"Sytuacja dyskredytująca". Poseł od Morawieckiego o Romanowskim

Graffiti

- Jeżeli by się potwierdziło, że Marcin Romanowski przebywa w Naddniestrzu, to byłbym w szoku i uważam, że to jest sytuacja dyskredytująca daną osobę w życiu publicznym w ogóle - mówił w "Graffiti" Krzysztof Szczucki z Rozwoju Plus. Wskazał też, że fakt, iż przez tyle czasu służbom nie udało się ustalić miejsca pobytu posła PiS świadczy o nieskuteczności państwa.

Dwóch mężczyzn w eleganckich garniturach podczas telewizyjnego programu publicystycznego, z czego jeden łączy się zdalnie.
Polsat News
Krzysztof Szczucki w "Graffiti"

W środę media obiegły wieści o wniosku podpisanym przez Marcina Romanowskiego, który trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie. Poseł PiS zwraca się w nim o wydanie listu żelaznego. Znacznie więcej uwagi niż sama prośba wzbudził fakt, że list nadany został w Tyraspolu, stolicy Naddniestrza.

 

W przestrzeni publicznej pojawiło się podejrzenie, czy polityk ukrywa się obecnie w prorosyjskiej, separatystycznej części Mołdawii? Goszczący w czwartkowym "Graffiti" Krzysztof Szczucki stwierdził, że "byłby w szoku", gdyby te doniesienia się potwierdziły.

Marcin Romanowski ukrywa się w Naddniestrzu? Szczucki: Byłaby to sytuacja dyskredytująca

- Wysłanie listu skądś nie musi nic oznaczać. Ktoś inny mógł ten list wysłać. Ale jeżeli by się to potwierdziło, że przebywa w Naddniestrzu, to byłbym w szoku i uważam, że to jest sytuacja dyskredytująca daną osobę w życiu publicznym w ogóle. Tutaj pewnie musimy poczekać na to, aż służby albo ktoś inny na 100 proc. potwierdzi, że on tam jest - mówił Krzysztof Szczucki.

 

Poseł stwierdził, że fakt, iż wciąż nie wiemy, gdzie jest Romanowski świadczy o tym, że "państwo znowu jest państwem z tektury". - Jeżeli służby państwa polskiego nie potrafią ustalić od miesięcy gdzie jest obywatel, nie taki w końcu nieznany, który leży w jakimś zainteresowaniu państwa (...) to ja wątpię w skuteczność państwa - przekonywał.

 

ZOBACZ: "Niezwłocznie wystąpię". Obrońca Romanowskiego zapowiada kolejny ruch

 

Jednocześnie polityk Rozwoju Plus wskazał, że "na miejscu polskiego wymiaru sprawiedliwości" poważnie rozważyłby wydanie posłowi PiS listu żelaznego. - Wydaje mi się, że ten cyrk taki w ściganiu i uciekaniu nie ma sensu. Dajmy Marcinowi Romanowskiemu poczucie, że naprawdę gwarancje procesowe wszystkie będą wobec niego zastosowane, że będzie mógł odpowiadać z wolnej stopy. Myślę, że w tej sytuacji widać, że on już chce wrócić - ocenił.

 

WIDEO: "Sytuacja dyskredytująca". Poseł od Morawieckiego o Romanowskim

 

 

Zdaniem posła Rozwoju Plus publiczne zainteresowanie sprawą Romanowskiego może być na rękę rządowi Donalda Tuska. - Pytanie, czy Donaldowi Tuskowi naprawdę zależy na powrocie Romanowskiego? Czy ten taki serial odgrywany, zwłaszcza wtedy, kiedy Tusk ma poważne problemy, jak kilka afer na Dolnym Śląsku, jak wcześniej Szpital Południowy i pewnie kolejne, to taka sytuacja z Marcinem Romanowskim, który skądś tam gdzieś wysyła list, w zasadzie dla rządu jest całkiem dogodna - mówił Szczucki.

"Państwo nie zadziałało prawidłowo". Poseł Rozwoju Plus o wycieku danych 19 mln Polaków

Krzysztof Szczucki odniósł się też do nadzwyczajnego wycieku danych blisko 19 mln obywateli Polski, do którego doszło w wyniku cyberataku na systemy firmy MyDr. Prowadzący program Paweł Balinowski zapytał swojego gościa, czy zdążył zastrzec swój numer PESEL. - W czasie rządów Donalda Tuska to chyba trzeba wszystko zastrzec - ironizował poseł.

 

- Tę sprawę trzeba wyjaśnić. Na pewno państwo po raz kolejny nie zadziałało prawidłowo. Mamy Urząd Ochrony Danych Osobowych, mamy służby, mamy procedury i bardzo często niestety jest tak, że te przepisy są skonstruowane całkiem prawidłowo, ale ktoś gdzieś niedostatecznie jest zaangażowany we właściwą ich realizację - przekonywał polityk.

 

ZOBACZ: Wyciek danych milionów Polaków. Problemy rządowej strony

 

Zdaniem Krzysztofa Szczuckiego, polskie instytucje "od kilku lat zajmują się tylko Prawem i Sprawiedliwością", co uniemożliwia im właściwą ochronę interesów obywateli.

"Chce być Krystyną Pawłowicz bis". Szczucki o potencjalnym transferze Macieja Berka do TK

Szczucki pytany był też o nieoficjalne doniesienia o możliwości objęcia przez byłego ministra Macieja Berka funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Poseł stwierdził, że sytuacja ta świadczyłaby o "szykowanej ewakuacji" w obozie rządowym. - Donald Tusk swoich najbliższych współpracowników chce porozmieszczać w różnych instytucjach, bo widzi, że trend idzie w kierunku prawicy, więc Platforma Obywatelska prawdopodobnie nie wygra wyborów w 2027 roku - mówił.

 

ZOBACZ: Zmiany w rządzie. Premier ogłosił odejście ministra

 

Przejście Berka do TK uznał za "scenariusz nieakceptowalny, ale realny". Paweł Balinowski zapytał zatem swojego gościa, czy "nie raziło" go, gdy w 2019 r. w tej samej instytucji znaleźli się Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz. - Raziło mnie, ale przede wszystkim raziło to ówczesną opozycję, a dzisiejszych rządzących. I oni krytykowali, mówili, że to jest standard nieakceptowalny - odpowiedział Szczucki.

 

- Jak rozumiem, Maciej Berek chce być Krystyną Pawłowicz, czy Stanisławem Piotrowiczem bis, ale to przecież rządzący krytykowali - przekonywał poseł.

Paweł Sekmistrz / polsatnews.pl
Czytaj więcej

WIDZISZ COŚ WAŻNEGO? PRZYŚLIJ ZDJĘCIE LUB FILM

Możesz też do nas pisać na adres wrzutnia@polsat.com.pl

PRZEJDŹ DO WRZUTNI

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie