mnie uporządkowanie rynku i zwalczanie szarej strefy - powiedział.

"Prezydent nie miałby wyjścia". Raś o propozycji Pełczyńskiej-Nałęcz

Wiceminister poinformował, że uzgodnił w piątek z samorządami, że "podstawą do wykreślenia obiektu z rejestru nie powinny być po prostu powtarzające się zakłócenia, lecz że należy to precyzyjnie określić". - Same samorządy zaproponowały rozwiązanie, które mogę zgłosić jako autopoprawkę albo poprawkę w toku prac parlamentarnych. Chodziłoby o trzy naruszenia w ciągu sześciu miesięcy - powiedział.

 

ZOBACZ: Zapowiedź pozwu w "Debacie Gozdyry". Jan Śpiewak odpowiedział wiceministrowi

 

Marcin Fijołek przypomniał rozwiązanie, o które zabiega Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, tzn. oddanie spółdzielniom i wspólnotom mieszkaniowym pełną decyzyjność w tej kwestii.

 

- Tutaj niestety pan prezydent nie miałby wyjścia. Jest to propozycja niezgodna z Konstytucją Polską. Spółdzielnia nie jest organem władzy. Każda wspólnota, spółdzielnia ma inny statut. (…). W naszym prawie nie ma czegoś takiego, żebym ja decydował o pana lokalu w 100 proc. - podkreślił polityk. 

Monika Bortnowska / polsatnews.pl
Czytaj więcej

WIDZISZ COŚ WAŻNEGO? PRZYŚLIJ ZDJĘCIE LUB FILM

Możesz też do nas pisać na adres wrzutnia@polsat.com.pl

PRZEJDŹ DO WRZUTNI

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie