Wyrok w procesie Łukasza Żaka. Kara dla sprawcy wypadku na Trasie Łazienkowskiej
Zapadł wyrok w głośnej sprawie Łukasza Żaka oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Decyzją sądu mężczyzna został skazany na 20 lat pozbawienia wolności. Odpowie także za złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów oraz ucieczkę z miejsca tragedii.

Sąd uznał Łukasza Żaka za winnego spowodowania śmiertelnego wypadku, ucieczki z miejsca zdarzenia oraz prowadzenia samochodu mimo obowiązującego zakazu.
Oprócz 20 lat więzienia orzekł wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz 10 tys. zł świadczenia na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej. Nakazał także wypłatę zadośćuczynień dla poszkodowanych - po 300 tys. zł dla żony i dzieci (łącznie 900 tys. zł) oraz 150 tys. zł dla współpasażerki.
O warunkowe przedterminowe zwolnienie Żak będzie mógł ubiegać się dopiero po odbyciu 15 lat kary. Za pomoc w próbie uniknięcia przez Żaka odpowiedzialności karnej skazani zostali również współoskarżeni.
Proces Łukasza Żaka (jest zgoda na podanie nazwiska - red.) rozpoczął się w czerwcu 2025 roku w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście.
Oprócz głównego oskarżonego na ławie oskarżonych zasiadło sześciu jego znajomych, którzy odpowiadają między innymi za nieudzielenie pomocy oraz pomoc w ucieczce po wypadku. Sprawa jednego z nich – Kacpra D. – została wyłączona do odrębnego procesu.
Uzasadnienie wyroku ws. Łukasza Żaka
W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Mitera nie szczędził Łukaszowi Żakowi mocnych słów. Podkreślił, że oskarżony przez lata lekceważył przepisy i bezpieczeństwo innych uczestników ruchu drogowego, a orzeczona kara ma przede wszystkim chronić społeczeństwo.
- Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona - to "mały czołg" - do 200 km na godz.? Wtedy nie ma szans na reakcję, nikt nie miałby szans z tym Arteonem. Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan. Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem - powiedział sędzia.
Dodał, że Żak "na tę karę pracował latami", a wyrok jest "wypadkową całej jego działalności". Odniósł się również do zachowania oskarżonego podczas procesu.
- Obserwowałem pana podczas procesu (...) - zero refleksji. Uważam, że będzie to dla pana taka refleksja, wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą. Przykro mi jest to mówić, ale pana tam powinni nauczyć zwykłej kindersztuby. Testował pan moją cierpliwość wiele razy. Myślę, że wydałem tutaj orzeczenie sprawiedliwe - mówił sędzia Maciej Mitera.
Śmiertelny wypadek w Warszawie. Zapadł wyrok ws. Łukasza Żaka
Do wypadku doszło 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem.
ZOBACZ: Ofiarą odwiedzających padł goryl. Skandaliczny incydent w warszawskim zoo
Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Żaka zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
Według opinii biegłych Łukasz Żak w chwili wypadku był pod wpływem alkoholu i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.
Proces Łukasza Żaka. Obrończyni: Nikt nie kwestionuje rozmiaru tragedii
Na poniedziałkowej rozprawie strony wygłosiły mowy końcowe. Adwokat Łukasza Żaka już na początku podkreśliła, że nikt nie kwestionuje rozmiaru tragedii ani cierpienia bliskich ofiary. Zaznaczyła jednak, że zadaniem sądu jest ocena materiału dowodowego i zastosowanie przepisów prawa, a nie odpowiadanie na społeczne emocje.
- Są sprawy, w których największą trudnością staje się konieczność oddzielenia prawa od emocji. Ta sprawa należy właśnie do takich. Sąd nie jest portalem internetowym, nie jest studiem telewizyjnym i nie jest miejscem realizacji społecznego gniewu. Sąd jest miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo - mówiła.
ZOBACZ: GIS ostrzega konsumentów. Groźny alergen w popularnych lodach
Według obrony Łukasz Żak od początku przyznawał, że doprowadził do wypadku. Adwokat przekonywała jednak, że powinien odpowiadać za czyn nieumyślny. - Przyznał, że popełnił błąd. Tragiczny i niewybaczalny, ale nadal błąd, a nie zbrodniczy plan - mówiła.
- Nigdy w życiu nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii. Jeszcze raz bardzo przepraszam - mówił natomiast Łukasz Żak.
Czytaj więcej