"Mamy dość!" Nauczyciele wyszli na ulice, chcą 1000 zł podwyżki i odwołania minister Zalewskiej

Polska

Według zapowiedzi organizatorów, przed przed gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej o godz. 12 pojawiło się ponad 5 tys. nauczycieli z Związku Nauczycielstwa Polskiego, a także nauczyciele niezrzeszeni, samorządowcy i rodzice. Manifestacje zorganizowano pod hasłem "Mamy dość!". Dość niskich zarobków, minister Anny Zalewskiej i niszczenia statusu zawodowego - wskazał ZNP.

Zgromadzeni przynieśli z sobą flagi państwowe, flagi związkowe i transparenty, na których można przeczytać: "Chcemy pracować i żyć godnie", "Reforma Zalewskiej=chaos i nierówność", "Za pracę - godna płaca", "Mamy dość!".

 

"Tegoroczne podwyżki od 93 zł do 168 zł brutto nie poprawią naszej sytuacji finansowej i nie podniosą prestiżu zawodu nauczyciela. Dzisiaj pensja zasadnicza nauczycieli waha się od 2,4 do 3,3 tys. zł brutto. Chcemy godnie zarabiać, bo jesteśmy profesjonalistami!" - przekazali organizatorzy protestu i zażądali 1000 zł podwyżki.

 

Krytycznie ocenili też szefową MEN, m.in. za "wdrożenie nieprzygotowanej reformy, zniszczenie 18-letniego dorobku gimnazjów, spowodowanie chaosu organizacyjnego i kadrowego w szkołach, pozorowanie dialogu, składanie deklaracji bez pokrycia, przyzwolenie na pracę nauczycieli w formie wolontariatu, likwidację niektórych dodatków i uprawnień socjalnych, wprowadzenie podziałów w radach pedagogicznych przez ustanowienie dodatku za wyróżniającą pracę tylko dla nauczycieli dyplomowanych, dalszą pauperyzację środowiska pracowników oświaty".

 

Nauczyciele nie chcą też, by kolejne reformy edukacji przeprowadzano bez konsultacji z ich środowiskiem. Podkreślili, że właśnie tak stało się przy likwidacji gimnazjów. "Dzięki doświadczeniu – my, nauczyciele - dobrze wiemy, co należy zmienić w polskiej szkole!" Czas zacząć słuchać i szanować nauczycieli - wskazali.

 

"Mamy coraz więcej obowiązków, a coraz mniej praw"

 

Protestujący "mają również dość niszczenia ich statusu zawodowego". W ich opinii minister edukacji "likwiduje ich uprawnienia, wydłużyła awans zawodowy; wprowadziła permanentną ocenę pracy oraz obowiązek tworzenia w każdej szkole regulaminów wskaźników oceny pracy, ograniczyła dostęp do urlopów dla poratowania zdrowia".

 

"Mamy coraz więcej obowiązków, a coraz mniej praw. Nie zgadzamy się na niekorzystne zmiany w awansie zawodowym oraz wprowadzanie zasad oceniania, które uniemożliwią osiąganie wyższych zarobków. Chcemy większej autonomii i godnego traktowania!" - podkreślili organizatorzy protestu. 

 

"Reforma miała być konsultowana - to kłamstwo"

 

Podczas demonstracji głos zabierali też przedstawiciele rodziców i samorządowcy. Krytykowali wprowadzaną od września 2017 r. reformę edukacji. - Jesteśmy tu, bo polska szkoła to nasza wspólna sprawa. Tak jak byliśmy razem zanim koszmarna reforma została wdrożona, tak stoimy tu teraz razem: nauczycielki, nauczyciele i rodzice - powiedziała prezeska fundacji "Rodzice mają głos" Dorota Łoboda. - Robimy to, bo nam wszystkim zależy na dobrze dzieci. Mamy dość traktowania z pogardą nauczycielek i nauczycieli, mamy dość traktowania z pogardą rodziców, a przede wszystkim mamy dość traktowania z pogardą naszych dzieci. Mamy dość wysłuchiwania kłamstw, ze nasze dzieci nie zauważą zmiany - podkreśliła.

 

- Reforma miała być konsultowana - to kłamstwo, nauczyciele mieli dostać podwyżki - to kłamstwo. Dzisiaj według danych samorządów brakuje 600 mln zł (na podwyżki), w samej Łodzi brakuje 15 mln zł na podwyżki, które nauczyciele mieli dostać od 1 kwietnia. Nie ma tych pieniędzy - powiedział wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela. Według niego, samorządy nie dostały środków na podniesienie płac nauczycielom.

 

 

10 powodów, dla których premier powinien odwołać minister edukacji

 

ZNP chce odwołania z funkcji minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej. Pod koniec marca związek wystosował list-apel w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego. Związkowcy przedstawili w nim 10 powodów, dlaczego szef rządu powinien tak postąpić.

 

W liście na pierwszym miejscu znalazło się: "Wdrożenie, wbrew opinii ekspertów i większości opinii publicznej, nieprzemyślanej, źle przygotowanej i niezwykle kosztownej reformy ustrojowej i programowej polskiej szkoły", na drugim: "zniszczenie 18-letniego dorobku gimnazjów poprzez ich stopniową likwidację", na trzecim: "spowodowanie chaosu organizacyjnego i kadrowego w szkołach". Wśród powodów wymieniono też "dalszą pauperyzację środowiska pracowników oświaty".

 

Zalewska: protest oparty na nieprawdziwych przesłankach

 

Minister Anna Zalewska odnosząc się do zapowiedzi protestu, powiedziała, że każdy ma prawo demonstrować, jednak - jej zdaniem - "protest (jest) oparty na nieprawdziwych przesłankach, m.in. na tym, że nie zostały wypłacone podwyżki dla nauczycieli".

 

- Jeszcze raz powtórzę, rozporządzenie zostało podpisane na czas, od 1 kwietnia podwyżki obowiązują. Jest czas dla samorządowców, którzy być może się z tym spóźnili. To dopiero początek podwyżek. W styczniu 2019 r. następna podwyżka i w styczniu 2020 r. kolejna. To da podnoszoną przez związek kwotę 1 tys. zł - powiedziała Zalewska.

 

Przypominała, że za trzy lata będzie można otrzymać co miesiąc dodatkowe 500 zł za uzyskanie oceny wyróżniającej.

 

Szef ZNP Sławomir Broniarz był w sobotę gościem Polsat News. 

 

 

polsatnews.pl, PAP

ml/mr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze