Został skazany za podpalenie lasu. Prezydent Duda go ułaskawił

Polska
Został skazany za podpalenie lasu. Prezydent Duda go ułaskawił
Facebook.com/Pomoc dla Dawida Szydło więzionego w Czarnogórze

Prezydent Andrzej Duda przychylił się do wniosku Prokuratora Generalnego i ułaskawił Dawida Szydło skazanego za nieumyślne spowodowanie pożaru - potwierdził rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Wcześniej 29-latek napisał list do prezydenta z prośbą o pomoc. Od czerwca br. Polak odbywał karę w Polsce, ale od sierpnia był poza murami więzienia na czas rozpatrywania wniosku o ułaskawienie.

W uzasadnieniu datowanej na 20 września decyzji o ułaskawieniu, zaznaczono, że prezydent podejmując decyzję o skorzystaniu z prawa łaski, "miał na uwadze względy humanitarne, a w szczególności: tragiczny splot zdarzeń, które doprowadziły do nieumyślnego zdarzenia, dotychczasową niekaralność, odbycie części kary pozbawienia wolności, obecne zachowanie i wiek osoby skazanej".

 

Jak przypomina Onet, od 14 czerwca Polak przebywał w Zakładzie Karnym w Wadowicach, z którego został przeniesiony do Trzebini, wtedy złożył wniosek o zastosowanie prawa łaski.

 

Szydło jest wolny od sierpnia 2019 r. "Gazeta Krakowska" informowała wówczas, że Sąd Okręgowy w Krakowie pozytywnie zaopiniował prośbę o ułaskawienie jaką wystosował 29-latek. Krakowski sąd zawiesił mu też wykonanie kary 10 miesięcy więzienia, którą odbywał już w Zakładzie Karnym w Trzebini.

 

Mężczyzna przeprosił

 

- Chciałbym wszystkich was, i państwo Czarnogórę, i mieszkańców miejscowości Bar prosić o wybaczenie tej nieroztropnej wyprawy, tego, co się wydarzyło w tę noc. To nie było umyślne. Przepraszam, że naraziłem was na takie niebezpieczeństwo. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczycie i że czas zaleczy wasze rany - mówił w 2017 r. na nagraniu Dawid Szydło.

 

 

27-letni Dawid Szydło razem ze znajomymi z Oratorium Salezjańskiego w Oświęcimiu był w sierpniu w okolicach Baru w Czarnogórze.


Jednego z ostatnich dni udał się na samotny spacer w góry i zabłądził.


"Trasa okazała się bardzo zaniedbana i koniec końców wymagająca. Wracając zabłądziłem, stoczyłem się na dół zbocza w gęste chaszcze, z których nie mogłem się wydostać. Skończyła mi się woda, było bardzo upalnie" - opisywał w liście do prezydenta Andrzeja Dudy.

 

Zobacz również: "Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczycie". Polak przeprasza za spowodowanie pożaru w Czarnogórze


"Padła decyzja, by rozpalić ogień"


Udało mu się skontaktować z lokalnymi służbami ratunkowymi, którym usiłował wskazać miejsce pobytu.


Powiadomił też uczestników wycieczki, którzy wezwali policję i także próbowali odnaleźć 27-latka.


"Znaki, jakie dawałem, machając koszulką zawieszoną na 4-5 metrowym kiju nie zostały zauważone. Padła decyzja, by rozpalić ogień. Jako skaut miałem przy sobie zapalniczkę, igłę, nici, taśmę oraz kilka innych przydatnych rzeczy" - relacjonował.


"Płomienie w ciągu kilku sekund przeskoczyły i zajęły sąsiednie rośliny"


Jak podkreślił, wiedział, że "ogień w tych warunkach jest ekstremalnie niebezpieczny".


"Od kilku miesięcy w tym rejonie nie padał deszcz. Wszystko było wysuszone na wiór. Skleciłem małe palenisko z kamieni i zapaliłem patyki, suchą trawę i trochę liści, by powstał dym. Nikt go nie zauważył. Wiedziałem, że nie mogę zapalić większego ognia, bo ten szybko przeniesie się na pobliskie krzewy i trawy" - opisywał.


Jak podkreślił, to ratownicy kazali mu rozniecić ogień. "Stwierdzili nawet, że jeśli coś się zapali to będę bezpieczny, ponieważ płomienie powędrują w górę zbocza. Tak się stało. Kiedy tylko zapaliłem nazbierany chrust płomienie w ciągu kilku sekund przeskoczyły i zajęły sąsiednie rośliny" - napisał.

 

Zobacz również: Polak podejrzany o podpalenie lasu od miesiąca przebywa w areszcie w Czarnogórze. Rodzina prosi o pomoc


"Byłem przekonany, że piekło się skończyło. To był dopiero początek"


Ogień rozprzestrzeniał się niebezpiecznie szybko i Szydło zmuszony był przed nim uciekać. Jak opisywał, stoczył się 20 metrów w dół, przy czym bardzo poranił plecy. Na dole znaleźli go dwaj mężczyźni.


"Byłem przekonany, że piekło właśnie się dla mnie skończyło. To był dopiero początek. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, powiedziano mi, że musimy pojechać na policję złożyć zeznania, że pożar powstał nieumyślnie, że miałem dać tylko znaki ratownikom na ich wyraźne polecenie, także policjantki, z którą byłem cały czas w kontakcie, pod numerem 112. Mówiła wyraźnie, że ognisko to znak, bym słuchał ratowników, nawet gdy miałem skoczyć w przepaść" - opisywał mężczyzna w liście do prezydenta.


"Z ofiary ratującej życie stałem się kryminalistą"


Według jego relacji, został natychmiast zatrzymany. Jak dodał, tylko dzięki stanowczym prośbom został zawieziony do szpitala i opatrzony. Kolejne trzy noce spędził w areszcie w Barze, później sąd orzekł wobec niego 30-dniowy areszt w Podgoricy.


"Z ofiary ratującej własne życie stałem się kryminalistą, terrorystą – podpalaczem. Odłączony od swojego kraju, języka, rodziny, bliskich i Kościoła. Zamknięty. Skazany bez wyroków. Przez ten czas adwokat z urzędu odwiedził mnie tylko raz. Pierwszego dnia w Podgoricy. Bardzo pomaga mi Konsul, pan Ryszard Michalski, ofiarując swoje wsparcie, kontaktując się z moją rodziną, odwiedzając mnie" - napisał mężczyzna.


27-latek opisywał, że w celi przebywa m.in. z „mordercą, gwałcicielem i przemytnikiem kobiet”. Nie ma też prawa kontaktu z rodziną ani przyjaciółmi.

 

Zobacz również: Ze złości i po alkoholu miał podpalić kościół. Później myślał, że to był tylko sen


"Wiem, że ma Pan całą Polskę na głowie"


"Jeśli mógłby Pan zrobić dla mnie cokolwiek w tej sprawie, by przyspieszyć mój powrót do domu, do Polski, do mojej pracy, rodziny... będę niezwykle wdzięczny. Nie jestem zbrodniarzem czy przestępcą, a zostałem tak potraktowany, w nieludzki sposób" - napisał do prezydenta.

 
"Wiem, że ma Pan całą Polskę na głowie i ogrom pracy na co dzień. Jestem za to niepowtarzalnie wdzięczny. Modlę się za Pana i całą Polską Rodzinę. Mimo wszystko wierzę, że  znajdzie Pan chwilę, by zerknąć na moją sprawę, bym mógł wrócić do mojej rodziny. Liczę na Pańską pomoc" - dodał.

 

Według szacunków lokalnych władz, straty powstałe wskutek pożaru mogą wynieść nawet 3 miliony euro.

msl/ onet.pl, "Gazeta Krakowska", polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze