"Słyszeliśmy, jak Adam Z. przyznaje się do zabójstwa". Policjanci zeznawali przed sądem ws. śmierci Ewy Tylman

Polska
"Słyszeliśmy, jak Adam Z. przyznaje się do zabójstwa". Policjanci zeznawali przed sądem ws. śmierci Ewy Tylman
PAP/Jakub Kaczmarczyk

- Byłem świadkiem wypowiedzi oskarżonego, w której opisywał ostatnie minuty życia Ewy Tylman - powiedział przed sądem jeden z funkcjonariuszy policji, którzy we wtorek zeznawali w procesie Adama Z. Policjanci, aby uniemożliwić ich rozpoznanie, na sali rozpraw byli w kominiarkach.

- W pewnym momencie oskarżony powiedział coś, co utkwiło bardzo mocno w mojej pamięci: jak zacząłem ją ciągnąć zdziwiłem się, jaka była ciężka - mówił w sądzie funkcjonariusz wydziału kryminalnego Rafał B., któremu oskarżony Adam Z. Miał opisać ostatnie chwile życia Ewy Tylman.

 

Adam Z., oskarżony o zabójstwo z zamiarem ewentualnym, nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Podczas poprzedniej rozprawy odmówił składania wyjaśnień i odpowiadał tylko na pytania obrony. Mężczyzna nie podtrzymał też wcześniejszych wyjaśnień przytoczonych przez sąd, w części dotyczącej tego, co działo się po wyjściu z klubu. Oświadczył, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do niekorzystnych dla siebie wyjaśnień zmuszali go policjanci. Według oskarżonego, funkcjonariusze mieli go także zastraszać, kpić z jego orientacji seksualnej i utrudniać mu kontakt z adwokatem.

 

- Z uwagi na upływ czasu daty tego spotkania nie pamiętam, ale pamiętam, że uczestniczyłem wtedy w konwoju zatrzymanego (...) Tego dnia przebywając na terenie wydziału kryminalnego KWP byłem świadkiem wypowiedzi oskarżonego, który opisywał ostatnie minuty życia Ewy Tylman - powiedział Rafał B.

 

Jak mówił, przy rozmowie miały być obecne także inne osoby: Karolina C. i Bartosz N. Oskarżony miał wówczas powiedzieć funkcjonariuszom, że w okolicy mostu Rocha w pewnym momencie Ewa Tylman mu się wyrwała. Kiedy dobiegł do niej, ta znajdowała się przy barierce i "nie pamiętał czy chciał ją przytrzymać, chwycić, czy też niechcący ją popchnął", ale w wyniku tego Ewa Tylman miała stoczyć się ze skarpy.

 

"Zdziwiłem się, jaka była ciężka"

 

- Podszedł do Ewy. Opisał bardzo szczegółowo i plastycznie, w jaki sposób ona leżała. Pamiętam, że padło pytanie, czy Ewa była przytomna, czy żyła. Wydaje mi się, że oskarżony stwierdził, że była nieprzytomna. Później zadałem pytanie, czy w związku z tym, że zdarzył się wypadek, nie próbował udzielić jej pomocy, nie pobiegł do pobliskiego hotelu, bo tam na pewno byli jacyś ludzie. Oskarżony powiedział, że spanikował, chciał jak najszybciej wyrzucić z głowy złe myśli - mówił funkcjonariusz.

 

- Szczegółowo zaczął opisywać, co było dalej: chwycił Ewę za ręce, dłonie lub nadgarstki, wydaje mi się, że mówił, że musiał ją obrócić, pokazywał to. (...) W pewnym momencie oskarżony stwierdził coś, co utkwiło bardzo mocno w mojej pamięci - "jak zacząłem ją ciągnąć, zdziwiłem się, jaka była ciężka". Tego rodzaju stwierdzenia słyszałem w mojej karierze tylko od osób, które przemieszczały zwłoki, bądź osoby nieprzytomne. Pamiętam, że nie chcąc pokazywać oskarżonemu, pod jakim jestem wrażeniem jego słów - zasłoniłem twarz - dodał Rafał B.

 

Według policjanta Adam Z. miał powiedzieć także, że przeciągnął kobietę na wybetonowany brzeg i "położył ją przednią częścią ciała w wodzie, a następnie przesuwał, by cała znalazła się w rzece. Stwierdził, że pchnął ją tak, by płynęła z nurtem rzeki". - Uwierzyłem, absolutnie uwierzyłem w relację człowieka, który mówił, w czym brał udział - podkreślił. Dodał, że znając sprawę Ewy Tylman postanowił z tej rozmowy sporządzić notatkę służbową na temat rozmowy, a o sprawie poinformować prokuratora prowadzącego.

 

Funkcjonariusz zwrócił też przed sądem uwagę, że oskarżony podczas eksperymentu procesowego wskazywał miejsca po drugiej, prawej stronie mostu, natomiast w rozmowie z funkcjonariuszami opisywał, że zdarzenia miały miejsce po lewej stronie. Rafał B. zaprzeczył także zarzutom obrony, że policjanci mieli kpić z oskarżonego czy też używać wobec niego przemocy, a także, że żaden z funkcjonariuszy nie zniszczył ani nie zabrał oskarżonemu pełnomocnictwa do obrony.

 

"Nikt nie stosował przemocy wobec oskarżonego"

 

Przed sądem zeznawała także funkcjonariuszka wydziału kryminalnego Karolina C., która również miała słyszeć, jak Adam Z. opowiadał, co się stało z Ewą Tylman. W sądzie policjantka powiedziała, że najpierw była pozorantką w eksperymencie procesowym, potem, tego samego dnia, została zaproszona przez Rafała B. do pokoju, w którym był wówczas Bartosz N. i oskarżony. - Pamiętam, że jak weszłam do pokoju to oskarżony zachowywał się dość dziwnie. Wydawał się być nieobecny, zamykał oczy, sprawiał wrażenie jakby spał, a byliśmy krótko po eksperymencie procesowym. W pewnym momencie oskarżony mówił: to nie tak, to nie tak, pukał się w czoło - mówiła.

 

Karolina C. oraz policjant Bartosz N. przedstawili taki sam przebieg zdarzeń nad Wartą, jaki na podstawie słów Adama Z., przytoczył Rafał B. Funkcjonariusze mówili również, że wobec oskarżonego nikt nie stosował przemocy fizycznej ani psychicznej.

 

Bartosz N. podkreślił też, że Adam Z. kilkakrotnie zmieniał wersje zdarzeń; przed sądem przytoczył dwie nieoficjalne rozmowy i eksperyment procesowy. - Oskarżony podczas rozmów zachowywał się różnie, tzn. czasami był przygnębiony, czasami spokojny, czasami wyglądał, jakby był nieobecny. Nie pamiętam, czy oskarżony powiedział nam, dlaczego się przyznaje, że zabił Ewę Tylman - powiedział. Dodał, że podczas rozmowy, w której relacjonował, co stało się z kobietą, oskarżony płakał. Odpierając zarzuty obrony, o utrudnianie kontaktu Adama Z. z obrońcą, Bartosz N. powiedział, że oskarżony nie żądał kontaktu z adwokatem, ani też zawiadomienia kogokolwiek. - Gdyby takie żądania były, zawiadomiłbym tego, kogo by wskazał - zapewnił funkcjonariusz i dodał, że oskarżony nie złożył także żadnych zażaleń do protokołu zatrzymania.

 

"Zachowywał się tak, jak zwykle, gdy jest pod wpływem alkoholu"

 

We wtorek przed sądem zeznawała także siostra Adama Z., Małgorzata. Powiedziała, że rozmawiała z bratem w nocy, kiedy zginęła Ewa Tylman. Adam Z. zadzwonił do niej przed godz. 4. - Powiedział, że jest zmęczony, że się zgubił, że nie wie, gdzie jest. I poprosił, żebym pomogła mu znaleźć drogę do domu (...) Dodzwoniłam się do niego ponownie ok. godz. 4:20, znajdował się już w okolicy ul. Kórnickiej. Stamtąd miał się udać na przystanek tramwajowy. Rozmowa ta nie trwała długo, bo Adam mówił, że już nie potrzebuje moich rad, bo już wie, jakim autobusem ma dojechać do domu - mówiła.

 

Po godz. 5. Adam Z. miał wrócił do domu. Według relacji jego siostry, mężczyzna "zachowywał się zupełnie normalnie, to znaczy tak, jak zwykle, gdy jest pod wpływem alkoholu". - Usłyszałam jak wstukuje kod do klatki, otworzyłam drzwi. Kątem oka zarejestrowałam jego wejście do domu. Lekko się chwiał zdejmując buty. Poinformował mnie, że mu zimno i chce już iść spać - dodała.

 

Małgorzata Z. mówiła w sądzie także o ich rozmowie następnego dnia. - Zapytałam jak było na imprezie, odpowiedział, że fajnie. Chwilę się pośmialiśmy, jak mu przypominałam co mówił do mnie przez telefon, bo on tego nie pamiętał. Potem przypominał sobie niektóre momenty. Pod koniec rozmowy Adam zapytał, czy był sam jak rozmawialiśmy w nocy. Powiedziałam, że tak (...); zapytał, czy nie wspominał o jakiejś koleżance, (...) wtedy powiedział, że był z Ewą i nie pamięta jak się rozstali - podkreśliła.

 

Dodała też, że "ewidentnie było widać zakłopotanie z jego strony, że nie wie, jak się rozstawali. Była 11. i Adam przypomniał sobie, że Ewa miała na tę godzinę do pracy, a że nie mogą rozmawiać przez telefon napisał do niej SMS-a" - dodała. Ok. godz. 13. Adam otrzymał SMS-a od chłopaka Ewy Tylman, że kobieta nie pojawiła się w pracy.

 

Utrudniony kontakt z obrońcą

 

Małgorzata Z. powiedziała również przed sądem, że jej brat bardzo często pił alkohol, ale nie w dużych ilościach; najczęściej ograniczał się do piwa. - Czasami śmiejąc się Adam mówił nam, czyli mnie i siostrom, że był na imprezie, wypił alkohol i "urwał mu się film" - powiedziała.

 

Siostra Adama Z. mówiła także o utrudnionych kontaktach Adama Z. z obrońcą; jak stwierdziła - "mec. Adamczak żądał kontaktu z Adamem i być może żądał też kontaktu z prokuratorem, ale został poinformowany, że czynności z Adamem zostały już zakończone". Podczas rozprawy mec. Adamczak oświadczył, że posiada pismo, skierowane do prokuratury z początku grudnia 2015 roku, w którym informował o swoich zastrzeżeniach.

 

Adam Z. w trakcie rozprawy znajdował się w przylegającym do sali rozpraw pomieszczeniu za pancerną szybą. Wszystkie osoby uczestniczące w procesie, w tym zarówno publiczność, jak i dziennikarze, zostali poddani podwójnej kontroli bezpieczeństwa; po wejściu do sądu i bezpośrednio przed wejściem na salę. Porządku na sali dodatkowo pilnowali funkcjonariusze policji. W rozprawie - jako oskarżyciele posiłkowi - uczestniczyli ojciec i brat Ewy Tylman.

 

Kolejna rozprawa odbędzie się 17 lutego.

 

PAP

zdr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze