Kyryło Budanow z wizytą w Polsce. "To kolejna prowokacja Zełenskiego"

Polska

- Przysłanie Kyryło Budanowa to jest prowokacja numer dwa - stwierdził w programie "Prezydenci i premierzy" Leszek Miller. Zdaniem byłego premiera szef kancelarii Wołodymyra Zełenskiego, który przybył do Warszawy jest przedstawicielem "twardej linii probanderowskiej". Z kolei Bronisław Komorowski stwierdził, że zadaniem Budanowa jest sondowanie, "czy jest obszar do działania dyplomacji".

Trzy osoby siedzą przy okrągłym stole w studiu telewizyjnym, naprzeciwko nich na dużym ekranie wyświetlany jest obraz dwóch mężczyzn w garniturach.
Polsat News
Program "Prezydenci i premierzy"

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski pod koniec maja nadał jednej z jednostek sił zbrojnych swego kraju imię "Bohaterów UPA". Jego decyzja wywołała w Polsce ogromne oburzenie.

 

W związku z napięciami między w piątek do Warszawy przybył szef kancelarii ukraińskiego prezydenta Kyryło Budanow, który spotkał się m.in. z wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszem Grodeckim, wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim oraz szefem prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcinem Przydaczem.

 

Kryryło Budanow w Polsce. Leszek Miller o kolejnej prowokacji

Leszek Miller w programie "Prezydenci i premierzy" stwierdził, że gdyby Zełenski chciał uzyskać w tej sprawie "postęp czy kompromis", to przysłałby do Warszawy kogoś innego zamiast Budanowa, który - jak podkreślił - "znany jest na Ukrainie ze swoich poglądów".

 

- Mógł wysłać ministra czy wiceministra spraw zagranicznych. Natomiast Budanow to jest twarda linia probanderowska. Sam opowiada o nieśmiertelności Bandery i tak dalej... - mówił Miller. 

 

ZOBACZ: Bliski współpracownik Zełenskiego w Polsce. W tle rozmowy ws. "bohaterów UPA"

 

Były premier ocenił, że jeżeli nadanie przez Zełenskiego jednej z jednostek wojskowych im. "Bohetrów UPA" uznajemy za prowokację, to "przysłanie Budanowa to jest prowokacja numer dwa".

 

- I nic dziwnego, że nie ma żadnej konferencji prasowej, że my jako opinia publiczna nie wiemy o czym rozmawiali. (...) To zawsze oznacza, że strony nie doszły do żadnego porozumienia - oświadczył. 

 

Miller zwrócił też uwagę na jeden z komunikatów strony ukraińskiej, w którym tłumaczono, że Zełenski podjął taką decyzję, jakiej domagali się żołnierze.  - To zamyka sprawę, dlatego że gdyby teraz nawet Zełenski chciał zmienić zdanie, to co powie, że żołnierze zmienili zdanie? Przecież to byłoby komiczne - ocenił i dodał, że nie widzi "rozwiązania kompromisowego".

"UPA nie jedno ma imię". Bronisław Komorowski radzi Wołodymyrowi Zełenskiemu

Bronisław Komorowski nie zgodził się ze stanowiskiem Millera i stwierdził, że Budanow pojawił się w Warszawie nie po to, żeby "cokolwiek załatwić", tylko po to, żeby "wysondować, czy jest w ogóle jakiś obszar negocjacji, jakikolwiek obszar do działania dyplomacji".

 

Były prezydent zgodził się z poglądem, że wpływ na nadanie jednostce imienia "Bohaterów UPA" mieli żołnierze. - Gdyby się tym zajmowali doradcy prezydenta od spraw polityki zagranicznej, to do takiego rozwoju wydarzeń by nie dopuścili. To jest takie trochę wojskowe myślenie i ono dzisiaj przynosi fatalne skutki - ocenił. 

 

Komorowski uważa, że oczekiwanie kompletnej zmiany ze strony Zełenskiego "jest jakąś polityczną naiwnością". Jednocześnie stwierdził, że gdyby był doradcą prezydenta Ukrainy, to "poleciłbym mu pójść w stronę taką, żeby Polakom uzmysłowić to, że UPAnie jedno ma imię". Były prezydent podkreślił, że zbrodnie tej organizacji są dla Polaków "bolesne i nie do zaakceptowania". 

 

WIDEO: Goście programu "Prezydenci i premierzy" o wizycie Kyryło Budanowa w Polsce

 

 

- Dla części Ukraińców UPA jest postrzegana głównie przez pryzmat wieloletnich zmagań z komunizmem i ze Związkiem Radzieckim, a więc jest fragmentem ich walki o niepodległość. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy my zaakceptowali ukraiński punkt widzenia na UPA,  ale powiedziałem - trzeba zaakceptować, że UPA nie jedno ma imię - powtórzył. 

 

Zdaniem Komorowskiego Polska powinna oczekiwać "potępienia zbrodni UPA w sposób absolutnie jednoznaczny". - Zbrodni, nie całego UPA jako takiego, no bo dlaczego potępiać tych, którzy walczyli do 50. roku czy 53. z komunizmem na Ukrainie - pytał. 

Miller "sprostował" słowa Komorowskiego. "Izrael zareagował zdecydowanie, Polska ani słowem"

Komorowski przypomniał, ze pierwsze "ogromne zbrodnie UPA" dotyczył ludności żydowskiej. - Muszę powiedzieć, że ze zdumieniem odnotowuję, że strona na przykład izraelska czy lobby żydowskie w Stanach Zjednoczonych w tej sprawie milczy. Być może to też powinna być dla nas istotna  wskazówka, mówiąca o tym, żeby się aż tak bardzo nie gorączkować, dać czas na działanie dyplomacji - stwierdził.

 

Tutaj Miller zwrócił się "ze sprostowaniem". - Otóż Izrael nie milczy - odparł były premier.

 

ZOBACZ: Polska europosłanka apeluje do przewodniczącej PE. Chodzi o order dla Zełenskiego

 

Przytoczył wydarzenia sprzed kilku tygodni, kiedy rząd Julii Swyrydenko wydał rozporządzenie o ponownym pochówku jednego z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Andija Melnyka i jego małżonki. W jego ramach ich szczątki zostały przeniesione z Luksemburga na Narodowe Cmentarz Wojskowy, który powstał niedawno w okolicach Kijowa.

 

Miller podkreślił, że Budanow "odegrał bardzo ważną i czynną rolę w organizowaniu tego pogrzebu". - Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela zareagowało bardzo zdecydowanie, w przeciwieństwie do polskiego, bo strona polska nie odezwała się ani słowem. Tradycyjnie zresztą, bo zwykle Polska milczy w takich sprawach. Dopiero ten wybryk Zełenskiego w sprawie Bandery obudził polskie władze - podkreślił. 

Artur Pokorski / polsatnews.pl
Czytaj więcej

WIDZISZ COŚ WAŻNEGO? PRZYŚLIJ ZDJĘCIE LUB FILM

Możesz też do nas pisać na adres wrzutnia@polsat.com.pl

PRZEJDŹ DO WRZUTNI

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie