Szef NATO o cieśninie Ormuz. "Trwają rozmowy"
Sekretarz generalny NATO jest nastawiony "skrajnie optymistycznie" co do przyszłości Sojuszu Północnoatlantyckiego. Mark Rutte stwierdził we wtorek, że kluczowe znaczenie mają dla niego deklaracje sojuszników co do zwiększenia nakładów na obronność. Mówił też o zapewnieniu bezpieczeństwa w cieśninie Ormuz.

Mark Rutte podczas konferencji prasowej w Czarnogórze zaznaczył, że trwają dyskusje dotyczące sytuacji wokół Iranu oraz bezpieczeństwa w rejonie cieśniny Ormuz.
Rutte o przyszłości NATO. Wskazał na deklaracje sojuszników
- Jeśli spojrzeć na sytuację w krótkiej perspektywie, to oczywiście toczą się dyskusje na temat Iranu i tego, jak zapewnić sojusznikom w Europie pomoc w cieśninie Ormuz - stwierdził sekretarz generalny NATO.
- Jeśli chodzi o bardziej fundamentalne pytanie dotyczące przyszłości NATO, jestem skrajnie optymistyczny - dodał szef Sojuszu Północnoatlantyckiego, cytowany przez agencję Reutera.
ZOBACZ: Ukraińskie drony spadły w kraju NATO. Minister obrony podał się do dymisji
Ocenił też, że deklaracje europejskich sojuszników i Kanady dotyczące znaczącego zwiększenia nakładów na obronność mają w tym kluczowe znaczenie.
- Ważne jest nie tylko zrównanie naszych wydatków na obronność z wydatkami USA, ale także dlatego, że musimy bronić się przed naszymi przeciwnikami, szczególnie przed Rosją - mówił Rutte.
Rozmowy o wydatkach państw NATO mają się odbyć w lipcu na szczycie Sojuszu w Ankarze.
"Stany Zjednoczone wycofują się". Były szef Sojuszu chce nowej grupy państw
Inną optykę na przyszłość NATO ma były sekretarz generalny Sojuszu i były premier Danii Anders Fogh Rasmussen, który zaproponował we wtorek utworzenie D7: grupy państw, które przejęłyby od USA wiodącą rolę w utrzymaniu demokracji na świecie. W skład D7 miałyby wejść: UE, Wielka Brytania, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Korea Płd. i Japonia.
– Stany Zjednoczone wycofują się ze światowego porządku opartego na wartościach demokratycznych, który same zbudowały. Nie był on idealny, ale nas chronił – powiedział podczas zorganizowanego przez swoją fundację Szczytu Demokracji w Kopenhadze.
ZOBACZ: Manewry NATO na Bałtyku. Zaangażowano żołnierzy z Ukrainy
Według Rasmussena na kraje D7 przypada ok. 30 proc. globalnego PKB, co dałoby "wystarczającą równowagę, aby trzymać w ryzach USA, Chiny i Rosję". Grupa państw demokratycznych miałaby współpracować w promowaniu wolnego handlu, współpracując w obszarach takich jak walka z cłami, zaawansowane technologie, pozyskiwanie metali ziem rzadkich oraz obronność.
Rasmussen podkreślił, że "jeśli Amerykanie w przyszłości wybiorą władze, które będą bardziej zaangażowane w globalne przywództwo, wówczas USA będą mile widziane w sojuszu D7, a wtedy grupa zmieni nazwę na D8".
- Nie chciałbym, aby był to klub zamknięty, z satysfakcją powitałbym współpracę z Indiami, RPA, Brazylią, Norwegią i innymi krajami – powiedział Rasmussen.
Czytaj więcej