Świadek: znamy trzy przypadki zgonów z powodu postępowania ws. Noakowskiego 16

Polska

- My rejestrujemy trzy przypadki zgonów z powodu tego toczącego się postępowania. Jedna pani niepełnosprawna, która cierpiała od wielu lat na padaczkę i po zawiadomieniu o podwyżce czynszu umarła. Takich przypadków były trzy, w tym dwie dotyczyły osób zdrowych i dużo młodszych - powiedział w poniedziałek przed komisją reprywatyzacyjną lokator Noakowskiego 16, Krzysztof Lewandowski.

Komisja weryfikacyjna bada w poniedziałek reprywatyzację kamienicy przy ul. Noakowskiego 16, do której części w 2003 r. prawo nabył m.in. mąż prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała, że odmawia zeznań jako świadek, bo sprawa dotyczy jej męża.

 

Świadek zeznał, że przed przekazaniem kamienicy przy Noakowskiego 16 nowym właścicielom, zamieszkiwało ją 80 rodzin, wśród nich m.in. osoby niepełnosprawne, powstańcy warszawscy, weterani II wojny światowej.

 

 

Szef komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki pytał świadka, czy jest możliwość, aby prezydent Warszawy nie wiedziała o nieprawidłowościach i wątpliwościach związanych z reprywatyzacją kamienicy przy ul. Noakowskiego 16. - To bardzo mało prawdopodobne. Musielibyśmy założyć, że pani prezydent w ogóle nie czyta prasy - ocenił świadek.

 

Jak zeznał, lokatorom "wydawało się, że wszystkie instytucje działają w zmowie". Dopytywany, w zmowie z kim, odpowiedział, że z beneficjentami decyzji reprywatyzacyjnej.

 

Urzędnicy "ślepi, niemi, głusi"

 

Przyznał, że mieszkańcy byli zdziwieni, że wśród beneficjentów była rodzina prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. - Liczyliśmy na to, że Hanna Gronkiewicz-Waltz, jako osoba pełniąca taką funkcję będzie chciała wszystko wyjaśnić - mówił Lewandowski.

 

Poinformował, że lokatorzy starali się spotkać z prezydent stolicy, ale bez powodzenia. Jak mówił, udało się spotkać tylko z jednym z zastępców prezydent stolicy, którego nazwiska świadek jednak nie podał.

 

Lewandowski powiedział, że bez powodzenia okazały się też interwencje u innych organów, w tym u ówczesnego premiera Donalda Tuska.

Według świadka, mieszkańcy informowali ratusz o nieprawidłowościach ws. Noakowskiego 16. Jak ocenił, urzędnicy ratusza byli jednak w tym przypadku "ślepi, niemi i głusi".

 

Lewandowski powiedział, że od października 2006 r. lokatorzy kamienicy robili, co w ich mocy, żeby zaalarmować opinię publiczną dowodami "kradzieży" kamienicy przy Noakowskiego przez Romana Kępskiego, czyli wuja męża prezydent Warszawy, który w 1997 r. wystąpił o jej zwrot. Świadek mówił, że Kępski nie mógł być uznany za stronę procesu reprywatyzacyjnego, bo nigdy nie był następcą prawnym dawnych właścicieli.

 

"Działał w złej wierze"


- Słowa kradzież używam nieprzypadkowo. Roman Kępski składając wniosek reprywatyzacyjny zataił fakt, że dokumenty składanych przez niego pełnomocnictw, na których opierał się cały tok postępowania reprywatyzacyjnego, zostały unieważnione tytułem wykonawczym (...) wydanym przez sąd okręgowy w Warszawie 26 lipca 1948 r. Zatajając ten fakt działał więc w roku 1997 w złej wierze - zeznał Lewandowski.

 

Drugą kwestią, na którą zwrócił uwagę Lewandowski była cena za jaką spadkobiercy Kępskiego sprzedali kamienicę firmę Fenix. - W październiku 2006 r. dowiedzieliśmy się, że firma Fenix za lokale warte w tamtym czasie na rynku 11-14 tys. zł za metr kwadratowy, miała zapłacić ok. 1,2 tys. za metr kwadratowy z funduszy własnych, a na spłatę pozostałych 1,250 tys. zł za metr kwadratowy, zaciągnęła kredyt hipoteczny pod zastaw tej kamienicy - powiedział świadek.

 

Podkreślił, że tak korzystnych warunków wykupu nie zaproponowano lokatorom kamienicy.

 

Podwyżki o ponad 1000 procent


Lewandowski powiedział, że trudno uznać, że kamienica została nabyta przez firmę Fenix w dobrej wierze, ponieważ miała ona wgląd w księgi hipoteczne, w których znajdowały się obszerne wpisy przedwojennej właścicielki "alarmujące o dokonanej kradzieży".

 

Świadek przekonywał również, że kiedy Fenix przejął nieruchomość doszło do "bezprawnych podwyżek czynszów". - W sumie było pięć podwyżek czynszów w krótkim czasie łącznie o ponad 1000 proc. - powiedział Lewandowski.

 

Dodał, że radca prawny reprezentujący firmę Fenix, zapewniał że będzie podnosił czynsz aż do skutku, czyli do momentu, gdy lokator nie będzie już w stanie go płacić i zacznie się zadłużać.

 

"Wykorzystywała pośredników, sama ukrywając się w cieniu"


Lewandowski zeznał także, że prowadzona była przebudowa kamienicy "pod przykrywką" remontu, co wiązało się z codziennym hałasem, unoszącym się pyłem oraz zagrożeniem zdrowia i życia. Przekonywał, że te prace były prowadzone nielegalnie i doprowadziły do degradacji zabytkowych elementów oraz zagrożenia katastrofą budowalną.

 

Świadek ocenił, że ws. Noakowskiego 16, "od 2006 r. zaangażowanie Hanny Gronkiewicz-Waltz w tuszowanie nielegalnego przejęcia kamienicy jej męża było oczywiste, choć niejawne".

 

- Wykorzystywała ona do tego celu pośredników, sama ukrywając się w cieniu - powiedział Lewandowski.

 

"Świetna pożywka dla zorganizowanej przestępczości reprywatyzacyjnej"


Lokator twierdził, że Gronkiewicz-Waltz unikała spotkania z mieszkańcami Noakowskiego 16, chociaż mieszkańcy umawiali się z nią trzykrotnie. - Za każdym razem pani prezydent odwoływała spotkanie - zaznaczył.

 

- Chowając głowę w piasek, nie wyjaśniając poważnie udokumentowanych zarzutów, dot. wzbogacenia się jej męża i rodziny, Hanna Gronkiewicz-Waltz już jako prezydent Warszawy stała się zakładniczką lobby reprywatyzacyjnego, któremu trudno było potem wytykać coś, co samemu się zrobiło. Sytuacja ta okazałą się świetną pożywką dla zorganizowanej przestępczości reprywatyzacyjnej w Warszawie - powiedział świadek.

 

 

Lewandowski powiedział także, że w wywiadzie prasowym Andrzej Waltz zaniżył ilość swoich udziałów w kamienicy przy Noakowskiego. - Faktycznie posiadał 6,84 proc. udziałów, a nie 0,068 proc. jak podawał - zaznaczył świadek.

 

Fenix Group: dla kupującego sytuacja kamienicy była przejrzysta

 

"Zabytkową kamienicę przy ul. Noakowskiego 16, spółka Fenix Group nabyła w 2007 r. zgodnie z prawem, po niemal czterech latach od uzyskania przez spadkobierców decyzji zwrotowej. Nieruchomość kupiono za rynkową cenę około 16 mln zł, poprzez licytację, w której uczestniczyły inne firmy" - wskazano w oświadczeniu Fenix Group. Dodano, że "decyzja o przystąpieniu do licytacji została podjęta w dobrej wierze po analizie prawnej zapisów ksiąg wieczystych".

 

Jak poinformowano, spółka kupiła kamienicę 9 lutego 2007 r. od 12 ówczesnych właścicieli; przed zakupem wykonała zaś "audyt prawny, który nie wykazał wątpliwości". "Z perspektywy kupującego sytuacja nieruchomości była przejrzysta" - podkreślono.

 

W swym oświadczeniu Fenix Group wskazała, że spadkobiercom zwrócono kamienicę na podstawie decyzji ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego z 22 sierpnia 2003 r.; kamienica znalazła się na liście ogłoszeń u największego wówczas pośrednika nieruchomości w Warszawie i widniała tam przez co najmniej kilkanaście miesięcy.

 

Dodano, że 3 listopada 2006 r. spadkobiercy podpisali akt notarialny z miastem, a przed zakupem nieruchomości został wykonany audyt prawny, który wykazał, że decyzja zwrotowa została podjęta na podstawie stosownych wyroków sądowych i decyzji administracyjnych.

 

"Ponosimy odpowiedzialność, co wydaje się być ogromną niesprawiedliwością"

 

"Fenix Group złożyła w dobrej wierze ofertę podczas licytacji, w której uczestniczyły inne firmy. 91 proc. udziałów w kamienicy ostatecznie sprzedano za najwyższą osiągniętą cenę - za około 16 mln zł" - napisano.

 

Spółka dodała, że "budynek w kolejnych latach gruntownie odrestaurowano, wydając na ten cel około 30 mln zł i przywracając mu w ten sposób dawną świetność". "Warto podkreślić, że plany pozostałych licytujących były odmienne, z wyburzeniem włącznie, gdyż jak podkreślano w przedkładanych ekspertyzach, budynek miał nie nadawać się do remontu. W ten sposób bezpowrotnie mógł on zniknąć z mapy warszawskich, zabytkowych kamienic" - głosi oświadczenie.

 

"Chcemy wyraźnie zaznaczyć, iż żadna ze spółek Fenix Group, Andrzej Kawalec, ani Radosław Martyniak nigdy nie uczestniczyli w jakimkolwiek procesie reprywatyzacyjnym" - podkreślono.

 

Fenix Group oświadczyła ponadto, że "z pewnością obecni właściciele nieruchomości nie mogą ponosić konsekwencji zaniedbań, czy wręcz działań niezgodnych z prawem, tych, którzy decydowali o przyznaniu tytułu reprywatyzacyjnego, bądź tych, którzy ten tytuł uzyskali".

 

"My dziś taką odpowiedzialność ponosimy, co wydaje się być ogromną niesprawiedliwością. Granica pomiędzy ofiarami działań przestępczych a tymi, którzy rzeczywiście dopuścili się łamania prawa, musi być wyraźna i nikt, dla jakiegokolwiek celu, nie powinien jej przekraczać" - wskazano.

 

"Nic nie wiedzieli, że mógł być sfałszowany dokument"

 

- Wydaje mi się, że mogło być co najwyżej takie sformułowanie pani prezydent, że jej mąż i inni spadkobiercy nic nie wiedzieli na ten temat, że mógł być sfałszowany dokument - powiedział były dyrektor BGN Marcin Bajko.

 

Przed wojną właścicielami Noakowskiego 16 były osoby pochodzenia żydowskiego, które zginęły w czasie II wojny światowej. Jak pisały media, w 1945 r. Leon Kalinowski, wraz z Leszkiem Wiśniewskim i Janem Wierzbickim, zaczął posługiwać się w warszawskich urzędach, antydatowanym na czas sprzed wojny pełnomocnictwem właścicieli do dysponowania nieruchomością - mieli sfałszować akt notarialny i wypisy z niego.

 

Dzięki temu zaraz potem sprzedali oni tę nieruchomość Romanowi Kępskiemu (wujowi Andrzeja Waltza) i Zygmuntowi Szczechowiczowi. Potem okazało się, że wojnę przeżyła Maria Oppenheim, żona jednego z dawnych właścicieli, która wykazała oszustwo. Pod koniec lat 40. Kalinowski został skazany na 8 lat więzienia.

 

Po wydaniu "dekretu Bieruta", Kępski i Szczechowicz wszczęli - jako właściciele pokrzywdzeni przez dekret - postępowanie o ustanowienie prawa własności czasowej tej nieruchomości, czego odmówiono im w 1952 r. W 2001 r. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło orzeczenie z 1952 r. W 2003 r. prezydent m.st. Warszawy ustanowił prawo użytkowania wieczystego nieruchomości na rzecz kilkunastu spadkobierców Kępskiego i Szczechowicza, w tym - Andrzeja Waltza.

 

"Pani prezydent pytała, co się w takich okolicznościach dzieje"

 

Szef komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki pytał Bajkę, kiedy dowiedział się o możliwym problemie związanym ze sfałszowaniem dokumentów przez "Kalinowskiego i spółkę". - Wydaje mi się, że to było w jakimś 2008 r. mniej więcej - odparł Bajko. Pytany, co zrobił z tą wiedzą, odpowiedział, że potem przeprowadził "szereg rozmów z Hanną Gronkiewicz-Waltz". - Pani prezydent pytała, co się w takich okolicznościach dzieje - zeznał Bajko.

 

- Konkluzja tych naszych rozmów była mniej więcej taka, że w sytuacji, gdyby było potwierdzone - nie chodzi tylko o plotki - że ktoś sfałszował dokumentację, wyrokiem sądu lub jakiegoś organu administracji, wtedy można byłoby zastosować przepisy dotyczące wznowienia postępowania i stwierdzenia nieważności decyzji - oświadczył Bajko.

 

Dodał, że miasto nie było stroną decyzji zwrotowej i wtedy nie może ono wnioskować wprost o takie rozpatrzenie. - Szereg rozmów dotyczyło również tego, czy zaszły nieodwracalne skutki prawne, które są przeszkodą do wznowienia postępowania - oświadczył świadek.

 

"Ta nieruchomość nie miałaby roszczeń"

 

Jaki pytał też, że kto byłby właścicielem nieruchomości, gdyby okazało się, że Kępski i Szczechowicz de facto nie złożyli wniosku dekretowego, bo złożyli go na podstawie sfałszowanego aktu notarialnego. Bajko odpowiedział, że "jeżeli ten akt notarialny był faktycznie sfałszowany, czy też, skutecznie nie przeniesiono tych uprawnień, to o tym musiałby orzec jakiś sąd lub organ". - Póki co, jest domniemanie z ksiąg wieczystych, że to było skuteczne - dodał.

 

- Natomiast odpowiadając na pańskie pytanie wprost: zapewne miasto; ta nieruchomość nie miałaby roszczeń - odpowiedział świadek. - Dziękuję, czyli miasto byłoby właścicielem - podsumował Jaki.

 

Rozmowy z panią prezydent nt. Noakowskiego 16, "takie bardziej rozbudowane, wielominutowe, kilkukrotne, były w dużym natężeniu w 2013 r. przed referendum i w 2014 r. przed kolejnymi wyborami samorządowymi" - powiedział Bajko. Dodał, że we wcześniejszym okresie nie przypomina sobie rozmów z Gronkiewicz-Waltz ws. Noakowskiego 16.

 

- Wydaje mi się, że mogło być co najwyżej takie sformułowanie pani prezydent, że jej mąż i inni spadkobiercy nic nie wiedzieli na ten temat, że mógł być sfałszowany dokument - zeznał.

 

"Takiej determinacji nie było"

 

Na pytanie Jakiego, czy akta ws. Noakowskiego 16, "trafiły kiedykolwiek do Gronkiewicz-Waltz", Bajko odpowiedział: "Jestem pewien, że tak".

 

- Czy świadek podczas rozmów odczuł determinację pani prezydent, aby wznowić to postępowanie - zapytał Jaki.

 

Bajko odpowiedział, że "takiej determinacji nie było". Powiedział też, że nie pamięta, aby prezydent stolicy pytała, co stało się z mieszkańcami kamienicy i jak można im pomóc. - Rozmowa dotyczyła tylko suchych faktów związanych z prawami do kamienicy - zaznaczył świadek.

 

"O tym, że są tam lokatorzy i cierpią, na pewno taka wiedza była"

 

Bajko powiedział, że do Gronkiewicz-Waltz docierały informacje dotyczące "problemów społecznych przy Noakowskiego 16".

 

- To były pisma skierowane prosto do pani prezydent, ewentualnie do BGN docierały już po dekretacji, bądź w kopiach, więc wiedzę o tym, że są tam lokatorzy i cierpią, na pewno taka wiedza była - zaznaczył świadek.

 

"Miałem przeczucie, że pani prezydent uważała, że wszystko było w porządku"

 

Bajko zeznał, że w rozmowach telefonicznych z Gronkiewicz-Waltz podkreślał, że istnieje możliwość, aby inny organ zajął się wznowieniem postępowania w Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Pytany, jaka była reakcja Gronkiewicz-Waltz, odparł, że nie dostał polecenia: "Proszę to zrobić". - Nie było takiej konkluzji - dodał.

 

- Po tych rozmowach, po komunikatach prasowych, po wypowiedziach prasowych raczej miałem przeczucie, że pani prezydent uważa, że wszystko było w porządku i że ta sprawa jest jakby sprawą, która się zakończyła i po prostu tylko trzeba o niej mówić, ale nie ma możliwości dokonania żadnych nowych kroków - powiedział świadek. Zeznał, że postępowanie można było wznowić w ciągu 10 lat od wydania decyzji - czyli do 2013 r.

 

"Pamiętam kserówkę, w której 16 nie było"

 

Sebastian Kaleta pytał świadka, czy zapoznał się z decyzja Ministerstwa Budownictwa z 2012 r., wskazującą, że Leon Kalinowski popełnił w latach 40. przestępstwo fałszowania dokumentów, co w efekcie uniemożliwiło reprywatyzację nieruchomości Noakowskiego 12. Bajko powiedział, że pamięta "jakieś ksero takiej decyzji". - Ktoś mi pokazywał fragment tego ksera i tam nie było 16, na tyle pamiętam; moim zdaniem nie było Noakowskiego 16 - zeznał Bajko.

 

Kaleta powiedział wtedy, że Ministerstwo Budownictwa przekazało do urzędu miasta dwa egzemplarze decyzji ws. stwierdzenia popełnienia przestępstwa przez Kalinowskiego. Jedna decyzja została wysłana do prezydent stolicy, drugi egzemplarz miał trafić do BGN - dodał. Zacytował część decyzji MB: "Wyrokiem z dnia 8 października 1948 r. (...) Leon Kalinowski został skazany na karę 5 lat pozbawienia wolności za sfałszowania aktów notarialnych i posługiwanie się nimi w celu nabycia nieruchomości położonych w Warszawie przy ul. Noakowskiego 10, 12 i - uwaga, uwaga panie dyrektorze - 16" - powiedział Kaleta.

 

Bajko powiedział, że nie przypomina sobie takiej informacji. - Widocznie widziałem inne ksero (...) ja pamiętam kserówkę, w której 16 nie było. Mogła być inna decyzja dotycząca czegoś innego - powiedział Bajko.

 

"Hanna Gronkiewicz-Waltz dysponowała aktami dot. Noakowskiego 16"

 

Członek komisji Paweł Lisiecki (PiS) pytał Bajkę, kiedy Hanna Gronkiewicz-Waltz zdobyła wiedzę, że kamienica przy Noakowskiego 16 mogła być przejęta na podstawie sfałszowanych dokumentów. Bajko odparł, że nie wie, "kiedy konkretnie". - Mogę powiedzieć, że w jednej z rozmów ze mną, wydaje mi się, że około roku 2008 powiedziała, że jej mąż i spadkobiercy nic na ten temat, żeby to było sfałszowane, nie wiedzieli - powiedział. Dodał, że szczegółowa rozmowa na ten temat odbyła się dopiero w 2013 roku.

 

Zdaniem Bajki prezydent stolicy miała dostęp do dokumentacji dotyczącej kamienicy przy Noakowskiego 16.

 

"Miała bardzo szczegółową wiedzę na ten temat"

 

Reprezentująca Ratusz mecenas Zofia Gajewska pytała Bajkę, czy jest pewien, że prezydent stolicy miała wgląd w akta dotyczące Noakowskiego 16. Świadek odpowiedział, że Hanna Gronkiewicz-Waltz "miała bardzo szczegółową wiedzę na ten temat". - Zadawała pytania, które moim zdaniem bez znajomości akt, trudno byłoby zadać - zauważył.

 

Członkowie komisji dopytywali, z którymi urzędnikami w ratuszu mógł rozmawiać na temat reprywatyzacji kamienicy przy Noakowskiego 16. Bajko potwierdził, że rozmawiał na ten temat z ówczesnym wiceprezydentem Jackiem Wojciechowiczem na tzw. zespole koordynacyjnym.

 

Poseł Jan Mosiński (PiS) pytał, czy świadek dzielił się z prezydent stolicy lub jej zastępcami, że istnieją grupy osób, które specjalizują się w reprywatyzacji i "uszczuplają majątek miasta". Bajko odpowiedział, że "wydaje mi się, że była to wiedza powszechna, poruszałem ten temat wielokrotnie".

 

Szef komisji Patryk Jaki pytał świadka, czy w ratuszu mógł istnieć układ, Bajko temu zaprzeczył.

 

"Mój mąż już dostał zawału serca, bo przyszła pierwsza podwyżka"

 

Przed komisją weryfikacyjną jako świadek zeznawała również Jolanta Wasiak, była lokatorka kamienicy przy Noakowskiego 16. - Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że my mieszkańcy Warszawy, lokatorzy, zostaliśmy obrabowani przez spółki, przez osoby podające się za właścicieli, które prawdopodobnie nie miały prawa do dziedziczenia tej nieruchomości, które zabrały nam życie, pracę i zdrowie - rozpoczęła swe zeznania świadek. Mówiąc o lokatorach dodała, że miasto traktowało ich "jak zło konieczne".

 

Wasiak powiedziała, że rodzina jej męża mieszkała przy Noakowskiego 16 od lat przedwojennych. - Po reprywatyzacji bardzo zmieniło się nasze życie. Zostaliśmy poinformowani 10 października 2006 r., 26 października mój mąż już dostał zawału serca, bo przyszła pierwsza podwyżka - zaznaczyła. Dodała, że ona w lutym 2007 r. dostała udaru.

 

- Byliśmy cały czas nękani, nachodzeni - zaznaczyła. Jak dodała, "słyszeliśmy, że nie musimy mieszkać w Warszawie, że socjalizm się skończył i pora sobie radzić samemu". Dodała, że radykalnie wzrósł też czynsz, zniknęły też wszelkie ulgi "z tytułu braku kuchni, ciepłej wody, centralnego ogrzewania". - Zmarła pani w wieku ponad 40 lat, matka pięciorga dzieci, gdy dostała kolejną podwyżkę czynszu (...) to chyba było w 2007 r. - mówiła świadek. Zaznaczyła, że "jeszcze dziś wiele osób płaci komornikowi".

 

"Granie na zwłokę, na życie ludzkie"

 

Ponadto w kamienicy zaczęto przeprowadzać prace remontowe. - Ale dopiero jak się wszyscy wyprowadzili, to zaczęło się robienie porządków, a tak to było granie na zwłokę, na życie ludzkie - oceniła.

 

Dodała, że latem 2010 r. w jej sprawie zapadł wyrok o eksmisję wraz ze skierowaniem do lokalu socjalnego; zaś latem 2011 r. taki lokal został przydzielony. Zaznaczyła, że przy Noakowskiego 16 mieszkała do grudnia 2011 r. - Przydział był tragiczny, dostaliśmy stróżówkę na ul. Siennej - powiedziała.

 

Wasiak była ostatnim świadkiem przesłuchanym w poniedziałek przez komisję. Rozprawa ws. Noakowskiego 16 ma być kontynuowana we wtorek.

 

PAP

prz/mr/paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze