Rzecznik prezydenta: decyzja KE ws. uchodźców to droga donikąd, problem leży w Syrii

Polska
Rzecznik prezydenta: decyzja KE ws. uchodźców to droga donikąd, problem leży w Syrii
Polsat News

- Problem uchodźców nie leży w Warszawie, Budapeszcie, czy Pradze, a w Syrii, wszczęcie przez KE postępowania przeciwko Polsce, Węgrom i Czechom z powodu nie przyjęcia uchodźców to droga donikąd - ocenił w środę rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński.

Odnosząc się do pomysłu prezydenta, by wraz z wyborami parlamentarnymi w 2019 r. przeprowadzić referendum na temat przyjmowania uchodźców, Łapiński tłumaczył, że ma ono wyznaczyć przyszłemu rządowi drogowskaz jak postępować w tej sprawie.

 

Komisja Europejska potwierdziła we wtorek, że postanowiła wszcząć postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom w związku z odmową udziału w programie relokacji uchodźców przez te trzy kraje.

 

"Problem uchodźców nie leży w Warszawie, Budapeszcie, czy w Pradze"

 

Łapiński, komentując decyzję KE, podkreślił w środę rano w radiowej Trójce, że nie jest to sposób na rozwiązanie problemu uchodźców. - Każdy trzeźwo myślący polityk wie, że problem uchodźców nie leży w Warszawie, Budapeszcie, czy w Pradze, tylko leży w Syrii i rozwiązanie tego problemu jest rozwiązaniem, w którym powinny wziąć udział nie tylko Unia Europejska, ale Stany Zjednoczone, Turcja i oczywiście Rosja. I ku temu trzeba dążyć, a nie żeby narzucać pewne rozwiązania państwom członkowskim (UE), bo to droga donikąd - ocenił rzecznik prezydenta.

 

Jak dodał, KE w ostatnich latach często "uzurpuje sobie prawo do różnego rodzaju decyzji" wątpliwych jeśli chodzi o europejskie traktaty. - Myślę, że ta decyzja też w to się wpisuje - w uzurpowanie sobie pewnych decyzji, które nie do końca powinna podejmować Komisja - uważa Łapiński.

 

Polityk zauważył przy tym, że żadne z państw UE nie wypełniło do tej pory swoich zobowiązań. - Niech Komisja pokaże to państwo, które nawet zachowując ciągłość władzy, bo władza się po wyborach nie zmieniła, przyjęło taką liczbę uchodźców, jaką zadeklarowało - dodał rzecznik Andrzeja Dudy.

 

"Solidarność unijna jest traktowana wybiórczo"

 

Jego zdaniem, decyzja Komisji to także forma pokazania Polsce, Czechom i Węgrom: "wy jesteście nowymi państwami i macie akceptować to, o czym decyduje tzw. stara Unia". W jego ocenie, także solidarność unijna jest traktowana "wybiórczo". - Jeśli jest problem uchodźców, to solidarnie macie przyjmować uchodźców, którzy napłynęli, bo my ich zaprosiliśmy, ale jeśli jest np. kwestia budowy kolejnej nitki Gazociągu Północnego i my mówimy, tzn. kilkanaście krajów - od Litwy poprzez Łotwę, Estonię, Polskę i kraje południowe - że to burzy solidarność europejską, zagraża naszemu bezpieczeństwu energetycznemu, to słyszymy od partnerów zachodnich - Niemiec, Francji, że to jest projekt biznesowy - wskazywał Łapiński.

 

Rzecznik Dudy został też zapytany o pomysł prezydenta dotyczący referendum na temat przyjmowania uchodźców. - Prezydent mówi jasno: ten rząd nie poddaje się naciskom Komisji Europejskiej, ale różnie może być po wyborach w 2019 r., więc jeśli w referendum Polacy wypowiedzieli się w tej kwestii, to nowy rząd, jakakolwiek by on był, będzie miał jasny drogowskaz czego społeczeństwo oczekuje - wyjaśnił Łapiński.

 

Przypomniał, że obecnie trwa zbiórka podpisów pod inicjatywą Kukiz'15 w tej sprawie. - Jest już zebranych zdaj się 400 tys. podpisów, więc być może będzie tak, że my na pewnym etapie nie uciekniemy od tego referendum, bo społeczeństwo będzie go oczekiwało i prezydent wychodząc też naprzeciw tym oczekiwaniom, mówi, że to jest dobry czas (2019 rok), żeby pewne kwestie rozstrzygnąć - zaznaczył polityk.

 

Wyraził przy tym żal, że poprzednia władza - PO i PSL, zanim podjęła deklaracje dotyczące przyjęcia uchodźców, nie zapytała wcześniej Polaków co sądzą na ten temat.

 

Procedura wobec Polski za odmowę przyjęcia uchodźców

 

Komisja podjęła we wtorek decyzję o wysłaniu wezwania do usunięcia uchybienia do władz w Warszawie, Pradze i Budapeszcie. To pierwszy etap procedury o naruszenie prawa UE, która może się skończyć pozwaniem kraju do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.

 

Z ostatniego, majowego raportu KE wynika, że Węgry, Polska i Austria nie dokonały relokacji ani jednej osoby. Z kolei Czechy, po relokowaniu niewielkiej liczby uchodźców, przestały brać udział w programie.

 

We wrześniu 2015 roku państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie 160 tys. uchodźców z Włoch oraz Grecji; termin na zakończenie działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Dotychczas około 20 tys., czyli nieco ponad 12 proc. ustalonej liczby osób, zostało faktycznie przeniesionych.

 

Rozpoczęcie procedury o naruszenie prawa UE może prowadzić w konsekwencji do kar finansowych dla kraju członkowskiego. Aby do tego doszło, musi zostać zakończona kilkuetapowa procedura w KE, a sprawa zostać rozstrzygnięta przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Batalia jest jednak długa, a kary - choć potencjalnie dotkliwe - możliwe byłyby najwcześniej za kilka lat.

 

PAP

dk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze