"Jedno przykrywać drugim". Marcin Przydacz uderza w Tuska ws. zatrzymania prezesa PKOl

Graffiti

- Na tym się zasadza polityka komunikacyjna Tuska, aby jedno przykrywać drugim. Po to się zatrzymuje prezesa PKOl, żeby nikt nie pytał o to, co się stało w Kłodzku - powiedział w "Graffiti" szef Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP Marcin Przydacz. Prezydencki minister odniósł się również do dyskusji ws. programu Nuclear Sharing. - Polska chce obecności głowic na swoim terytorium - stwierdził.

Mężczyzna w garniturze i okularach siedzi, patrząc w bok.
Polsat News
Marcin Przydacz

- Dzisiaj próbuje się tylko mówić o kontaktach z prawicą (ws. afery Zondacrypto - red.) - powiedział w "Graffiti" szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz.

 

- Przypomnę, że obrońcą pana Krala, tego, o którym Donald Tusk mówił, że jest powiązany z ruską mafią, jest dzisiaj wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych - dodał.

 

Przydacz przypomniał, że polityk KO w latach 90-tych "mówił bardzo ciepłe słowa o Rosji". - Więc to wszystko wygląda dużo bardziej skomplikowanie, niż się niektórym wydaje - ocenił.

Przydacz uderza w Tuska ws. afery Zondacrypto. "Jedno przykrywać drugim"

- Mam takie trochę przekonanie, bo na tym się zasadza polityka komunikacyjna Donalda Tuska, żeby jedno przykrywać drugim. Po to się wczoraj zatrzymuje prezesa PKOl w świetle kamer, żeby nikt nie pytał o to, co się stało w Kłodzku - zaznaczył polityk. Przydacz nawiązał do czwartkowego zatrzymania kilku osób przez CBA w związku z tzw. aferą powodziową.

 

Polityk zaznaczył, że nie widział zdjęć i filmów z zatrzymania "tej słynnej działaczki Platformy z Kłodzka".

 

ZOBACZ: Afera Zondacrypto. Szef PKOl został po północy wywieziony z gmachu prokuratury

 

Marcin Fijołek zapytał gościa czy wystąpienie Karola Nawrockiego - wówczas kandydata na prezydenta - na konferencji CPAC w Jasionce koło Rzeszowa, której sponsorem była giełda kryptowalut Zondacrypto, nie będzie zaliczone jako finansowanie kampanii wyborczej.

 

- Pan prezydent uczestniczył w wielu wydarzeniach, zapraszany był na spotkanie z Polakami, na spotkanie z ludźmi, występował w wielu miejscach. Sam fakt sponsorowania danego wydarzenia przez legalnie wówczas funkcjonujący biznes nie wykluczał obecności - wyjaśnił.

 

- Przypomnę, że Donald Tusk też ma zdjęcie z koszulką piłkarską, na której jest wielki napis "Zondacrypto". Nie mam o to pretensji - dodał Przydacz. - Dlaczego, jeżeli funkcjonowała wtedy legalnie, to mieliby zasłaniać nazwę tej firmy? - zapytał.

 

WIDEO: "Jedno przykrywać drugim". Marcin Przydacz uderza w Tuska ws. zatrzymania prezesa PKOl

 

 

Gość odniósł się do postępowania prokuratury ws. upadłej giełdy kryptowalut. - Życzyłbym sobie, żeby ta prokuratura, służby państwa pod rządami Donalda Tuska zaczęły działać wtedy, kiedy rzeczywiście ludzie tracili pieniądze, ale nie dopiero wtedy, kiedy medialnie ta dyskusja rozgrzewa - zaznaczył.

 

Przydacz stwierdził, że sprawa ta "łudząco przypomina historię z Ambergold". - Wtedy też państwo Tuska zawaliło, bo nie ostrzegało, nie zadziałało odpowiednio, nie wyłączało funkcjonowania takiej instytucji - dodał.

Program Nuclear Sharing. Przydacz: Polska chce obecności głowic na swoim terytorium

Szef Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP odniósł się także do wypowiedzi wiceministra obrony narodowej Pawła Zalewskiego ws. programu NATO. Został on zapytany, czy przyszła obecność wojskowa USA w Polsce mogłaby obejmować zdolności nuklearne. - Nie. Chciałbym to powiedzieć bardzo jasno i otwarcie. Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium - odparł.

 

- Wypowiedź pana Zalewskiego jest kuriozalna, jest absurdalna, kompletnie nie idąca w parze z tym, co Polska do tej pory mówiła i jaka jest polityka państwa polskiego, ustalona przez najważniejsze czynniki władzy - powiedział Przydacz.

 

- Zarówno Pałac Prezydencki, jak i władza wykonawcza w postaci rządu do tej pory opowiadała się za tym, aby Polska dołączyła do programu Nuclear Sharing w ramach polityki odstraszania - dodał.

 

- Zdaje się, że pan Zalewski albo nie zna polityki własnego państwa, albo próbuje rozgrywać jakąś własną politykę w kontrze do swojego własnego szefa, czyli ministra obrony narodowej. Bo wczoraj minister Kosiniak-Kamysz musiał trochę naprostować pana Zalewskiego - zaznaczył Przydacz. 

 

ZOBACZ: Miało ich zalać, wzięli pieniądze, a powodzi nie było. Trzy osoby aresztowane

 

Polityk zaznaczył, że teraz na świecie "wszyscy dyskutują, że Polska nie chce brać udziału w tym programie". - Nie chce obecności amerykańskich sił, czy zdolności jądrowych na swoim terytorium. A przypomnę, że obecność amerykańskich sił ma walor odstraszania. Rosja nie będzie chciała atakować państwa, na którym to terytorium znajdują się głowice jądrowe - dodał.

 

Prowadzący zauważył, że wiceszef MON stwierdził, że Polska chce być częścią nuklearnego odstraszania NATO, tylko bez tego komponentu z obecnością głowic na naszym terytorium.

 

- Ale to jest nieprawda. Polska chce mieć również i obecność głowic na swoim terytorium - stwierdził Przydacz. - Oczywiście dzisiaj nie ma takiej infrastruktury. Ale jeśli dołączymy do programu, to taką infrastrukturę trzeba będzie zbudować - dodał.

Michał Blus / polsatnews.pl
Czytaj więcej

WIDZISZ COŚ WAŻNEGO? PRZYŚLIJ ZDJĘCIE LUB FILM

Możesz też do nas pisać na adres wrzutnia@polsat.com.pl

PRZEJDŹ DO WRZUTNI

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie