Alarmowała, że "będzie chyba zabita". A naprawdę chciała, by policjanci podwieźli ją do domu

Polska
Alarmowała, że "będzie chyba zabita". A naprawdę chciała, by policjanci podwieźli ją do domu
KWP Olsztyn

Seria nieodpowiedzialnych telefonów do służb ratunkowych w Warmińsko-Mazurskim. Dzwoniący będą tłumaczyć się teraz przed sądem. Największym tupetem wykazała się 44-letnia mieszkanka Bartoszyc, która w poniedziałek wieczorem zaalarmowała policję, że "będzie chyba zabita". W rzeczywistości chciała, by patrol odwiózł ją radiowozem do domu, bo nie miała jak wrócić od znajomego.

Po odebraniu telefonu przez operatora Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego od kobiety, która przekonywała, że "będzie chyba zabita", natychmiast wysłano patrol policji pod wskazany przez nią adres.

 

Gmina Sępopol: nie miała jak wrócić do domu


Funkcjonariusze w jednym z mieszkań w miejscowości w gm. Sępopol rzeczywiście zastali 44-letnią mieszkankę Bartoszyc i 35-letniego mężczyznę, do którego przyjechała w odwiedziny. Kobieta przekonywała policjantów, że znajomy ją uderzył, jednak nie potrafiła wskazać żadnych obrażeń.


35-latek tymczasem wyjaśniał, że przyjaciółka przyjechała do niego w odwiedziny z Bartoszyc i razem pili alkohol. W pewnej chwili wpadła na pomysł, że wezwie policję, która zawiezie ją do domu, bo inaczej nie będzie miała jak wrócić. Mężczyzna dodał, że nawet nie widział kiedy znajoma faktycznie zadzwoniła pod telefon alarmowy i był wyraźnie zdziwiony przyjazdem patrolu.


W związku z bezpodstawnym wezwaniem, policjanci chcieli ukarać 44-latkę mandatem karnym w wysokości 500 zł, jednak kobieta uznała, że jest za wysoki i odmówiła jego przyjęcia. Teraz to sąd zdecyduje o wysokości kary dla kobiety.

 

Ełk: pomoc dla matki, której nic nie dolegało

 

W nocy z poniedziałku na wtorek pod numer alarmowy zadzwonił mieszkaniec miejscowości w gminie Ełk, który poprosił o szybką pomoc dla swojej matki. Na miejsce natychmiast została wysłana załoga pogotowia ratunkowego i patrol policji. Wtedy okazało się, że nikt z domowników nie potrzebuje żadnej interwencji.


W rozmowie z policjantami 33-latek nie potrafił sensownie wyjaśnić, dlaczego wezwał pomoc. Policjanci ustalili za to, że nic nikomu nie zagraża, a mężczyzna w swoim mieszkaniu pił alkohol i telefon pod numer alarmowy był nieodpowiedzialnym żartem. Za wywołanie niepotrzebnej czynności służb ratunkowych mężczyzna został ukarany mandatem karnym.

 

Szczytno: prośba o pomoc i przerwane połączenie


We wtorek nad ranem oficer dyżurny policji w Szczytnie otrzymał niepokojące zgłoszenie. Mężczyzna, który zadzwonił na numer alarmowy powiedział, że "pilnie potrzebuje pomocy policji", po czym połączenie zostało przerwane.


Informacja postawiła na nogi miejscowych funkcjonariuszy, którzy ustalili właściciela numeru telefonu i jego adres. Na miejsce natychmiast wysłano patrol interwencyjny. W mieszkaniu funkcjonariusze zastali, zaskoczoną ich obecnością 49-latkę. Kobieta powiedziała, że nie dzwoniła na policję, gdyż "nie było takiej potrzeby".


Okazało się, że telefon kobiety pożyczył jej syn. 28-latek nie był zadowolony z wizyty funkcjonariuszy, mówiąc: proszę mi nie przeszkadzać, gdyż mam na rano do pracy i chce mi się spać.

 

Od mężczyzny wyczuwalna była silna woń alkoholu, miał on także problemy z logicznym wysłowieniem się.


Mężczyzna, mimo że w telefonie jako ostatnie wybrane połączenie widniał numer alarmowy, nie przyznał się, że to on dzwonił. 28-latek miał zostać ukarany mandatem za bezpodstawne wezwanie policji, ale podobnie jak mieszkanka Bartoszyc, odmówił jego przyjęcia. Wniosek o jego ukaranie został więc skierowany do sądu.

 

Policja: grzywna do 1500 zł, a nawet areszt

 

Policja przypomina, że gdy służby ratunkowe zajmują się takimi bezpodstawnymi wezwaniami, ktoś inny w tym samym czasie rzeczywiście może potrzebować pomocy. Numery 112, 999, 998, 997 to numery alarmowe i należy z nich korzystać z rozwagą.


Każde bezpodstawne zgłoszenie traktowane jest jako wywołanie fałszywego alarmu, czy też wprowadzenie w błąd instytucji publicznej lub organu czuwającego na bezpieczeństwem publicznym. Jest to wykroczenie, za które kodeks wykroczeń przewiduje karę aresztu, ograniczenia wolności oraz grzywny do 1500 złotych.

 

polsatnews.pl 

grz/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze