Uciekł do ISIS. Historia Jakuba Jakusa, polskiego dżihadysty

Polska
Uciekł do ISIS. Historia Jakuba Jakusa, polskiego dżihadysty
Polsat News

Jakub Jakus do dziś jest poszukiwany przez międzynarodowe służby za przynależność do ISIS, a jego nazwisko jest naznaczone najwyższą, czerwoną notą. Co doprowadziło wzorowego ucznia z katolickiego domu do zmiany wiary, radykalizacji i walki ramię w ramię z dżihadystami? To sprawdził Leszek Dawidowicz w programie "Raport".

Jakub Jakus wychowywał się w Sandomierzu. Reporter "Raportu" wybrał się do tego miasta, aby porozmawiać z jego rodziną. I aby zadać pytania nauczycielom jednego z sandomierskich liceów, czy zauważyli, jak w klasie maturalnej, nastąpiła radykalna przemiana ich ucznia.

 

- Zmienił religię. Poinformował nas też o pewnych zasadach, których przestrzegał. Na przykład takich, że nie podaje się ręki kobiecie. Takie zasady związane z religią. My to wszyscy szanowaliśmy - powiedziała była wychowawczyni polskiego dżihadysty. - Nie był na studniówce, bo religia tego zabrania. Nie ma go także na tablo szkolnym, bo zdjęć też "nie można umieszczać". Takie drobiazgi - dodała.

 

Jeszcze w trakcie nauki w liceum, młody chłopak udał się do meczetu w Lublinie. Meczetu, który dziś twierdzi, że nie przyłożył ręki do radykalizacji Polaka.

 

WIDEO: Materiał "Raportu" autorstwa Leszka Dawidowicza

 

- Szkoda ludzi, którzy mogli zginąć przez niego. Po drugie szkoda jego i tej rodziny, bo znaliśmy ich. To byli dobrzy ludzie. Tyle mogę powiedzieć. Znaliśmy go krótko, bo on był krótko z nami. Rozczarował wszystkich. A najbardziej samego siebie. Zmarnował sobie życie - mówi przedstawiciel meczetu w Lublinie.

Z Norwegii do Syrii

Jednak wybranie drogi zbrojnego dżihadu miało nastąpić w Norwegii, w meczecie, do którego trafił Jakub Jakus. To w meczecie w Norwegii zapadła decyzja o wyjeździe Polaka do Turcji. A później przez Turcję do Syrii. 

 

Jakus, kiedy trafił do Syrii, namawiał swoich przyjaciół do odwiedzenia go w tym miejscu. Według polskich służb, Jakus miał namawiać też innych Polaków do wybrania drogi zbrojnego dżihadu.

 

ZOBACZ: Znaleźli nagranie dżihadystów. Tak szkolą się do porwań, zamachów i morderstw

 

Jakub często dzwonił do matki i opowiadał o jego na pozór szczęśliwym życiu w Syrii. 

 

- Pobrał się właśnie z tą Aishą, z którą wzięli ślub. Dziewczynka im się urodziła - Marysia. Jeden z przyjaciół dał mu dom do mieszkania - powiedziała matka Jakusa. - On ze mną "kucharzył". W ogródku robił, ciasta piekł, gotował, kolacje szykował, na pianinie grał, w kościele śpiewał, na świadectwie najlepsze oceny, paski. Muchy nie skrzywdził - wspomina.

 

Leszek Dawidowicz: Myśli pani, że on żyje?

Matka Jakuba Jakusa: Moje odczucie... myślę, że żyje.

Leszek Dawidowicz: Nawet, jeśli nie żyje, to nie ma pani grobu...

Matka Jakuba Jakusa: Ale żyje we mnie.

 

Kobieta nie wierzy, że mógłby zabić człowieka. - On by nawet muchy nie skrzywdził. To był najlepszy chłopiec z moich czterech - stwierdziła.

Na zawsze na liście poszukiwanych

Jakub Jakus, według komunikatu ISIS, zginął w walce. W nieswojej wojnie, gdzie musiał zabijać wskazanych przez dowództwo przeciwników. "Niech Allah ma go w swojej opiecie" - tak brzmiała oficjalna i jedyna informacja ze strony dżihadystów. 

 

Zdaniem byłego oficera wywiadu, Marcina Falińskiego, radykalizacja Polaka mogła być inspirowana przez służby zainteresowanymi metodami rekrutacji nowych bojowników. Jeżeli jednak tak było, to chłopak zapewne nie miał tej świadomości.

 

Polak zapewne już nigdy nie zniknie z listy Interpolu. Do tego musiałoby się odnaleźć jego ciało. Jakub Jakus już zawsze będzie widniał jako poszukiwany za przynależność do ISIS.

kmd/"Raport" Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie