Trener personalny, który miał pobić partnerkę, twierdzi, że jego życie "zniszczono w trzy godziny"

Polska

"Myślę, że już nadszedł czas, żebym się wypowiedział w tym temacie. Dla mnie osobiście jest to historia, jak można zniszczyć komuś życie w trzy godziny. Całą reputację, to na co pracowałem latami. Powiem tylko tyle, że nie zrobiłem tego i to udowodnię przed sądem" - twierdzi 36-letni Miłosz P., który ma zarzut spowodowania obrażeń ciała swojej partnerki, 26-letniej Katarzyny Dziedzic.

Po usłyszeniu zarzutów Miłosz P. wyszedł na wolność. Grożą mu dwa lata więzienia.

 

Reporterzy "Interwencji" próbowali skontaktować się z mężczyzną, ale bezskutecznie. Dotarli też do jego rodziny, ale ojczym i brat Miłosza P. nie chcieli się wypowiadać w tej sprawie.

 

"Jego sprawa, jego życie"

 

Udało się natomiast porozmawiać z jego przyjacielem, choć także i on był oszczędny w słowach.

 

- Nic nie powiem, żeby była jasność. Miłosz jest moim przyjacielem i tego świat nie cofnie. Natomiast on ma na ten temat jakiś tam swój punkt widzenia. O ile się nie mylę, chyba wyda stosowny komunikat. To jest jego sprawa, jego życie - stwierdził przyjaciel Miłosza P.

 

Oświadczenie Miłosza P. opublikowane zostało w Internecie: "Myślę, że już nadszedł czas, żebym się wypowiedział w tym temacie. Dla mnie osobiście jest to historia,jak można zniszczyć komuś życie w trzy godziny. Całą reputację, to na co pracowałem latami. Powiem tylko tyle, że nie zrobiłem tego i to udowodnię przed sądem".

 

Reporterzy "Interwencji" postanowili popytać o Miłosza P. w jego rodzinnej miejscowości. Kilka godzin później otrzymali nagrania. Osoba, która je przekazała, twierdzi, że są to słowa Miłosza P., z jednego z komunikatorów. Miał w nich opowiadać, co zrobi jednej ze swoich poprzednich partnerek.

 

"Będę tak ją nap… garściami aż połamię jej żuchwę"

 

Fragment nagrań Miłosza P. udostępnionych nam przez informatora: "K…, chwycę ją za włosy, ściągnę do parteru i będę tak ją nap… garściami aż połamię jej żuchwę, rozumiesz? Połamię jej żuchwę aż będzie miękka. Jakby ona krzyczała: bandyta, tobym najpierw ją złapał za ryj, skręcił jej kark, a później się nią zajął".

 

- Znałem go kiedyś i od trzech lat go nie chcę znać. On jest człowiekiem socjopatycznym, mściwym. Bił żonę, pobił teściową. Nie chcę go znać, choćby dziś się do mnie odzywał wszelkimi możliwymi drogami, to zakopałem go za życia. Może tylko tyle i to można zacytować – powiedział były znajomy podejrzanego.

 

Miłosz P. pracował jako trener personalny w jednej z olsztyńskich siłowni, trenował krav magę - system walki opracowany dla służb bezpieczeństwa Izraela, prowadził także zajęcia z samoobrony dla kobiet.

 

Kiedy poznał Katarzynę Dziedzic, razem wyjechali do Gdańska, mimo że znajomi ostrzegali kobietę przed mężczyzną. Był rozwiedziony, a wobec swojej byłej żony i teściowej miał stosować przemoc.

 

"Najgorsze dwie sekundy w moim życiu"

 

- Od samego początku miałam wrażenie, że jest bardzo zazdrosny o mnie. Nawet jak poszliśmy razem do klubu, ja nie mogłam praktycznie odwracać głowy, bo robił mi sceny. Zabraniał mi spotykać się z koleżankami - powiedziała reporterom "Interwencji" Katarzyna Dziedzic.

 

- W ten wieczór zobaczyłam jak pisze SMS. I zobaczyłam szał w jego oczach. Pamiętam tylko ten moment, że próbowałam uciec do łazienki i zamknąć drzwi. To były najgorsze chyba dwie sekundy w moim życiu czy nawet sekunda - powiedziała kobieta.

 

- Jak zobaczyłam, że jest już za późno i on szarpnął z drugiej strony, i zobaczyłam ten szał w jego oczach, jak potem rzucił mnie na tę podłogę, zaczął wykręcać mi ręce. Ostatecznie wziął moje włosy i zaczął bić parę razy o podłogę. Leciała krew i poczułam, że coś w nosie mi pęka - brzmi relacja poszkodowanej Katarzyny Dziedzic zarejestrowana przez reporterów "Interwencji".

 

"Następnym razem może być zabójstwo"

 

- Policjanci poinformowali ją o tym, żeby od razu złożyła zawiadomienie o przestępstwie. W tym czasie szukali sprawcy. Wytypowaliśmy mieszkanie, w którym mężczyzna mógł się ukrywać i po zawiadomieniu przez kobietę on został zatrzymany, kiedy wychodził z mieszkania – mówi Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

 

- Jak jechałam w karetce, to starałam się zebrać w sobie i wtedy postanowiłam, że chcę, żeby ludzie się o tym dowiedzieli i żeby inne kobiety, które przez to przechodzą, nie musiały aż do takiego momentu dochodzić. I może moja historia sprawi, że niektóre kobiety się opamiętają, bo ja opamiętałam się za późno. Oni się nie zmieniają. Następnym razem z pobicia może być zabójstwo - powiedziała Katarzyna Dziedzic.

 

"Interwencja", polsatnews.pl

paw/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze