Granica. Gen. Piotrowski: mamy do czynienia z dezercją. Żołnierz zachował się w sposób nikczemny

Polska
Granica. Gen. Piotrowski: mamy do czynienia z dezercją. Żołnierz zachował się w sposób nikczemny
Polsat News

- Mamy do czynienia z dezercją ze strony obywatela polskiego, który do niedawna był żołnierzem polskich Sił Zbrojnych, człowieka, który zachował się w sposób bardzo nikczemny - powiedział gen. broni Tomasz Piotrowski, dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych. Chodzi o polskiego żołnierza, który zaginął, a odnalazł się na Białorusi. Szef MON poinformował o odwołaniu przełożonych dezertera.

Dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Tomasz Piotrowski powiedział: "w tej sytuacji każdemu uczciwemu Polakowi winni jesteśmy informację".

 

"Bardzo sprytnie grał sytuacją rodzinną"

- Mamy do czynienia z aktem dezercji ze strony obywatela polskiego, który jeszcze do niedawna był żołnierzem polskich Sił Zbrojnych, człowieka, który zachował się w sposób bardzo nikczemny w tej całej sytuacji - wyjaśnił podczas spotkania z dziennikarzami dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych.

 

Według niego do dezercji doszło "wtedy, kiedy od kilku miesięcy wysiłkiem narastającym od lipca, gdzie rozpoczęliśmy prace inżynieryjne na granicy polsko-białoruskiej, następnie w pełnym współ działaniu ze Strażą Graniczną ochraniamy granicę".

 

ZOBACZ: Granica polsko-białoruska. Polski żołnierz zaginął. Politycy komentują sprawę

 

- Przy tym narastającym wysiłku okazało się, ze jest człowiek, który w swojej nikczemności toczy podwójna grę. Otóż młody człowiek który od 2018 roku był żołnierzem Sił Zbrojnych, miał trudną sytuację rodzinną - powiedział gen. broni Tomasz Piotrowski.

 

- I o nas nie zaskakiwało, bo bardzo sprytnie tą swoją sytuacją rodzinną grał, pokazując, że chce służyć ojczyźnie, pokazując, że chce sobie w jakiś sposób przy pomocy innych poradzić z tą sytuacją. I przełożeni wykazywali naprawdę duże zrozumienie. Pomimo tych naprawdę bardzo złożonych sytuacji - powiedział generał.

Gen. Piotrowski: "przełożeni wyciągali rękę do tego żołnierza"

Nie podał jednak bliższych szczegółów dotyczących omawianej sytuacji zasłaniając się koniecznością ochrony danych wrażliwych żołnierza i dobro najbliższych żołnierza.

 

- Sytuacje te były naprawdę poważne i w tej całej sytuacji przełożeni wyciągali rękę do tego żołnierza stwarzając mu warunki do tego, żeby się rozwijał, budował swoja wiedzę, budował swoją właściwą pozycję w społeczeństwie. I przez znakomitą większość czasu udawało się temu młodemu człowiekowi pomagać - wyjaśnił dowódca operacyjny.

 

- W pewnym momencie, nie wiemy jeszcze kiedy, na pewno będziemy to bardzo dokładnie badać, bo służby bardzo intensywnie zajmują się tym przypadkiem, nie wiadomo, co dokładnie się stało, żołnierz postanowił zrobić coś takiego, czego dokonał w zasadzie wczorajszego popołudnia pod pretekstem oddalenia się z posterunku przekroczył granicę z Białorusią - powiedział gen. Piotrowski.

 

ZOBACZ: Granica polsko-białoruska. Polski żołnierz uciekł na Białoruś? 16 Dywizja Zmechanizowana odpowiada

 

Jak stwierdził sprawą zaginionego żołnierza "zajmują się bardzo intensywnie odpowiednie służby, wojskowe i nie tylko". Według dowódcy operacyjnego "nie wiadomo, co dokładnie się stało i w którym momencie". Do ucieczki ze służby miało jednak dojść w czwartek po południu.

 

- Pod pretekstem oddalenia się z posterunku przekroczył granicę z Białorusią. Tam, jak zaczynamy się dowiadywać, udał się - nie wiemy, jeszcze czy do służb, czy miał jakiekolwiek kontakty z tamtej strony - to na razie badane wątki, bo to, co wiedzieliśmy do tej pory na to nie wskazywało. Zakładam, że błąkał się gdzieś przez te kilkanaście godzin po terenach Białorusi, dotarł do mediów i zaczynają do nas docierać różnego rodzaju fragmentaryczne obrazy - powiedział gen. Piotrowski.

 

WIDEO - Dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. br. Tomasz Piotrowski o dezercji polskiego żołnierza

 

"Będziemy mieli do czynienia z próbami manipulowania"

Dodał, że na Białorusi  "zaczyna się kreować obraz" jakoby polskie służby "dopuszczały się czynów haniebnych, niezgodnych z prawem".

 

- Jest to całkowitą bzdurą. Po pierwszych fragmentach widać, że dochodzi do ewidentnej manipulacji tym młodym człowiekiem w sposób perfidny. Po samym sposobie zadawania pytań, tym co się tam dzieje widać, że będzie wykorzystywany jako narzędzie w propagandzie przeciwko nam - powiedział generał.

 

Przypomniał, że żołnierz "postanowił dokonać aktu dezercji" i "przeszedł na stronę, gdzie pewnie wydaje mu się, że skoro reżim Łukaszenki generuje proces kryminogenny szykanując migrantów, zmuszając niejednokrotnie bogu ducha winnych ludzi do przekraczania granicy polsko-białoruskiej, to skoro są tam takie obniżone standardy przestrzegania prawa, to będzie mu tam łatwiej".

 

ZOBACZ: Granica polsko-białoruska. Jedna grupa migrantów uzbrojona w granaty hukowe, druga na pontonie

 

- Tutaj w Polsce nie uniknie kary - powiedział dowódca operacyjny sugerując, że przełożeni zaczęli dostrzegać "podwójną grę" żołnierza i mogło się to przyczynić do jego decyzji.

 

"Uczulam Państwa, że teraz będziemy mieli do czynienia z próbami manipulowania przekazem informacyjnym. Chciałabym jednak zaapelować, aby ten pojedynczy przypadek, nie stał się obrazem żołnierzy i funkcjonariuszy, którzy codziennie dumnie stają w obronie polskiej granicy" - powiedział gen. Piotrowski.

 

- Chciałbym, aby ten pojedynczy przypadek Emila Czeczko nie stał się obrazem postawy żołnierzy, funkcjonariuszy odpowiedzialnych za ochronę granicy, aby nie stał się obrazem żołnierzy 16 Dywizji, która od kilkudziesięciu dni razem ze Strażą Graniczną z dużym wysiłkiem broni polskiej granicy, aby nie stał się obrazem żołnierzy 11 Mazurskiego Pułku Artylerii, którzy oprócz tego, że służą w obronie ojczyzny, stoją na granicy, to jeszcze w tym samym czasie budują nowe zdolności Sił Zbrojnych, wprowadzając do użycia Kraby i za chwilę wyrzutnie dalekiego zasięgu - podkreślił.

Błaszczak: przełożeni żołnierza odwołani ze stanowisk

Po odebraniu meldunku od gen. dyw. Krzysztofa Radomskiego dowódcy 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej, minister Mariusz Błaszczak podjął decyzję o odwołaniu ze stanowisk przełożonych żołnierza, który znalazł się na Białorusi.

 

Odwołani zostali dowódca baterii, dowódca plutonu i dowódca 2. dywizjonu w Węgorzewie - poinformowało w piątek na Twitterze MON.

 

ZOBACZ: Granica. Zaginiony żołnierz miał problemy z prawem. Szef MON Mariusz Błaszczak żąda wyjaśnień

 

Wcześniej szef tego resortu informował na Twitterze: "Żołnierz, który wczoraj zaginął miał poważne kłopoty z prawem i złożył wypowiedzenie z wojska. Nigdy nie powinien zostać skierowany do służby na granicę. Zażądałem wyjaśnień, kto za to odpowiada".

 

Żandarmeria Wojskowa: za dezercję do 10 lat więzienia

"Wobec żołnierza Emila C., który samowolnie opuścił miejsce pełnienia służby, zostanie wszczęte śledztwo w kierunku art. 339 § 3 kk – dezercja kwalifikowana, za co grozi kara pozbawienia wolności od roku do lat 10. Zawiadomienie w tej sprawie złożył Dowódca 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej" - poinformowała w piątek po południu Żandarmeria Wojskowa.

 

Polski żołnierz poszukiwany od czwartku

Polski żołnierz, 25-letni Emil Czeczko jest poszukiwany przez polskie służby od czwartku.

 

W piątek media poinformowały o tym, że porzucił służbę i uciekł na Białoruś. Informacja pojawiła się po tym, jak Białoruski Państwowy Komitet Graniczny (GPK), odpowiednik polskiej Straży Granicznej, poinformował w piątek rano, że polski żołnierz rzekomo poprosił o azyl na Białorusi.

 

Białoruski dziennikarz Tadeusz Giczan opublikował na Twitterze zdjęcie, na którym widać, jak polski żołnierz udziela wywiadu białoruskiej dziennikarce.

hlk/Polsatnews.pl/Polsat News /PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie