Ktoś płaci za oczernianie marszałka? Grodzki: to atak na Senat, podjęliśmy kroki prawne

Polska
Ktoś płaci za oczernianie marszałka? Grodzki: to atak na Senat, podjęliśmy kroki prawne
PAP/Leszek Szymański
Grodzki: wzywam ABW do pomocy ws. propozycji łapówki za fałszywe oczernienie mnie

- Pozwę o zniesławienie każdą osobę, która została przekupiona by oczerniać mnie ws. łapówek. Mam za sobą armie pacjentów - mówił marszałek Senatu Tomasz Grodzki. Zdaniem jego pełnomocnika, ataki są związane z jedną opcją polityczną. "Propozycja pięciu tys. zł. łapówki w zamian za fałszywe oskarżenie marszałka o korupcję; nieznany mężczyzna chciał przekupić byłego pacjenta" - donosi Radio Zet.

- Wzywam Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego do pomocy przy ustalaniu kto stoi za atakami na Senat i marszałka. Akcja "Senatgate" wydaje się być elementem większego planu pod kryptonimem "odzyskać Senat" - mówił Grodzki.

 

ZOBACZ: Sobolewski: Grodzki leci do Brukseli dwoma samolotami. W jednym jego ego, w drugim on sam

 

- Dzień po wyborze na marszałka Senatu pojawiło się 31 negatywnych komentarzy na mój temat i zaczęły pojawiać się haniebne oskarżenia o moje nieetyczne zachowania dot. korupcji. Zaprzeczałem temu konsekwentnie i zaprzeczam teraz. Nigdy od nikogo nie żądałem łapówek, ani ich nie przyjmowałem. Zaczęło mnie zastanawiać, że te anonimowe osoby zaczynają się mylić - ocenił. 

 

Wideo: Grodzki wezwał ABW do pomocy ws. propozycji łapówki za fałszywe oczernienie mnie 

 

  

 

Grodzki zaprzeczył w trakcie konferencji prasowej, jakoby przyjmował jako lekarz jakiekolwiek pieniądze od pacjentów w zamian za operacje oraz inne czynności medyczne. Marszałek Senatu przedstawił również nagranie dźwiękowe, na którym jego były pacjent ze szpitala w Zdunowie, Tadeusz Staszczyk, mówi o próbie przekupienia go w zamian za oczernianie Grodzkiego.

 

"Przyszedł do mnie do pokoju, wyjął portfel"


"Przyszedł do mnie do pokoju, wyjął portfel i oświadczył, że otrzymam 5 tys. złotych, jeżeli napiszę oświadczenie, że doktor Grodzki zażądał ode mnie pieniędzy i tylko po tym przyjąłby mnie do szpitala. Co jest fałszem, obłudą i draństwem. Zdenerwowałem się straszenie, aż mnie zatkało. Ponieważ bylem sam w domu nie mogłem go zatrzymać, kazałem mu natychmiast opuścić mieszkanie" - mówił na nagraniu pacjent.

 

Grodzki na konferencji pytał, kto dotarł do bazy pacjentów w Zdunowie, ile było osób, którym oferowano pieniądze w zamian za oczernianie go oraz kto złożył Staszczykowi tę propozycję.

 

Z informacji podanych na stronie tvp.info wynika, że "w danych katalogu IPN funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa pod sygnaturą »IPN Sz 0019/3593« można znaleźć bogatą historię Tadeusza Staszczyka w WUBP/WUds.BP, czyli Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego. Była to stalinowska jednostka terenowa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, funkcjonująca na terenie województwa szczecińskiego w latach 1946-1954".

 

Na konferencji prasowej Grodzki był pytany, czy pobierał pieniądze od swoich pacjentów. Marszałek Senatu odparł, że wielokrotnie mówił i kolejny raz powtarza, że nie pobierał od pacjentów pieniędzy.

 

- Nigdy nie pobierałem od pacjentów pieniędzy i nie żądałem żadnych pieniędzy za operacje, ani nie uzależniałem żadnych czynności medycznych od wpłacenia pieniędzy - odpowiedział Grodzki.

 

"Stawka była 150 lub 200 zł"

 

Dopytywany o głosy osób podające, że przekazywali mu kwoty w wysokości 1,5 lub 2 czy 3 tys. zł oraz czy przyjmując pacjentów np. w prywatnym gabinecie pobierał opłatę za konsultację medyczną, podkreślił: "Ci pacjenci, jeżeli zechcą ujawnić swoje imię i nazwiska, do tej pory są anonimowi, będę przeze mnie pozwani".

 

Jak zaznaczył, czym innym jest opłata za wizytę w gabinecie, w którym był sporadycznie z uwagi na liczne obowiązki, od wpłaty "jakiś kwot, które padają".

 

Pytany, czy przyjmował pieniądze od pacjentów w swoim prywatnym gabinecie i czy to mogły być kwoty rzędy od 1,5 do 3 tys. zł zapewnił: - Odpowiedź - nie. (...) Stawka w gabinecie w momencie, kiedy w nim przyjmowałem, a robiłem to niezwykle rzadko, była 150 lub 200 zł za wizytę - powiedział Grodzki.

 

Pełnomocnik Grodzkiego mec. Jacek Dubois poinformował natomiast, że zostały złożone zawiadomienia do prokuratury dotyczące zniesławienia marszałka Senatu przez dziennikarzy, zawiadomienia wobec osób, które stosowały groźby w stosunku do Grodzkiego, zawiadomienie dotyczące złamania tajemnicy lekarskiej oraz zawiadomienie dotyczące przestępstwa przeciwko wymiarowi sprawiedliwości w sprawie nakłaniania do składania fałszywych zeznań.

 

- Marszałek Senatu zaczyna otrzymywać groźby, takie szczucie może doprowadzić do tragedii - ocenił mec. Dubois.

 

Jak a aferze Watergate

 

- Nasza analiza prowadziła do tego, że wszelkie ataki idą z bardzo określonych źródeł związanych z bardzo określoną opcją polityczną – powiedział Dubois.

 

Wyjaśniając porównania do afery Watergate, Dubois powiedział, że w połowie listopada, po zapowiedzi orędzia marszałka, pojawił się "wpis osoby jednoznacznie związanej z Prawem i Sprawiedliwością", dzień później został zamieszczony wpis radnego PiS, a "następnie pojawiają się dziennikarze, wpisy związane tylko i wyłącznie z osobami związanymi z jedną opcją polityczną i bardzo jednoznacznie te swoje powiązania polityczne deklarujące". - Pojawiają się bardzo określone media związane z rządem i tylko tą drogą rozpowszechniają się te wiadomości – podkreślił adwokat.

 

Zaznaczył, że pozostałe media, przytaczając te wpisy, "spełniają jedynie swój obowiązek dziennikarski, czyli informują o pewnych zdarzeniach, które miały miejsce".

 

- Myśmy nigdy nie postawili zarzutu – bo na to nie mamy dowodów – co do działań strukturalnych, natomiast mamy dowody na działania osób, które wyrażają pewne bardzo określone poglądy i są związane z pewną określoną opcją polityczną – zastrzegł Dubois.

 

Przeszedł operację

 

Jak podało Radio Zet, dziennikarz stacji dotarł do Tadeusza Staszczyka, który osiem lat temu przeszedł operację wycięcia nowotworu.

 

ZOBACZ: Grodzki: nie mam sobie nic do zarzucenia

 

"Jego przypadek był bardzo ciężki i nikt nie chciał podjąć się operacji. Trafił do profesora Tomasz Grodzkiego, a ten miał uratować mu życie" - informuje stacja.

 

Według radia, kilka dni temu do pana Tadeusza dotarła osoba, która przedstawiła się jako pracownik szpitala. "Powiedział mi: »proszę mi napisać takie pisemko, że doktor Grodzki powiedział, że przyjmie na operację i do szpitala jeśli mu zapłacę pieniądze«. Wyciąga portfel i mówi: »Tu mam pięć tysięcy i panu daję, jeśli tylko pan napisze i podpisze«" - cytuje swojego rozmówcę radio. Pan Tadeusz nie zgodził się przyjąć łapówki. 

 

Po zajściu były pacjent prof. Grodzkiego "zadzwonił do szpitala, ale tam nikt nie wiedział, kim mógł być mężczyzna, który proponował mu pieniądze".

 

"Jest klasycznie wrabiany"

 

Sprawę politycy komentują w mediach społecznościowych.

 

"Pamiętacie, jak Donald Tusk mówił o współczesnych bolszewikach? To są właśnie takie metody..." - napisał poseł Borys Budka. 

 

"Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że trwa nagonka na prof. Grodzkiego? Teraz już wiemy, że jest klasycznie wrabiany. Przez kogo? Starożytni mówili is fecit cui prodest, ten zrobił kto skorzystał, wiemy kto na tym korzysta." - napisał poseł Robert Kropiwnicki (PO).

 

 

"W sprawnym państwie służby stanęłyby na głowie,żeby znaleźć wszystkich, którzy stoją za oczernianiem 3 osoby w państwie" - komentuje posłanka Agnieszka Pomaska. 

pgo/msl/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze