Zaginął w drodze na narodziny córki. Po pół roku jego ciało znaleziono w stodole obok domu

Polska

Zwłoki 30-letniego Mateusza Kaweckiego odnaleźli jego matka i sąsiad. Były już w znacznym stanie rozkładu. Mężczyzna zaginął pod koniec marca, kiedy jechał z Niemiec do Polski na narodziny córki. Nadal nie odnaleziono samochodu, którym podróżował. Sprawą zajmowali się dziennikarze "Interwencji".

28 marca Mateusz Kawecki wyruszył z Hanoweru do Hutkowa niedaleko Zamościa (Lubelskie) na święta wielkanocne. Miał je spędzić ze swoją narzeczoną, a później towarzyszyć jej przy porodzie. Ostatni raz rodzina miała kontakt z mężczyzną dzień później. W rozmowie telefonicznej powiedział, że wyjechał już ze Szczecina.


Policja rozpoczęła poszukiwania. Twierdziła, że mężczyzna nie dotarł do Polski.


12 września ciało 30-latka w stodole odnalazła jego matka wraz z sąsiadem, który zwrócił uwagę na brzydki zapach. - Mama kazała mu wejść po drabinie na górę i okazało się, że był tam człowiek, nie wiadomo było, czy to Mateusz - powiedziała Katarzyna Piotrkowicz, siostra mężczyzny. Zwłoki były w stanie rozkładu. Jedynie znalezione przy nich przedmioty wskazywały, że to poszukiwany mężczyzna.


- Są dokumenty, jest plecak, telefon, który nigdy się nie logował w Polsce, jak zapewniała policja - wylicza siostra.


Śledztwo wszczęła prokuratura


Nie odnaleziono granatowego BMW, którym Mateusz jechał do Polski.


Sprawę bada prokuratura. - Postępowanie zostało wszczęte w kierunku doprowadzenia do targnięcia się na własne życie - powiedział Jerzy Ziarkiewicz z Prokuratury Okręgowej w Zamościu.


Ciało wydano rodzinie. W poniedziałek odbył się pogrzeb. Śledczy czekają na wyniki badań DNA, by ostatecznie potwierdzić, że zwłoki należą do zaginionego Mateusza.

 

Zobacz reportaż "Interwencji" z maja 2018 r.

 

 

Wydarzenia, polsatnews.pl, Interwencja

prz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze