"Zarzuty kieruję wobec służb specjalnych". Przydacz o interwencji w domu rodzinnym prezydenta

Polska

Moje zarzuty kieruję wobec służb specjalnych, wobec Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, bo to oni dostają odpowiednie uprawnienia ustawowe, aby móc działać w cieniu i eliminować takie zagrożenia - powiedział w "Gościu Wydarzeń" prezydencki minister Marcin Przydacz. W ten sposób skomentował siłowe wejście służb do mieszkania rodzinnego prezydenta po tym, jak otrzymały one fałszywe zgłoszenie.

Mężczyzna w garniturze i krawacie siedzi przed ekranami z widokiem na miasto nocą.
Polsat News
Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynawowej Kancelarii Prezydenta RP w programie "Gość Wydarzeń"

Szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydent RP zapewnił, że Karol Nawrocki ma "pełne zaufanie do swojej najbliższej ochrony".

Marcin Przydacz: Zarzuty kieruję wobec ABW

Dopytywany o fałszywy alarm, którego skutkiem była interwencja w domu matki prezydenta, stwierdził, że "co do całości funkcjonowania systemu bezpieczeństwa osób najważniejszych w państwie, można mieć duże znaki zapytania". 

 

Prowadząca Magda Sakowska przypomniała, że według szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego mieszkanie matki prezydenta nie było objęte nadzorem SOP-u, a powodem miało być to, że szef ochrony Nawrockiego "nie zgłosił tego obiektu".

 

- Ja nie wiem, czy zgłosił, czy nie zgłosił. Nie jest to moja kompetencja. Nie wiem, czy od tego jest szef ochrony. Ja mówię o służbach. (...) Pan minister Kierniewski, jak nie ma nic do powiedzenia, będzie się zasłaniał jakimiś procedurami - odpowiedział Przydacz.

 

- Mówię o szerokim temacie bezpieczeństwa państwa polskiego. Jeśli nie pan Kierwiński, to pan (minister koordynator służb specjalnych Tomasz) Siemoniak. (...) Mam wrażenie, że państwo za sprawą tej sytuacji pokazało swoją kartonowość, że jeśli nie jest w stanie zabezpieczyć przed tego typu sytuacją domu rodzinnego prezydenta, w którym mieszka jego starsza mama, to czy jest w stanie zabezpieczyć nas wszystkich przed atakami rosyjskimi, białoruskimi czy jakimikolwiek innymi? - mówił prezydencki minister.

 

- Moje zarzuty kieruję wobec służb specjalnych, wobec Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, bo to oni dostają odpowiednie uprawnienia ustawowe, aby móc działać w cieniu i eliminować takie zagrożenia - mówił. 

 

Podkreślił, że jego zdaniem - choć nie jest w 100 proc. pewny - mieliśmy do czynienia z "działalnością jakiś zewnętrznych sił, wewnętrznych żartownisiów czy też wewnętrznych wrogów demokracji w Polsce".

 

Jak zaznaczył, "mieszkanie mamy pana prezydenta, gdzie mieszka starsza kobieta, w jakim sensie jest punktem zagrożenia dla państwa polskiego, gdyby ktoś chciał je zdestabilizować".

 

WIDEO: Szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydent RP Marcin Przydacz w programie "Gość Wydarzeń"

 

 

- Od tego mamy ABW i odpowiednie cybersłużby, które powinny tego typu rzeczy zwalczać - podkreślił. Jego zdaniem zaufanie do służb topnieje, bo od początku maja doszło już do kilku tego rodzaju sytuacji. - Najpierw próbuje się destabilizować pracę jednej z telewizji, niezależnych wobec rządu. Później profesor Sławomir Cenckiewicz podlega tego typu działaniom. (...) Służby powinny się tym zająć, aby wyeliminować przyczyny tego typu działań - mówił prezydencki minister. 

PiS zapowiedział wniosek o wotum nieufności. "Rosja patrzy na Kierwińskiego i nie traktuje nas poważnie". 

Politycy PiS po interwencjach, które były skutkiem fałszywych alarmów zapowiedzieli złożenie wniosku o wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych i administracji. 

 

Również Przydacz ma zastrzeżenia do zarządzania bezpieczeństwem wewnętrznym w Polsce. - Rosja jak patrzy na pana Marcina Kierwińskiego, no to myślę, że nie traktuje nas do końca poważnie - stwierdził.

 

ZOBACZ: "Rząd może liczyć na prezydenta". Przydacz wskazał sprawę "absolutnie kluczową"

 

Podkreślał, że od kilku tygodni służby nie są w stanie wskazać sprawców wspomnianych incydentów. - To niestety nie buduje mojego zaufania.  (...) Bo jeżeli nie są w stanie ochronić mamy prezydenta, to obawiam się, że nie są też w stanie ochronić ani pani redaktor, ani mnie i naszych rodzin - mówił w studiu "Gościa Wydarzeń".

Fałszywy alarm i interwencja w domu rodzinnym prezydenta

O interwencji w rodzinnym domu prezydenta w Gdańsku poinformował w sobotę wieczorem rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Jak podał, "służby pod nieobecność domowników wyważyły drzwi i weszły do mieszkania". Napisał też, że od kilkunastu dni służby są paraliżowane przez fałszywe zgłoszenia dotyczące dziennikarzy oraz osób publicznych związanych z prawicą.

 

ZOBACZ: Służby wyważyły drzwi w domu rodzinnym Nawrockiego. Reagują premier i szef MSWiA

 

Państwowa Straż Pożarna podała, że w sobotę ok. godz. 19.30 do służb wpłynęły dwa zgłoszenia: o możliwości wystąpienia pożaru w mieszkaniu oraz o nagłym zatrzymaniu krążenia. Poinformowano, że wobec braku kontaktu ze zgłaszającymi na miejsce skierowano jednostki PSP.

 

W sobotę późnym wieczorem w MSWiA odbyła się narada służb pod przewodnictwem szefa resortu Marcina Kierwińskiego, a w niedzielę rano premier Donald Tusk zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb. Szef rządu powiedział, że osoby odpowiedzialne za prowokacje związane z fałszywymi zgłoszeniami muszą zostać jak najszybciej zatrzymane.

Artur Pokorski / polsatnews.pl / PAP
Czytaj więcej

WIDZISZ COŚ WAŻNEGO? PRZYŚLIJ ZDJĘCIE LUB FILM

Możesz też do nas pisać na adres wrzutnia@polsat.com.pl

PRZEJDŹ DO WRZUTNI

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie