Bracia mają trafić na bruk. Alarmują, że zostali oszukani

Polska
Bracia mają trafić na bruk. Alarmują, że zostali oszukani
"Interwencja"
Schorowani mężczyźni wciąż nie wiedzą, jaka będzie ich przyszłość. Jak sami mówią, liczą po prostu na sprawiedliwość.

Bracia Andrzej i Marek Świetlikowie mogą stracić mieszkanie w Kołobrzegu i trafić na bruk. Powód to prywatna pożyczka, jaką zaciągnęli u pracownika lombardu. Jeden z braci ma problemy ze wzrokiem, drugi ukończył tylko szkołę specjalną. Twierdzą, że zostali zmanipulowani i nie czytali umowy. Zapewniają, że nie pożyczyli kilkudziesięciu tysięcy złotych, lecz znacznie mniej. Reportaż "Interwencji".

Bracia Andrzej i Marek Świetlikowie mieszkają w Kołobrzegu. Pan Andrzej jest niewidomy, a jego brat Marek jest na rencie.

 

"Leżę całkiem na łopatkach"

 

- Rodzice tu mieszkali, a ja po nich to odziedziczyłem. Trzydzieści lat już jestem na rencie chorobowej. Nie idzie związać koniec z końcem przez  opłaty, a teraz jeszcze się narobiło, brat mnie załatwił i leżę całkiem na łopatkach - mówi "Interwencji" Marek Świetlik.

 

- Handlowałem dorywczo perfumami, okularami na rynkach i promenadzie w Kołobrzegu. Dostałem za to mandat i potrzebowałem na zapłatę grzywny 1500 zł. I tak przypadkowo znalazłem się w tym lombardzie, gdzie zaproponowałem pożyczkę - opowiada Andrzej Świetlik

 

- Ten właściciel bratu nie pożyczył, tylko pracownik. Prywatnie, ze swoich prywatnych pieniędzy - dodaje w rozmowie z "Interwencją" Marek Świetlik.

 

ZOBACZ: Do domu brakuje mu trzech metrów. Na drodze zamknięta brama

 

Ci panowie zgłosili się do mnie, ponieważ wszedł do nich komornik i zaczął prowadzić egzekucję z mieszkania, które należy wyłącznie do pana Marka. Pan Andrzej nie jest właścicielem tego mieszkania. Okazało się, że pan Andrzej kilka razy pożyczył od pewnego pana kilka drobnych pożyczek, rzędu 500, 600 zł - tłumaczy "Interwencji" Edward Stępień, adwokat braci.

 

Właściciel lombardu twierdzi, że o sprawie nic nie wie, a były już pracownik działał za jego plecami. Z kolei Jacek D. odmówił nam wyjaśnień.

 

- Największa pożyczka to było 1500 zł. Natomiast na umowie pożyczki jest już 15 tysięcy złotych, później następna pożyczka 18 tysięcy złotych i 20 tysięcy złotych. Żaden z panów żadnej umowy tych pożyczek nie czytał - twierdzi mec. Edward Stępień.

 

"Był papier, nawet się nie zapoznałem"

 

- Ja nie czytałem. Był papier, a co tam pisało, nawet się nie zapoznałem, bo nie dawał! Tylko: podpisz pan, raz, raz. 1500 zł dał i uciekł. Mi nawet do głowy nie przyszło, dlaczego on nie zostawił dokumentów i dlaczego nie przeczytałem, dzisiaj żałuję. Po prostu mi tak zawrócił w głowie, że ja nie wiem - mówi Marek Świetlik.

 

- Pan Andrzej jest osobą niedowidzącą, ostatnio już praktycznie całkowicie jest niewidomy, natomiast pan Marek w dzieciństwie przebył ciężką chorobę, w związku z tym ma niedomagania natury psychicznej, skończył szkołę specjalną, praktycznie nie umie pisać i czytać, potrafi się jedynie podpisać - zaznacza adwokat Edward Stępień w rozmowie z "Interwencją".

 

ZOBACZ: Stracili dom. Drzwi i okna zabito płytami

 

- Przecież ja pożyczałem, a nie brat! To dlaczego na brata zrobił umowę pożyczki na 15 tys. zł? On takich pieniędzy w ogóle nie widział i ani
złotówki nie otrzymał - podkreśla Andrzej Świetlik.

 

Adwokat braci uważa, że Jacek D. "zorientował się, że pan Andrzej nie ma pieniędzy, a pan Marek był właścicielem ładnego mieszkania w
bardzo dobrym punkcie w Kołobrzegu, które można spieniężyć, co się teraz dzieje".

 

WIDEO: - Pan Marek był właścicielem ładnego mieszkania - mówi adwokat Edward Stępień

  

 

"Jeden  ociemniały, a drugi analfabeta"

 

W 2018 roku Sąd Rejonowy w Kołobrzegu wydał braciom nakaz zapłaty kwot, jakie rzekomo pożyczyli od Jacka D. Bracia od wyroku się
odwołali, ale sąd nie uwzględnił ich żądania, ponieważ dokument nie spełniał wymogów formalnych.

 

- Przedstawiłem pełną dokumentację medyczną dotyczącą obu panów, natomiast sąd uznawał, że panów należy traktować - jednego  ociemniałego, a drugiego analfabetę - jak ludzi, którzy pokończyli uniwersytety - mówi "Interwencji" Edward Stępień, adwokat braci.

 

ZOBACZ: Śmieci i fetor na korytarzu. Sąsiad to nałogowy zbieracz

 

- Tutaj sąd, przynajmniej wówczas, nie miał żadnych powodów do tego, żeby przypuszczać, że ich działania są w jakiś sposób bardzo  utrudnione, czy ich stan zdrowia właściwie uniemożliwia prowadzenie jakiejkolwiek obrony - mówi Sławomir Przykucki z Sądu Okręgowego w Koszalinie.

 

Wyrok się uprawomocnił i braciom grozi egzekucja komornicza. Jednocześnie toczy się sprawa karna przeciwko Jackowi D., który udzielał
pożyczek. Postawiono mu zarzuty sfałszowania umów pożyczkowych. Schorowani mężczyźni wciąż nie wiedzą, jaka będzie ich przyszłość. Jak sami mówią, liczą po prostu na sprawiedliwość.

hlk/"Interwencja"/Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie