Rzymska fontanna di Trevi może być zamykana z powodu tłoku

Świat

Turyści w Rzymie muszą liczyć się z tym, że nie zobaczą z bliska fontanny di Trevi, bo będzie niedostępna. Straż miejska może zamknąć słynny zabytek, gdy zgromadzi się tam zbyt duży tłum i otoczyć go taśmą ochronną z zakazem zbliżania się.

W szczycie sezonu letniego strażnicy miejscy zaczęli stanowczo stosować nowe rozporządzenie władz stolicy o ochronie zabytków i największych atrakcji turystycznych, które m.in. zobowiązuje do zamknięcia dostępu do schodków wokół fontanny, gdy jest tam za dużo ludzi. W takim tłoku bowiem - jak wyjaśniono -funkcjonariusze nie są w stanie upilnować ludzi, by nie siadali na brzegach fontanny, co jest zabronione. Grozi za to m.in. kara grzywny do 450 euro lub wydalenie z miasta na 48 godzin.

 

Utrata kontroli nad tłumem

 

O tym, jak przepisy te są egzekwowane, zwiedzający z całego świata przekonali się w sobotę, gdy po południu oblężona za wszystkich stron przez napierający tłum barokowa fontanna została otoczona przez taśmę i przez ponad dwie godziny nie można było do niej się zbliżyć i robić przy niej zdjęć.

 

Setki ludzi zmuszono tym samym do tego, by podziwiali arcydzieło architektury z daleka. Turyści nie mogli również z tego powodu dochować wierności tradycji, która nakazuje, by wrzucić monetę do wody, jeśli chce się wrócić do Rzymu. Tafla wody była za daleko i wiele osób nie trafiło do fontanny.

 

Jak relacjonuje rzymski dziennik "La Repubblica", strażnicy miejscy nie tylko pilnowali, aby turyści nie łamali zakazu i nie podchodzili do zabytku, ale także zbierali cierpliwie z ziemi monety, które nie doleciały do celu, i wrzucali je do wody. Blokada fontanny została zdjęta, gdy tłum zmniejszył się.

 

Tak może być za każdym razem w przypadku tłoku, nad którym straż miejska będzie tracić kontrolę. Władze Rzymu planowały w przeszłości podobne rozwiązania w przypadku m.in. słynnych Schodów Hiszpańskich.

las/zdr/ PAP, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze