Gazem w taksówkarza. "Gdyby nie był synem komendanta, już by nie pracował w policji"

Polska
Gazem w taksówkarza. "Gdyby nie był synem komendanta, już by nie pracował w policji"
Interwencja

Taksówkarz walczy o ukaranie policjanta, z którym wdał się w krótką wymianę zdań. W jej wyniku pan Tomasz został potraktowany gazem, skuty w kajdanki i wywieziony na "dołek". Wobec policjanta - syna koszalińskiego komendanta - wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Policja z kolei postawiła zarzuty żonie pana Tomasza, twierdząc, że znieważyła funkcjonariuszy. Reportaż "Interwencji".

Historię pana Tomasza "Interwencja" przedstawiała kilka miesięcy temu. Mężczyzna jest taksówkarzem. Ma 48 lat, mieszka w Koszalinie, ma żonę i dwoje dzieci. 18 sierpnia zeszłego roku wybrał się po drobne zakupy do osiedlowego sklepu. Okazało się, że przed jego przyjściem miała tam miejsce awantura. Rozegrały się sceny jak z sensacyjnego filmu.

 

Pewien mężczyzna wulgarnie obrażał kobietę z małym dzieckiem. Według świadków miał nóż i próbował odebrać dziecko.

 

- Zachowywał się bardzo agresywnie, ta kobieta była przerażona, ja zresztą też zaczęłam się bać – mówiła "Interwencji" ekspedientka sklepu.

 

ZOBACZ: Kierowca audi uciekł policjantom. W trakcie pościgu padło wiele strzałów

 

Na miejsce wezwano policję. Patrol przyjechał dopiero po około godzinie.

 

- Policjant już wchodząc do sklepu był zdenerwowany, bardzo agresywny, miał do mnie pretensje, że ja w ogóle wezwałam policję, krzyczał – opowiadała ekspedientka sklepu.

 

- Miałam wrażenie, jakby policjant był pod wpływem narkotyków, bo to zachowanie było nienormalne – dodała sąsiadka pana Tomasza, świadek zdarzenia.

 

Ekspedientka przekazała policjantom kartkę z adresem zaatakowanej kobiety i poprosiła, żeby tam pojechali. Tak się jednak nie stało. 

"Taką mamy policję w Polsce"

Pan Tomasz wszedł do sklepu  i skierował się do regału ze słodyczami. Kiedy wrócił, dyskusja policjantów z ekspedientką trwała. Mężczyzna stał w kolejce, żeby zapłacić.

 

- Mąż powiedział, że "taką mamy policję w Polsce". To zdanie, które padło - powiedziała Joanna Jakubowska.

 

- Nie słyszałem, by obrażał policję. Wydawał mi się być spokojnym człowiekiem – dodał świadek zdarzenia.

 

Wersja policji jest zupełnie inna.

 

- Nie chciałabym powtarzać tych słów, bo tam naprawdę oprócz jednego słowa, to jest stek wulgaryzmów i wyzwisk – informowała Alicja Śledziona z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.

Gazem w twarz

- Odwróciłem się i powiedziałem do kasjerki "do widzenia". Wyszedłem na dwór i ten policjant krzyknął coś za mną i wyleciał. Stanął tak brzuchem do mnie i mówi: dawaj dowód. Ja tak spojrzałem i mówię: najpierw niech się pan przedstawi i powie, dlaczego chce mnie wylegitymować, wtedy dam dowód. Policjant wyciągnął kajdanki i chciał mnie skuć – mówił pan Tomasz.

 

- Był tak zdenerwowany, że nawet nie umiał spiąć kajdankami bezbronnego człowieka -  twierdziła ekspedientka.

 

- Stałem równiutko, a on mi w tym momencie psiknął gazem dwa razy w twarz – dodał pan Tomasz.

 

Mężczyzna odruchowo zaczął uciekać.

 

- Zobaczyłam, że gonią go i tu na tym trawniku koło następnego budynku pan Tomek upadł. Widziałam, jak policjant kopał pana Tomka. Normalnie go kopał – opowiadał świadek zdarzenia.

 

- Położył się, wciągnął mnie na siebie i mnie dusił. On twierdzi, że ja właśnie wtedy go kopnąłem w piszczel. Leżąc – relacjonował pan Tomasz.

 

Interwencję policji nagrał monitoring. Dziennikarze "Interwencji" chcieli, by wraz z nimi obejrzała je Alicja Śledziona - rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie i wskazała, w którym momencie pan Tomasz miał zachowywać się agresywnie.

 

- Nie będę udzielała informacji na temat swojego zdania, ponieważ ono nie jest wiążące w tej sprawie, wiążące jest postępowanie prokuratorskie, które jest w toku – padło w odpowiedzi.

Wyjął telefon i zaczął nagrywać

Jeden ze świadków zaczął nagrywać zdarzenie telefonem. - Żeby właśnie w jakiś sposób przerwać to. Wydaje mi się, że policjant, jak wyciągnąłem telefon, to spuścił z tonu – powiedział nam mężczyzna.

 

To fragment rozmowy zarejestrowanej na nagraniu:

 

- Proszę dowód osobisty…

- Ja wyskoczyłem z samochodu, bo zobaczyłem, jak go gonicie.

- Bardzo dobrze.

- Co jest przyczyną legitymowania?

- Poproszę dowód osobisty. Ma pan nagranie, które może posłużyć do tego, żeby być wykorzystane w sądzie.

- W jakim sądzie? A co ja takiego zrobiłem?

- Ten człowiek jest zatrzymany.

- Dowód osobisty poproszę.

- Ale w jakiej sprawie?

- Dowód osobisty!

- Podejdziemy do samochodu i panu dam.

- Od razu pana informuję, że wszelkie cechy osobopoznawcze, jak twarz, głos, nasza sylwetka, itd., wszystko jest zastrzeżone, jeżeli gdziekolwiek zostanie udostępniony ten film, to pana do sądu cywilnego podam.

Zarzuty dla żony pana Tomasza 

Podczas interwencji policji pojawiła się również żona pana Tomasza, która próbowała dowiedzieć się, dlaczego jej mąż jest zatrzymany.

 

- Dobiegła do nich, zaczęła krzyczeć: zostawcie go, on ma cukrzycę, on zasłabł. Bo nie wiedziała, co się w sumie stało, tak? – tłumaczył świadek zdarzenia.

 

Joanna Jakubowska zapewnia, że nie była agresywna w stosunku do policjantów i nie obrażała ich. - Jestem na 100 procent tego pewna. Policjant powiedział do mnie, że zostanie wobec mnie wszczęte postępowanie, bo powiedziałam, że policja to k***  – podkreśliła.

 

- Żaden świadek nie potwierdził wersji policji - dodał Michał Stępień, pełnomocnik pana Tomasza.

 

Około północy pan Tomasz trafił do izby zatrzymań. Na wolność wyszedł następnego dnia po południu. Kiedy to nastąpiło, policjanci przedstawili mu zarzut znieważenia funkcjonariusza i naruszenia jego nietykalności cielesnej. Grozi za to nawet do trzech lat więzienia.

 

- Po trzech miesiącach jeszcze żona dostała zarzuty, że znieważyła ich słownie – mówi Tomasz Jakubowski.

 

- Uważam, że jest to celowe działanie przeciwko nam – dodaje Joanna Jakubowska, przypominając, że zarzuty postawiono w komisariacie, którego komendantem jest ojciec policjanta, który zatrzymywał pana Tomasza.

 

Chcieliśmy porozmawiać z komendantem, ale okazało się to niemożliwe.

 

WIDEO: Reportaż "Interwencji".

  

"Światełko w tunelu"

Komendant Miejski Policji w Koszalinie wszczął w sprawie zatrzymania pana Tomasza specjalną kontrolę. Nie wykazała ona jednak żadnych nieprawidłowości. Ale po interwencji dziennikarzy Telewizji Polsat sprawą zajęła się Komenda Wojewódzka w Szczecinie. W wyniku przeprowadzonej tam analizy wobec policjanta wszczęto postępowanie dyscyplinarne.

 

"Uzasadnione jest przypuszczenie, że obwiniony (a więc policjant) używając wobec Tomasza Jakubowskiego środków przymusu bezpośredniego przekroczył swoje uprawnienia" – cytuje fragment oświadczenia Joanna Jakubowska. - To nam daje takie światełko w tunelu, że możemy wygrać tę walkę – dodaje.

 

- Żeby to nie był syn komendanta, to już by ten człowiek nie pracował na policji. On już by był wyrzucony od razu. Nawet nie ma co myśleć, tylko tak by było – uważa Tomasz Jakubowski.

 

Na wniosek komendanta miejskiego w Koszalinie sprawą feralnej interwencji zająć miała się prokuratura. Ta odmówiła jednak wszczęcia śledztwa. Nie dopatrzyła się w postępowaniu policjantów żadnych naruszeń prawa.

 

Pan Tomasz złożył jednak również zażalenie na swoje zatrzymanie  do Sądu Rejonowego w Koszalinie. Przegrał.

 

- Obywatele, gdy staje przed nimi policjant i żąda wykonania jakiejś czynności powinni liczyć się z tym, że powinni tę czynność po prostu wykonać. Sąd nie uwzględnił zażalenia na czynność zatrzymania i nie uwzględnił żądania stwierdzenia jej nielegalności, nieprawidłowości i bezzasadności – tłumaczy decyzję sądu sędzia Rafał Podwiński.

 

ZOBACZ: Wrocław. Zaatakował policjanta siekierą. Padły strzały

 

- Co ja mogę o tym sądzić? Normalnie jestem w szoku – komentuje pan Tomasz.

 

- Od razu skreślam dobre zakończenie mojej sprawy – uzupełnia jego żona.

 

Zarówno pana Tomasza, jak i jego żonę czeka teraz postępowanie prokuratorskie. Nie wiadomo, czy i kiedy śledczy skierują przeciwko nim akt oskarżenia. Nie wiadomo, komu tym razem uwierzy sąd, kiedy dojdzie już do procesu: policjantom czy panu Tomaszowi oraz powoływanym przez niego świadkom zdarzenia.

 

- Nie może być tak, że kładziemy uszy po sobie i się poddajemy, bo mundur ma władzę. Przecież też jesteśmy obywatelami, mamy równe prawa – podsumowuje Joanna Jakubowska, żona pana Tomasza.

zdr/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze