18 działaczy Greenpeace zeszło z dźwigów w Porcie Gdańskim

Polska

18 z ponad 20 aktywistów organizacji ekologicznej Greenpeace zeszło w środę po południu z dźwigów w Porcie Gdańskim. W środę rano wspięli się na portowe żurawie w terminalu węglowym i zatrzymali ich pracę. Protestowali w ten sposób przeciw spalaniu węgla w celach energetycznych.

Jak poinformowała rzecznik prasowa Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku podinsp. Joanna Kowalik-Kosińska, o godz. 20: 00 po akcji mediacyjnej i innych działaniach policji łącznie już 18 osób zeszło z dźwigów. Zostali zatrzymani przez policjantów i przewiezieni do jednostek policji celem złożenia wyjaśnień. Ewentualne zarzuty będą wynikały z ustaleń funkcjonariuszy.

 

29 ekologów

 

- W środę rano 29 ekologów wspięło się na dźwigi przeładunkowe w terminalu węglowym portu w Gdańsku i zatrzymało ich pracę - informowała wcześniej polsatnews.pl Katarzyna Guzek, rzeczniczka prasowa Greenpeace Polska. To kolejna akcja aktywistów z Greenpeace w porcie gdańskim. Po spotkaniu z przedstawicielami Portu Gdańsk policja przyjęła zawiadomienie o przestępstwie.

 

Ekolodzy wywiesili również transparent z napisem "Polska bez węgla 2030". Jak podkreśla Guzek "to pokojowy protest", który ma na celu zwrócić uwagę polskiego rządu na pilną potrzebę działań na rzecz ochrony klimatu i konieczność odejścia od węgla do 2030 r.

 

Policja spotkała się z przedstawicielami portu i podjęto decyzję, że zostanie złożone zawiadomienie o przestępstwie. Nikt nie został zatrzymany. Aktywiści nadal przebywają na dźwigach. Policjanci zabezpieczają teren i - jak podkreśliła rzecznik - "będą starali się zakończyć sprawę w sposób jak najbardziej bezpieczny".

 

- Przyjmujemy właśnie zawiadomienie o przestępstwie, to jest naruszenie miru domowego - powiedziała około południa rzecznik prasowa komendanta wojewódzkiego policji w Gdańsku podinsp. Joanna Kowalik-Kosińska.

 

Dodała, że chodzi o wtargnięcie osób nieuprawnionych na teren portu, za co grozi kara do roku pozbawienia wolności. - To jest odpowiedzialność prawno-karna. Jest też (odpowiedzialność - red.) cywilno-prawna, ale to już pomiędzy portem a tymi osobami - pewnie jakieś sprawy odszkodowawcze - wskazała Kowalik-Kosińska.

 

"Są gotowi spędzić tam noc"

 

- Trwa protest grupy aktywistów i aktywistek, którzy blokują rozładunek węgla w porcie. To jest ten sam statek w sprawie którego protestowano w poniedziałek. Aktywiści są gotowi, aby zostać na miejscu przez jakiś czas, nawet spędzić tam noc - informował wczesniej Paweł Szypulski z Greenpeace

 

Jak podkreślił, osoby które weszły na dźwigi to są osoby świadome problemu, "bardzo dobrze rozumieją naturę kryzysu klimatycznego i to, jak wielkim jest zagrożeniem". 

 

- To są aktywiści z różnych krajów ponieważ kwestia zmiany klimatu to jest kwestia, która nie ma granic. Cała Unia Europejska, nie tylko Polska, musi być wolna od węgla do 2030 roku. Jeżeli nieustannie będziemy spalać paliwa kopalne czyli węgiel, ale również gaz czy ropę naftową świat nieuchronnie stanie na skraju katastrofy klimatycznej - mówił Szypulski.


- Ten akt odwagi ma pokazać, że nie zgadzamy się na chowanie głowy w piasek przez polityków - dodał.

 

Podkreślił, że ten protest to silny przekaz do rządu.

 

"Węgiel stop"

 

W poniedziałek aktywiści namalowali na burcie statku węglowego ogromny napis "Węgiel stop", a żaglowiec należący do nich, Rainbow Warrior, wpłynął do portu i rzucił kotwicę przy terminalu węglowym, blokując transport węgla do Polski.

 

PAP/Marcin Gadomski

 

Interweniowała straż graniczna, zatrzymano dwóch obcokrajowców. We wtorek do prokuratury wpłynęły akta ich sprawy.

 

Zatrzymane przez funkcjonariuszy Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku osoby, to obywatel Hiszpanii, kapitan żaglowca "Rainbow Warrior", należącego do Greenpeace oraz aktywistka tej organizacji z Austrii, która pływała na pontonie w porcie. Są oni podejrzewani o naruszenie przepisów bezpieczeństwa żeglugi i ustawy o straży granicznej.

 

Statystyki

 

W ciągu ostatnich dwóch lat import węgla do Polski wzrósł ponad dwukrotnie, do prawie 20 milionów ton. Co czwarta tona węgla kamiennego używana nad Wisłą pochodzi z zagranicy. Zdecydowana większość trafia do nas z Rosji, a reszta z krajów tak odległych, jak Australia, Stany Zjednoczone, Kolumbia czy Mozambik. Jak wykazują analizy eksperckie, na które powołują się aktywiści, jeśli nie odejdziemy od spalania węgla, import będzie w kolejnych latach rosnąć. 

las/ml/prz/pgo/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze