Dominik jechał skuterem przez pole. Linka przecięła mu krtań, przełyk i tchawicę

Polska

15-letni Dominik wracał skuterem do domu polną, rozjeżdżoną drogą, kiedy rozwieszona między słupkami stalowa linka przecięła mu krtań, tchawicę i przełyk. Chłopak otarł się o śmierć, do dziś walczy o powrót do zdrowia. Właściciel pola Tomasz O. usłyszał zarzuty. - W żaden sposób nie tłumaczył, dlaczego akurat wybrał taką formę zabezpieczenia, a nie inną – mówi prokurator.

Do wypadku doszło 11 kwietnia. 15-letni Dominik z Tuszymy w województwie podkarpackim był na spotkaniu z kolegami z pobliskiej miejscowości. Około godziny 20:00 miał wrócić do domu. Nie dojechał, bo stalowa linka zawieszona między słupkami na jednej z prywatnych działek o mało nie odcięła mu głowy.

 

- Kolega powiedział, że zna skrót, wcześniej tamtędy nie jechałem. On pojechał przodem, zauważył linkę, a ja nie. Miałem tego pecha - wspomina Dominik w rozmowie z reporterką "Interwencji".

 

"Możemy mówić o cudzie"

 

Dominik w ciężkim stanie trafił najpierw do mieleckiego szpitala, a później został przewieziony do szpitala w Krakowie. Oddychał przez rurkę i był karmiony sondą.

 

- Nerwy wszystkie poszarpane miał. Gdyby którakolwiek z tętnic została uszkodzona, nie byłoby szans na uratowanie, po prostu by się wykrwawił na miejscu w ciągu kilku minut. Możemy mówić o cudzie, że starczyło mu sił i lekarze dali radę go odratować, bo stan był naprawdę krytyczny - opowiada Damian Paszko, brat Dominika.

 

Dominik zahaczył o linkę, jadąc skrótem przez rozjeżdżoną, polną drogę. Właściciel działki, Tomasz O. nie oznaczył terenu poprawnie znakami zakazującymi wstępu.

 

- Ja nawet nie zauważyłem, że to kogoś prywatna droga, bo tutaj takich dróg jest wiele. Jakby było podpisane, że jest zakaz wstępu, to byśmy tam nie wjeżdżali - twierdzi Dominik.

 

Tomasz O. nie chciał rozmawiać z ekipą "Interwencji".


Tomasz O.: Dlaczego pani wjeżdża na teren prywatny?
Reporterka: Ale gdzie jest tak napisane, że to jest teren prywatny?
- Na razie nie ma, bo są znaki pousuwane, nie wiem przez kogo. Dzwonię na policję teraz. Wy robicie sobie jaja z tej drogi tylko cały czas. Wyjechać stąd, bo dzwonię na policję.
- Ale może pan grzeczniej trochę?
- Ja grzecznie się obchodzę. Pani jest niegrzeczna, bo pani parkuje na moim terenie.
- A dlaczego pan tę linkę zawiesił?
- Ja nic nie wieszałem!
- Jak to - pan nie wieszał?

 

Mówi szeptem

 

- Ja tam nie osądzam tego pana. Mogłem tej drogi nie skracać, teraz żałuję troszkę. A on mógł sobie nie zdawać sprawy z tego zagrożenia albo pomyśleć, że ktoś zauważy tę linkę - mówi Dominik.

 

Nie wiadomo, czy chłopak w przyszłości będzie mógł mówić. Dziś wypowiada słowa szeptem. Prokuratura, która prowadzi postępowanie w sprawie wypadku Dominika, postawiła Tomaszowi O. zarzuty.

 

- Został przedstawiony zarzut dotyczący nieumyślnego spowodowania bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia pokrzywdzonego, jak również nieumyślne spowodowanie u niego ciężkich obrażeń ciała w postaci choroby realnie zagrażającej życiu. Tomasz O. w żaden sposób nie tłumaczył, dlaczego akurat wybrał taką formę zabezpieczenia, a nie inną - informuje Andrzej Dubiel z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

 

- Mam nadzieję, że to była tylko nieodpowiedzialność ludzka, a nie celowy zamiar. Tak naprawdę nie wiemy, ile czasu będzie musiał być rehabilitowany, lekarze sami nie wiedzą, jak to się zakończy. Może być tak, że za miesiąc Dominik będzie mógł mówić, może być tak, że za pół roku. Mamy też ten trzeci, negatywny wariant, że nigdy - tłumaczy Damian Paszko, brat Dominika.

 

Interwencja, fot: Interwencja/osptuszyma.pl

ml/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze