"Państwo w Państwie": dostali 50 mln zł kredytu. Robią wszystko, żeby bank nie odzyskał pieniędzy

Polska

Zorganizowana grupa miała wyłudzić ponad 50 mln zł kredytów na budowę centrum konferencyjnego w Opolu. Okazało się, że "inwestorzy" nigdy nie chcieli spłacić pożyczek, a teraz robią wszystko, aby bank nie odzyskał pieniędzy. Gdy komornik złożył wniosek do sądu w sprawie licytacji, prezes spółki złożył wniosek o upadłość, a sąd zaakceptował go, opierając się na nierzetelnych dokumentach od syndyka.

- Zorganizowana grupa występowała do banku o udzielenie kredytu. Zabezpieczenia kredytu na papierze wyglądały w miarę poprawnie, a w rzeczywistości nie było to tak "różowo" - mówi Janusz Kaliszyk z zarządu Plus Banku.

 

Spółka potrzebowała kredytów na budowę centrum konferencyjno-handlowego DomExpo w Opolu. Prezes spółki, do której należy centrum

zawarł szereg skrajnie niekorzystnych dla niej umów. Między innymi dlatego centrum znalazło się w trudnej sytuacji finansowej.

 

- Dość szybko okazało się, że kredyty nie są spłacane. Jak nam się udało ustalić, pieniądze były przekazywane na inne cele - dodaje Kaliszyk.

 

Gdy bank, który nie otrzymywał spłat swoich kredytów zaczął starać się o licytacje obiektu, prezes spółki złożył wniosek o ogłoszenie upadłości. W ten sposób utrudnił odzyskanie pieniędzy przez bank. Upadłość pozwoli jednak nadal kontrolować nieruchomość przez tych samych ludzi, którzy doprowadzili do jej finansowej zapaści.

 

Centrum podpisało umowy najmu lub dzierżawy ważne nawet do 2037 roku ze spółkami, które były osobowo i kapitałowo powiązane ze spółką będącą właścicielem DomExpo. Dzięki upadłości ludzie, którzy zarządzają spółką, nadal będą czerpać z niej korzyści. "Państwo w Państwie" ustaliło, że syndyk może zarobić w tym postępowaniu upadłościowym około 450 tys. zł.

 

Teraz bank zamiast odzyskać swoje należności w drodze licytacji będzie musiał czekać, na koniec upadłości.

 

- DomExpo to centrum handlowe i konferencyjne w Opolu. Do niedawna tętniło życiem, dziś stoi praktycznie puste, a to wszystko w wyniku decyzji opolskich sądów - ustaliła Agnieszka Zalewska, reporterka programu "Państwo w Państwie".

 

- Adam K. był prezesem spółki i postanowił wystąpić do sądu o ogłoszenie jej upadłości tak, aby bank nie mógł łatwo odzyskać swoich środków - powiedział reporterce "Państwa w Państwie" członek zarządu Plus Banku.

Zapytany o to na jakiej podstawie podjęto decyzję o upadłości, Hubert Frankowski, prezes Sądu Rejonowego w Opolu, powiedział, że podejmował ją sąd.

 

- Są to kwestie merytoryczne, które podlegają ocenie sądu odwoławczego, a nie prezesa sądu - powiedział sędzia Frankowski.

Członek zarządu banku uważa, że syndyk niewystarczająco rzetelnie sprawdziła stan majątku firmy, która upadała.

 

- Wydaje mi się, że bardzo powierzchownie zapoznawała się z dokumentacją - powiedział bankowiec.

Syndyk broni się, że nie chodzilo jej o wynagrodzenie, które w tej sytuacji jest dość wysokie.

 

- Wynagrodzenie będzie takie, jakie sąd przyzna, a do tego jest jeszcze bardzo daleko - powiedziała syndyk reporterce "Państwa w Państwie".

 

-  Z tego co ja zrozumiałam, pani syndyk do końca nie pamięta, co ujęła w sprawozdaniu. To są publiczne dane, ta pani syndyk nie prowadziła zbyt wielu upadłości spółek prawa handlowego i nie były to też spółki o tak znacznej wartości. Ona mówi, że nie pamięta praktycznie największej sprawy, którą prowadziła. Można nie pamiętać, co się miesiąc temu jadło na śniadanie, ale to jest bardzo duża sprawa - mówi Katarzyna Ostap-Tomann, członek zarządu Plus Banku. 

- Zorganizowana grupa występowała do banku o udzielenie kredytu - uważa członek zarządu banku.

Jego przekonanie potwierdza prokuratura.

 

- Chodzi tu o niebagatelną kwotę ponad 50 mln zł - potwierdził prokurator Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. - Niewątpliwie mamy do czynienia z bardzo zorganizowanym i przemyślanym przedsięwzięciem, którego skutki i sposób przeprowadzania mogą świadczyć o tym, iż doszło do popełnienia przestępstwa.

 

- Po jakimś czasie, a nawet dość szybko, okazało się, że są niespłacane, ponieważ pieniądze były przeznaczane na inne cele - twierdzi przedstawiciel zarządu banku.


Ekipa "Państwa w Państwie" była w siedzibie firmy księgowej, aby porozmawiać z Adamem K., który był prezesem spółki. Zdenerwowany mężczyzna, który przebywał w pomieszczeniach firmy księgowej wypychał reporterów z biura.

 

  

 

Agnieszka Zalewska: - Ja do pana Adama K.?
Zbigniew B.: - To jest mój pokój proszę pani i tu nie ma nikogo, i nie będzie pani... Nie jest pani z prokuratury, proszę wyjść...
Agnieszka Zalewska: - Może pan mnie nie szarpać?
Zbigniew B.: - Nie, to proszę wyjść.

Agnieszka Zalewska: - Proszę pana, już wychodzimy.

 

- Uważamy, że pieniądze wyłudzono i bank jest tu poszkodowany, pokrzywdzony w tej sprawie - stwierdził przedstawiciel banku.

 

-  Z tego co ja zrozumiałam, pani syndyk do końca nie pamięta, co ujęła w sprawozdaniu. 

 

hlk/ Polsat News, "Państwo w Państwie", polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze