Wiceminister wyjaśnia porównanie do żołnierzy wyklętych. "Nie to było moim celem"
Wiceminister nauki Andrzej Szeptycki skrytykował decyzję o nadaniu jednemu z ukraińskich oddziałów nazwy "Bohaterów UPA". - To decyzja, która nie służy relacjom polsko-ukraińskim - skomentował w programie "Punkt widzenia Szubartowicza". Jednocześnie przeprosił za porównanie oddziałów UPA do żołnierzy wyklętych. - Jak każdą przemoc, jednoznacznie potępiam - oznajmił.

Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Andrzej Szeptycki odniósł się w programie "Punkt widzenia Szubartowicza" do decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednemu z ukraińskich oddziałów nazwy "Bohaterów UPA".
- To decyzja, która nie służy relacjom polsko-ukraińskim. Mamy nadzieję, że Ukraina się z niej wycofa - stwierdził Szeptycki.
ZOBACZ: Burza po słowach wiceministra o UPA. "Jest patriotą"
Jak dodał, w relacjach między Warszawą a Kijowem kwestie historyczne regularnie powracają i prowadzą do napięć. - To jest charakterystyczne w relacjach polsko-ukraińskich, że nam periodycznie ta historia wraca czkawką, tak jak w 2010 roku, kiedy prezydent Juszczenko nadał Banderze tytuł Bohatera Ukrainy. Teraz mamy do czynienia również z takim kryzysem - powiedział wiceminister.
"Liczę, że Ukraina wykona jakiś gest". Szeptycki o oczekiwaniach rządu
Szeptycki ocenił, że choć decyzja Zełenskiego mogła mieć znaczenie z perspektywy ukraińskiej polityki wewnętrznej, była błędna w kontekście relacji z Polską. Jak podkreślił, prezydent Ukrainy musiał mieć świadomość, że taki krok wywoła reakcję w Warszawie. Wiceminister zaznaczył jednocześnie, że w tak trudnych sprawach kluczowe jest utrzymanie dialogu między oboma państwami.
- Liczę na to, że Ukraina jakiś gest wykona, dlatego że mamy w tej chwili za dużo rzeczy, którymi się wspólnie musimy zająć np. zagrożenie ze strony Rosji, rola Polski w odbudowie Ukrainy, ale również otworzyliśmy właśnie pierwszy klaster negocjacji z Unią Europejską - dodał.
WIDEO: Wiceminister wyjaśnia porównanie do żołnierzy wyklętych. "Nie to było moim celem"

Polityk przypomniał, że po polskiej reakcji do Warszawy przyjechał szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow. - Ta wizyta miała sens, dlatego że pan Budanow jasno usłyszał od wszystkich swoich w Polsce rozmówców, jak ważna to jest sprawa - powiedział Szeptycki. Jego zdaniem wycofanie się Ukrainy z tej decyzji byłoby z polskiej perspektywy "wariantem optymalnym".
"Jednoznacznie potępiam". Wiceminister skomentował wypowiedź o UPA i żołnierzach wyklętych
Przypomnijmy, że wiceminister Szeptycki wywołał sporo kontrowersji, kiedy zapytany w radiu TOK FM m.in. o to, "co takiego jest w tym UPA, że Ukraińcy nie mogą się tego pozbyć ze swojego imaginarium historycznego", odparł: - To była formacja, która - niezależnie od tego, o czym pan mówi o zbrodni wołyńskiej - ale walczyła o niepodległość Ukrainy, walczyła w ramach tego ukraińskiego imaginarium przede wszystkim z Sowietami i to była taka walka beznadziejna. To byli tacy trochę, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa, trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni.
Przemysław Czarnek (PiS) zażądał nawet dymisji całego rządu Donalda Tuska i zarzucił, że są w nim Ukraińcy. Szeptycki stwierdził, że wezwania do dymisji członków rządu są prawem opozycji i "sytuacją zupełnie normalną w demokracji". Zaznaczył jednak, że czym innym jest krytyka polityczna, a czym innym "tropienie ludzi o określonym pochodzeniu" w urzędach państwowych.
ZOBACZ: Ziemowit Szczerek stanął w obronie Andrzeja Szeptyckiego. Chodzi o porównanie UPA do wyklętych
- To nie chodzi o rozmowę czy o hejt pod moim adresem. Chodzi o to, że inaczej będziemy mieli w Polsce coraz większe na tym tle napięcia społeczne, a to jest gra w interesie Rosji, a nie w interesie Polski - ocenił Szeptycki.
Odniósł się również bezpośrednio do swojej wypowiedzi. - Myślę, że tam zabrakło podkreślenia tego, że to nie jest moja opinia jako naukowca, czy polskiego rządu. To jest moja opinia na temat tego jak część Ukraińców widzi UPA - jako formację walczącą z Moskwą. I teraz, gdy też walczą z Moskwą to w naturalny sposób sprzyja pewnej sympatii - wyjaśnił.
- Wydawało mi się to pewnym porównaniem. Jeżeli dotknęło tę czy inną osobę, a takie osoby, nie mówię tu o politykach opozycyjnych, ale o zwykłych naszych współobywatelach, to nie to było moim celem i za to przepraszam, zbrodnie Ukraińskiej Powstańczej Armii, jak każdą zbrodnię, jednoznacznie potępiam - podkreślił.
"Tu nie chodzi o mnie". Szeptycki odpowiada na zarzuty Czarnka
Prowadzący zapytał Szeptyckiego również o jego pochodzenie. Przypomniał, że wiceminister jest krewnym polskiego generała Legionów i szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, który walczył z bolszewikami w 1920 roku, a z drugiej strony potomkiem arcybiskupa Kościoła greckokatolickiego, ważnego dla kształtowania się ukraińskiej tożsamości narodowej. W tym kontekście zapytał, czy Szeptycki czuje się "Ukraińcem w polskich strukturach państwowych czy Polakiem".
- Myślę, że pytanie jest źle postawione. Ja jestem wiceministrem w resorcie nauki, wskazanym przez Polskę 2050 w rządzie pana premiera Tuska i to są dwa podstawowe wyznaczniki mojej działalności w administracji publicznej - odpowiedział Szeptycki. Jak dodał, w codziennej pracy kieruje się również współpracą z szefem resortu nauki Marcinem Kulaskiem.
ZOBACZ: Przemysław Czarnek apeluje do młodych Polaków. "Masz 40 lat i jest po sprawie"
Wiceminister podkreślił następnie, że sprawa nie dotyczy wyłącznie jego osoby. Zwrócił uwagę, że w Polsce żyją przedstawiciele mniejszości narodowych, którzy są obywatelami Polski, często od urodzenia, ale niekoniecznie czują się Polakami. - Dla nich to jest dyskurs obrażający, łamiący ich prawa i potencjalnie wpływający również na dyskurs nienawiści pod ich adresem. Tu nie chodzi o mnie - mówił Szeptycki, odnosząc się do zarzutów formułowanych przez Przemysława Czarnka.
- Na tej zasadzie idźmy dalej. To będzie ironia, żeby nikt tego nie cytował na poważnie. Mamy lidera jednej z partii opozycyjnych, który ma powinowatego Austriaka. Wie pan, Austria odpowiadała za zabory, a potem była częścią III Rzeszy... - dodał.
Czytaj więcej