Zarzut zabójstwa dla matki Antosia. Konieczne są badania psychiatryczne

Polska
Zarzut zabójstwa dla matki Antosia. Konieczne są badania psychiatryczne
Polsat News

Prokuratura przesłuchała i postawiła 26-letniej Andżelice Z. z Jaworzna zarzut zabójstwa pięciomiesięcznego syna Antosia. - Kobieta nie przyznała się do winy, jednak z całych jej dwugodzinnych wyjaśnień wynika, że jednak dopuściła się tego czynu. Opisała jak do tego doszło, jak działała - poinformował prokurator rejonowy w Jaworznie Jacek Nowicki. Matka miała udusić syna poduszką.

Pytany o motyw zbrodni, prokurator wyjaśnił, iż w tej kwestii będą musieli wypowiedzieć się biegli psychiatrzy. - Jeśli ktoś był wcześniej leczony psychiatrycznie, musi zostać poddany takim badaniom. Biegli określą kwestię poczytalności matki w chwili czynu - wyjaśnił Nowicki.  

 

Badania zaplanowano na czwartek. Dopiero po nich prokuratura zdecyduje o ewentualnym areszcie. Za zabójstwo kobiecie grozi nawet 25 lat więzienia.

 

Godzinna reanimacja

 

Do tragedii doszło we wtorek. Policjanci, po otrzymaniu zgłoszenia od sąsiada, weszli do mieszkania przy ul. Henryka Partyki, gdzie zastali 26-letnią matkę z ranami kłutymi okolic brzucha i nieprzytomne niemowlę.

 

Natychmiast przystąpili do jego reanimacji. Pomoc kontynuowali wezwani na miejsce ratownicy pogotowia. Niestety, mimo blisko godzinnych starań, dziecka nie udało się uratować.

 

Matka dziecka we wtorek po południu trafiła do szpitala. Jej rany okazały się na tyle powierzchowne, że lekarze zdecydowali się jeszcze tego samego dnia przekazać ją policji.

 

Sąsiad słyszał "histeryczny" płacz

 

Okazało się, że pomoc wezwała babcia chłopczyka, której matka miała wyjaśnić, co się stało tuz po tragedii. Wcześniej znajome kobiety mówiły, że pomoc miał również wezwać sąsiad rodziny. - Podobno słyszał przez ścianę histeryczny płacz tej dziewczyny - powiedziała Polsat News jedna ze znajomych Andżeliki Z.

 

Ostatni raz kobieta była widziana pół godziny przed tragedią, gdy wraca ze spaceru z dzieckiem.

 

- Dwa razy proponowałyśmy jej, by z nami usiadła, skorzystała z ładnej pogody. Powiedziała, że musi zrobić pranie. Później pojawiła się policja, karetka - opowiedziała znajoma Andżeliki Z., dodając, że była to "normalna, poukładana rodzina".

 

"Normalna, kochająca rodzina"

 

- Oni bardzo dbali o dzieciątko. Byliśmy niedawno na chrzcinach u Antosia. Bardzo normalna, kochająca rodzina - dodała inna kobieta.

 

W momencie tragedii ojciec dziecka był w pracy. Para była ze sobą od 5 lat. Policja zaznacza, że w tym czasie nie odnotowano wobec niej żadnych interwencji.

 

polsatnews.pl

ml/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze