"Nikogo nie skrzywdziłem". Były prezes spółki Srebrna o swojej współpracy z SB

Polska
"Nikogo nie skrzywdziłem". Były prezes spółki Srebrna o swojej współpracy z SB
nfosigw.gov.pl

- Nigdy nie podjąłem z SB współpracy, która doprowadziłaby do czyjejś krzywdy - oświadczył w czwartek Kazimierz Kujda, obecny prezes NFOŚiGW i były prezes spółki Srebrna. Przyznał, że mógł "podpisać jakieś dokumenty" ubiegając się o wyjazd za granicę. Zapowiedział, że wystąpi do IPN o autolustrację. Kujda w jawnym inwentarzu IPN figuruje jako tajny współpracownik o pseudonimie "Ryszard".

"W związku z medialnymi spekulacjami i pytaniami dziennikarzy, w których sugeruje się, że byłem tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL, oświadczam, że nigdy nie podjąłem z SB współpracy, która prowadziłaby do krzywdzenia kogokolwiek lub naruszania czyichś dóbr. W szczególności nigdy nie podjąłem i nie prowadziłem działań polegających na donosach czy ujawnianiu informacji o osobach trzecich" - napisał Kujda w oświadczeniu.

 

"Przyznaję natomiast, że w latach młodości - w okresie studenckim, przy okazji ubiegania się o paszport na wyjazdy do tzw. krajów kapitalistycznych w Zachodniej Europie - mogłem podpisać jakieś dokumenty podsunięte mi w trakcie prowadzonych ze mną rozmów i pouczeń" - dodał. "Mam świadomość, że był to mój wielki błąd, którego popełnić w żadnym razie nie powinienem" - podkreślił.

 

"Popełniłem błąd i pragnę bardzo, aby został mi wybaczony"

 

Kujda wyjaśnił, że jedną z podróży - organizowany przez Biuro Współpracy z Zagranicą Politechniki Warszawskiej wyjazd do Wiednia - odbył w 1981 r. krótko przed stanem wojennym. "Po powrocie do kraju, w lipcu 1982 roku, złożyłem w BWZ PW sprawozdanie z pobytu w stolicy Austrii. Natomiast podczas oddawania paszportu w Biurze Paszportowym przy ul. Kruczej w Warszawie (co było wówczas obowiązkiem) zostałem przesłuchany oraz przedstawiłem pisemne wyjaśnienia dotyczące pobytu w Wiedniu" - napisał.

 

"W moim najgłębszym przekonaniu podczas tych kontaktów nikogo nie skrzywdziłem i nikomu nie zaszkodziłem. Tematyka rozmów i treść złożonych przeze mnie relacji w żadnej mierze nie dotyczyła spraw, które mogłyby narazić na szwank czyjeś dobra czy interesy albo przynieść komuś uszczerbek w jakimkolwiek wymiarze" - zapewnił.

 

Dodał, że przeprasza wszystkich, którzy czują się urażeni samym faktem "kontaktu czy dialogu ze służbami PRL", który "jest powszechnie oceniany jako wysoce naganny". "Wiem, że popełniłem błąd i pragnę bardzo, aby został mi wybaczony. Ośmielam się przy tym stwierdzić, że przez ponad 25 lat lojalnie pracuję dla Polski i obozu niepodległościowego, z którym czuję się ideowo związany" - dodał.

 

"Zwrócę się do IPN z wnioskiem"

 

- Zapewniam, że już w piątek 8 lutego br. zwrócę się do IPN z wnioskiem o przeprowadzenie autolustracji, a następnie opublikuję całość dokumentacji na mój temat, która znajduje się w zasobach archiwalnych IPN. Chcę, aby każdy mógł zapoznać się z tymi dokumentami i ocenić, jaki charakter miały moje kontakty z SB - zadeklarował Kujda.

 

Kazimierz Kujda Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej kieruje od 2015 roku (wcześniej pełnił funkcję prezesa NFOŚiGW także w latach 2000-2002 oraz 2006-2008).

 

Jego nazwisko pojawiło się we wtorkowej publikacji "Gazety Wyborczej", która ujawniła zapis rozmowy prezesa NFOŚiGW z austriackim przedsiębiorcą Geraldem Birgfellnerem, którego firmy miały przygotować inwestycję budowy dwóch wieżowców dla powiązanej z PiS spółki Srebrna w Warszawie.

 

Tajny współpracownik SB, pseudonim "Ryszard"

 

Dlaczego w ustawie lustracyjnej zastosowano wyjątek, by prezes NFOŚiGW nie został objęty obowiązkiem ujawnienia, czy współpracował z SB? - pyta "Rzeczpospolita"

 

"Kazimierz Kujda widnieje w jawnym już inwentarzu IPN jako tajny współpracownik o pseudonimie Ryszard, który współpracę miał rozpocząć w 1979 r. w Siedlcach - zgadza się jego data urodzenia" - czytamy w e-wydaniu piątkowego numeru gazety.

 

Według ustaleń "Rzeczpospolitej", "w 2002 r. teczka Kazimierza Kujdy trafiła do zbioru zastrzeżonego IPN". "Biuro Lustracyjne IPN w Lublinie, które widnieje w inwentarzu jako posiadacz teczki »Ryszarda« (teczkę założyło WSUW w Siedlcach), odsyła nas do warszawskiego IPN" - informuje gazeta.

 

"Pytamy o postępowanie lustracyjne Kazimierza Kujdy, który od lat pełni kierownicze stanowiska państwowe, m.in. był prezesem w NFOŚiGW w latach 2000-2002, 2006-2008 i ponownie od 2015. W latach, kiedy rządziła PO-PSL, Kujda był prezesem zarządu spółki Srebrna" - pisze gazeta.

 

Ustawa lustracyjna z wyjątkiem

 

Kujda "po zdobyciu władzy przez PiS decyzją prezydenta Dudy wszedł do Narodowej Rady Rozwoju". - Okazuje się, że lustracja nigdy de facto prezesa Kujdy nie objęła" - zaznacza "Rz". "Prezes Zarządu NFOŚiGW nie podlega obowiązkowi złożenia oświadczenia lustracyjnego - mówi "Rz" Karolina Jackowska, rzecznik IPN.

 

Gazeta przypomina, że "ustawa z 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów faktycznie wymienia praktycznie wszystkie stanowiska państwowe, które lustracji podlegają - od parlamentarzystów, radnych, przez sędziów, prokuratorów, po szefów NBP, ZUS, KRUS, NFZ".

 

"Wśród wymienionych nie ma tylko... prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska" - zaznacza dziennik. "Jednak, jak wskazuje w nieoficjalnej rozmowie jeden z prokuratorów, punkt 6 wskazuje jednak, że lustracji podlegają inni niewymienieni »pracownicy urzędów państwowych oraz członkowie korpusu służby cywilnej, zajmujący kierownicze stanowiska«" - wylicza gazeta.

 

Suski: element nagonki na PiS

 

Suski poproszony na antenie radiowej Jedynki o doniesienia medialne dotyczące współpracy ze SB PRL prezesa Kujdy powiedział, że nie widział dokumentów w tej sprawie, więc trudno mu się wypowiadać. Jego zdaniem jednak "zbieg okoliczności czasowy wypływania tych wszystkich różnych rzeczy nie jest przypadkowy". - To jest myślę elementem też takiej nagonki w ogóle na PiS, na ludzi związanych z nią - podkreślił.

 

- To jest takie rzucanie kamieniami, jak to Ewa Kopacz powiedziała. My jesteśmy tym dinozaurem, więc codziennie jakiś kamień leci w naszą stronę - ocenił Suski. - Pewnie nas to nie zabije, ale będzie nas to osłabiać - dodał minister.

 

Nawiązał w ten sposób do wypowiedzi byłej premier z końca stycznia. - Przypomnę trochę strasznie dawne czasy, to jest wtedy, kiedy jeszcze dinozaury były, ale ludzie nie mieli strzelb, nie mieli żadnej broni nowoczesnej, która pozwoliłaby ich zabić. Wie pani co robili? Rzucali kamieniami w tego dinozaura. Wiadomo, że od jednego rzucenia tym kamieniem dinozaur na pewno nie padł. Ale jeśli przez miesiąc, dwa miesiące rzucali tymi kamieniami, to go na tyle osłabili, że mogli go pokonać - powiedziała Kopacz w programie "Fakt Opinie".

 

zdr/ked/grz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze