Tak bawi się rzecznik MON. "Limuzyna, ochroniarz, szastanie pieniędzmi"

Polska

- Trwa jakaś nagonka na tego człowieka (...). Nic złego nie zrobił - tak wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki z PiS ocenił opisany przez "Fakt" wieczór spędzony w klubie przez rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza podczas służbowej delegacji. "Limuzyna, ochroniarz, szastanie pieniędzmi, nagabywanie studentek i proponowanie pracy każdemu, kto rozpozna kim jest" - napisał dziennik.

- Jak rozumiem było to poza godzinami pracy, więc nie widzę powodu do oburzenia. Jeśli zaprosił swojego współpracownika na piwo, na herbatę, na cokolwiek, żeby coś zjadł, to w czym jest problem - dociekał Czarnecki rozmowie z Polsat News.

 

Ochroniarz z Żandarmerii i człowiek Jurgiela


Na imprezie w białostockim klubie "WOW" Bartłomiej Misiewicz miał pojawić się w czwartek, 19 stycznia, wieczorem. W Białymstoku był służbowo. W piątek, 20 stycznia wraz z ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem otwierał punkt dla kandydatów do Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

Jak opisał dziennik, ok. godz. 23 w czwartek rzecznik MON podjechał do klubu oddalonego od jego hotelu o 350 metrów luksusową limuzyną.

 

Towarzyszyć mu mieli ubrany na sportowo funkcjonariusz Żandarmerii Wojskowej i mężczyzna, którego przedstawiał jako człowieka ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela.

 

"Kocha wszystkie kobiety"


Z przytaczanych przez "Fakt" relacji osób bawiących się na imprezie wynika, że Misiewicz miał proponować pracę w ministerstwie osobom, które rozpoznały go w klubie, a także miał prosić DJa, żeby ze sceny ogłosił, że w klubie bawi się rzecznik MON.


Miał też nagabywać studentki i powiedzieć, że choć ma narzeczoną, to "kocha wszystkie kobiety".

 

"Nie chciałby w tej sprawie ruszać Putina"


Według cytowanych przez dziennik świadków zabawy, Misiewicz miał także stawiać wszystkim kolejki przy barze i "z kieszeni wyciągać setkę za setką".

 

Miał też chwalić prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i szefa MON Antoniego Macierewicza oraz zapewniać, że "Donald Tusk i Bronisław Komorowski maczali palce przy katastrofie smoleńskiej", choć "nie chciałby w tej sprawie ruszać Putina".

 

Misiewicz nie komentuje


Ochroniarz z Żandarmerii Wojskowej miał nie odstępować go dalej niż na 10 kroków i "szybko ewakuował go z lokalu, gdy mogło dojść do awantury spowodowanej nagabywaniem studentki".

 

W sprawie ochrony osobistej Misiewicza interpelację do ministra obrony narodowej złożył Michał Kamiński z Unii Europejskich Demokratów. "W związku z informacjami prasowymi wskazującymi, że Rzecznik Ministra Obrony Narodowej Pan Bartłomiej Misiewicz dysponuje ochroną osobistą Żandarmerii Wojskowej zwracam się o podanie podstawy prawnej takiej decyzji" - napisał Kamiński.

 

Poseł pyta, czy ochrona ŻW "spowodowana jest informacjami o szczególnym zagrożeniu zdrowia lub życia Pana Bartłomieja Misiewicza". Prosi także o informację o kosztach ochrony osobistej rzecznika MON "oraz udzielenie informacji, kto jeszcze ze ścisłego kierownictwa resortu dysponuje osobistą ochroną ŻW".  


Misiewicz nie odpowiadał w poniedziałek na telefony ani sms-y. Nie towarzyszył  także ministrowi Macierewiczowi. Jak podkreślił "Fakt", kategorycznie zaprzeczył jednak, że był pijany, stawiał alkohol i rozmawiał o ministerstwie oraz Macierewiczu.

 

Fakt.pl, Polsat News, polsatnews.pl

prz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze