"Precz z faszyzmem", "Wolność, równość, tolerancja". W Katowicach manifestacja sprzeciwu wobec nacjonalistów

Polska
"Precz z faszyzmem", "Wolność, równość, tolerancja". W Katowicach manifestacja sprzeciwu wobec nacjonalistów
PAP/Andrzej Grygiel

Ponad 100 osób uczestniczyło w niedzielę w Katowicach w manifestacji sprzeciwu wobec działań skrajnych nacjonalistów. To reakcja na demonstrację zorganizowaną przez środowiska narodowe, których przedstawiciele powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia europosłów PO. Niedzielną akcję zorganizowali przedstawiciele m.in. Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i Komitetu Obrony Demokracji.

Manifestanci zebrali się przy pomniku Wojciecha Korfantego - w tym samym miejscu, w którym 25 listopada demonstrowali narodowcy. "Precz z faszyzmem", "Wolność, równość, tolerancja", "Faszyzm tu nie przejdzie" - skandowali manifestanci.

 

Na demonstracji była obecna posłanka do Parlamentu Europejskiego Róża Thun, której zdjęcie także zawieszono na atrapie szubienicy. W swoim wystąpieniu dziękowała za słowa poparcia, jakie otrzymała po demonstracji narodowców. "To, że kilku chuliganów wyrabia jakieś straszne rzeczy, nie zmieni mojego stosunku do Katowic" - zapewniła.

 

"Wy ratujecie nasz wizerunek w Unii Europejskiej, bo on jest przez takie wybryki bardzo nadszarpnięty. Nie tylko przez te wybryki oczywiście. Wybryk wybrykiem, najgorsze jest to, że (…) na to nie ma reakcji, że taki ONR jest ciągle jeszcze organizacją legalną" - mówiła.

 

"Jak to jest możliwe, że wyciąga się z marszów protestacyjnych pokojowo protestujących z białymi rożami, spisuje (…), a tutaj bezkarnie kilku chuliganów wyrabia rzeczy okropne. To jest skandal" - dodała Thun.

 

"Oburzenie rosło, kiedy widziałem reakcję władz"

 

Szef katowickiej PO Jarosław Makowski powiedział, że kiedy zobaczył relację z demonstracji sprzed tygodnia, poczuł "wkurzenie i oburzenie". "Jesteśmy tutaj, bo nie godzimy się na faszyzm, ale moje oburzenie rosło tym bardziej, kiedy widziałem reakcję naszych władz, naszego rządu, ministrów i polityków partii rządzącej" - powiedział.

 

Według niego, zjawisko skrajnego nacjonalizmu nie jest wcale "marginesem marginesu" i trzeba reagować. "Jesteśmy tu oczywiście dla siebie - bo cenimy wolność, tolerancję, godność i szacunek, ale jesteśmy także dla naszych dzieci, które tutaj są, i wnuków - żeby nigdy więcej nie musiały doświadczać zła nacjonalizmu, ksenofobii i antysemityzmu" - podkreślił Makowski.

 

"Nigdy więcej nie zgodzimy się na to, by panowała dyskryminacja, rasizm, ksenofobia, nietolerancja. Jesteśmy tutaj, bo nie jesteśmy obojętni. Zależy nam na tym, żeby pokazać i udowodnić, że jesteśmy miastem, regionem i krajem otwartym" - dodała posłanka Nowoczesnej Monika Rosa.

 

Zaapelowała do rządu, by zdecydowanie reagował na niepokojące zjawiska. Zbyszek Zaborowski z SLD przekonywał, że Śląsk jest regionem tradycyjnie tolerancyjnym, łączącym różne nacje i kultury. "Musimy nacjonalistów, faszystów, ksenofobów pogonić precz z Górnego Śląska" - podkreślił.

 

Organizatorzy niedzielnej manifestacji podkreślali, że chcą pokazać "pokojową, otwartą, uśmiechniętą i tolerancyjną twarz Katowic". Przekonywali, że miasto, które jest stolicą metropolii, chce się rozwijać, przyciągać ciekawych i kreatywnych ludzi, musi być otwarte i tolerancyjne.

 

Prokuratura prowadzi śledztwo

 

25 listopada na placu Sejmu Śląskiego zgromadziło się - według policji - ok. 70 przedstawicieli środowisk narodowych. Zgromadzenie zgłoszono pod nazwą "Stop współczesnej Targowicy". Organizatorzy powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia europosłów, którzy zagłosowali za rezolucją PE ws. praworządności w Polsce.

 

Jak podawała policja, w trakcie demonstracji nie doszło do "gwałtownego naruszenia porządku, które wymagałoby natychmiastowej interwencji policjantów obecnych na miejscu". Mundurowi rozpoczęli jednak analizę przebiegu manifestacji "w związku z propagowanymi przez uczestników treściami oraz formą ich prezentacji". Demonstracja została nagrana przez policję i zarejestrowana przez kamery monitoringu. Te dowody przekazano prokuraturze.

 

Prokuratura wszczęła w środę śledztwo w tej sprawie. Prowadzi je pod kątem art. 119 Kodeksu karnego. Stanowi on, że "kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

 

PAP

paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze